Menu

Przemysław Strączek: "Bez marzeń nie potrafię funkcjonować"

Przemysław Strączek: "Bez marzeń nie potrafię funkcjonować"
Przemysław Strączek (Fot. Aneta Czarnocka-Kanik/ FB)
Juz jutro, 27 października, w londyńskim Jazz Cafe POSK, wystąpi Przemysław Strączek Trio.
Reklama

Przemysław Strączek - gitarzysta jazzowy, kompozytor, aranżer, pedagog. O życiowych wyborach i jazzie, rozmawiała z muzykiem Iwona Bergańska.

Już w liceum zdecydowałeś o wyborze drogi życiowej. Skąd zainteresowanie muzyką? 

Przemysław Strączek: - Od najmłodszych lat chłonąłem muzykę. Mój starszy brat, grał na gitarze. Miałem 8 lat, kiedy zakłożyłem pierwszy album z ulubionymi zespołami, gdzie wklejałem zdjęcia i informacje - głównie wycinane z niemieckich gazet. Fascynowały mnie wtedy KISS, AC/DC, LED ZEPPELIN. Można powiedzieć wręcz, że dorastałem przy muzyce gitarowej. Kiedy zacząłem sam grać, pasjnowały mnie różne gatunki: blues, rock, heavy metal, klasyka. Ostatecznie postawiłem na jazz, z którym jestem do dziś. 

Dlaczego właśnie jazz i gitara? 

- Moja wrażliwość muzyczna oparta była na muzyce gitarowej od najmłodszych lat. Pamiętam jak przechodził mnie dreszcz kiedy słyszałem brzmienie jakiejkolwiek gitary na żywo.

A dlaczego jazz? Myślę, że muzyka jazzowa, jako pewna filozofia życia, odpowiada mojemu postrzeganiu świata. Dzięki temu odkryłem siebie i to co jest dla mnie ważne, potrafię wyrazić swoje emocje, uczucia. Jazz jako muzyka skupia w sobie wiele pierwiastków.

Można tu zastosować wszelkie syntezy, kolory, nastroje i specjalną atmosferę. To powoduje, że liczy się nasza kreatywność, to jacy jesteśmy, możemy przenieść na grunt muzyki. Dążenie do uzyskiwania jak najlepszych efektów w muzyce, to jak praca nad sobą, by być jeszcze lepszym człowiekiem - nie tylko w sztuce, ale i w życiu. 

Napisałeś podręcznik gry na gitarze. Ile czasu potrzebowałeś, by zrozumieć i podporządkować sobie ten instrument oraz odnaleźć swoje brzmienie? 

- Podręcznik dla gitarzystów napisałem na ostatnim roku studiów na Akademii Muzycznej w Katowicach i był on tematem mojej pracy dyplomowej. Wtedy też zrozumiałem, że muzyki jazzowej nie da się zanalizować, rozpracować, podzielić na czynniki pierwsze. Ona jest jak dziki koń, którego nie da się osiodłać.

Oczywiście, w podręczniku można nakreślić pewien kierunek do zrozumienia, na czym opiera się improwizacja, jakie zastosować połączenia harmoniczne, itp.

Jednak w jazzie najbardziej interesujący jest człowiek, który jest wykonawcą, ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami, doskonałościami, wadami i zaletami, przeżyciami tymi dobrymi i przykrymi. To wszystko wpływa na jego brzmienie, jakość muzyczną. Brzmienie muzyka jazzowego to proces i objawia się z czasem. 

"Moja wrażliwość muzyczna oparta była na muzyce gitarowej (...)". (Fot. FB/ Przemysław Strączek's Music)

W rankingu Jazz Forum znalazłeś się w ścisłej czołówce polskich gitarzystów. W roku 2013 Otrzymałeś nagrodę Specjalną Ministra Kultury za osiągnięcia artystyczne. Wszystkich wyróżnień nie sposób wymienić. Co dalej? Czy to trochę jak ślepy zaułek? Taka rywalizacja z samym sobą? 

- Pewnie trochę tak jest. Ale z drugiej strony, to bardzo miłe kiedy zostajesz doceniony za swoje działania artystyczne. Czujesz wtedy, że to co robisz, ważne jest także dla innych. To motywujące i zawsze dodawało mi skrzydeł. Nie skupiam się na nagrodach, ale doceniam, że są. 

Wydałeś 5 autorskich płyt. Czy któraś z nich ma dla Ciebie szczególne znaczenie? 

- Każda kolejna płyta zamyka pewien etap mojej muzycznej drogi. Każda ma też osobliwe znaczenie i do każdej z nich podchodzę emocjonalnie. Myślę, że płyta, która wprowadziła mnie rynek muzyczny w Polsce - Light & Shadow z 2010 roku, będzie miała dla mnie zawsze szczególne znaczenie.

Lubisz improwizację. Czy łączenie jazzu z muzyką dalekiego wschodu ma jakiś głębszy podtekst? 

- Oczywiście, że tak. W 2011 roku po raz pierwszy pojechałem na festiwal jazzowy do Azji, konkretnie do Bangkoku. Uderzyło mnie podejście Azjatów do muzyki jazzowej, tak odmienne od Europejczyków czy Amerykanów. Tam poznałem też wielu muzyków z różnych kontynentów.

W pewnym momencie postanowiłem zrealizować projekt oparty na improwizacji z muzykami z Singapuru, Chin i Meksyku. Celem było zjednoczenie sił w projekcie, z muzykami z odległych od siebie kręgów kulturowych i z wykorzystaniem tradycyjnych, dla każdego kontynentu, instrumentach. Płyta "Three Continents" została nagrana w Singapurze i w Polsce, w 2015 roku. Pierwszy koncert z tym programem, zagraliśmy właśnie w Singapurze, potem w Malezji, następnie szereg koncertów w kraju. Trasa koncertowa zakończyla się w Chinach w tym roku. 

W muzyce jazzowej fascynujące jest, że można wychowywać się w zupełnie innych kręgach kulturowych, a mimo to zgrać się - improwizując. 

To właśnie dzięki temu projektowi dowiedziałem się, że improwizacja wywodzi się z muzyki tradycyjnej, ludowej. I chociaż improwizacja etniczna, różni się bardzo w swej istocie od improwizacji wywodzącej się z amerykańskiego jazzu, to przyświeca im ten sam duch wyrażania siebie. 

Komponując wyrażasz siebie i swoje emocje. Czy przenosisz się wówczas w świat fantazji? 

- To bardzo trudne pytanie. Nie wiem, czy potrafię na nie odpowiedzieć. Wyrażanie emocji poprzez muzykę dzieję się w sposób abstrakcyjny, niedający się zdefiniować. To tak jakby materializować za pomocą dźwięków swoje myśli, czy stan umysłu. Nasze emocje są różne, wynikają z naszych życiowych dośwadczeń. Być może jest tak, że z biegiem lat pojawiają się inne nowe emocje, których nie doznaliśmy wcześniej i stają się na tyle intensywne, że determinują naszą muzykę. My nazywamy to dojrzałością. Komponowanie muzyki, swoiste odrywanie się od rzeczywistości, od gruntu, staje się faktem. 

Tak naprawdę, podczas koncertu, najważniejsza dla mnie jest relacja ze słuchaczem. Mogę wtedy zrealizować swój koncept muzyczny, przekazać siebie i swoje emocje na żywo. Wszystko, co we mnie drzemie, wychodzi właśnie podczas koncertu. 

Koncert Trio w jednym z klubów jazzowych. (Fot. FB/ Przemysław Strączek's Music)

Pracujesz z młodzieżą. Jak w dobie muzycznej ignorancji zachęcasz młodych do tego gatunku muzyki? 

- Aby grać muzykę jazzową trzeba przejść bardzo długą drogę i spędzić tysiące godzin z instrumentem - ćwicząc. 

Zawsze mówię, że jazz to królowa muzyki, która zawiera w sobie różne elementy, style i gatunki, ukształtowane poprzez swoją historię. Jeśli grasz jazz na poziomie rozumienia improwizacji, odnajdziesz się w każdym innym gatunku muzyki i zagrasz z każdym. Myślę, że to działa. 

Scena londyńska jest Ci dobrze znana. Jak oceniasz tutejszą publiczność? 

- Uwielbiam grać w Londynie. W Jazz Cafe Posk czuję się jak w domu. Tutaj, w 2014 roku promowałem swoją płytę, podczas brytyjskiej trasy koncertowej. Powstał z tego koncertu także dokument, który następnie przez rok był emitowany w holenderskiej telewizji poświęconej muzyce jazzowej DJAZZ.TV. Odczuwam tu pozytywną energię ze strony publiczności. Mam też wielu znajomych, przyjaciół i fanów.

W 2011 roku, tuż po wydaniu płyty „Light & Shadow”, otrzymałem maila od Brytyjczyka, który kupił moja płytę podczas pobytu w Polsce i chciałby się ze mną spotkać. Pamiętam moje zaskoczenie. Od tamtej pory utrzymujemy ze sobą kontakt i zawsze jestem pod wielkim wrażeniem jego znajomości polskiej muzyki jazzowej. 

Na pewno masz wiele ciekawych doświadczeń z kontaktu ze słuchaczami.Czy jest jakieś zabawne lub niezwykłe, którym mógłbyś się z nami podzielić? 

-  W Chile, w 2006 roku, skomponowałem utwór Osorno. Osorno to pięciotysięczna chilijska miejscowość i przepiękny, inspirujący wulkan. Kilka lat później podczas koncertu w Krakowie, zagraliśmy ten utwór na bis. Zaraz po koncercie podszedł do mnie pan, około 60 lat i spytał czy ten utwór nosił tytuł Osorno? Okazało się, że było to miejsce, gdzie sie urodził. Pomyślałem wówczas, że człowiek z małej miejscowości, oddalonej o 13 tysięcy kilometrów, przyjeżdża do Polski, idzie na koncert jazzowy, gdzie słyszy utwór grany przez polskiego muzyka, którego tytuł pochodzi od nazwy wulkanu w jego miejscowości. Niewiarygodne! 

Plany na przyszłość? Może jakieś marzenie zawodowe? 

- Bez marzeń nie potrafię funkcjonować. Jestem już gotowy do nagrania muzyki na nową płytę. W przyszłym roku będę miał przyjemność wystąpić razem z wybitnym brytyjskim saksofonistą Andy Sheppardem. Ale wszystkich marzeń nie będę zdradzał. 

Ostatnie - tradycyjne już pytanie. Jeśli nie Jazz to...? 

- W moim przypadku, nie ma innej opcji.

 

Komentarze


Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.
Bądź pierwszy! Podziel sie opinią

Dodaj komentarz


Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 15.10.2019
GBP 4.928 złEUR 4.295 złUSD 3.895 złCHF 3.900 zł

Sport


Reklama