Adele przezwyciężyła traumę, którą miała od czasu zamachów w Londynie...

Podczas kolejnego z serii koncertów w The Colosseum w Caesars Palace w Las Vegas brytyjska gwiazda opowiedziała o swoich osobliwych doświadczeniach z metrem w Londynie. Piosenkarka wyjawiła, że w grudniu, po prawie 20 latach, znów przejechała się tym środkiem transportu. Śpieszyła się bowiem na imprezę w stylu ABBY "Mamma Mia the Party" do O2 Arena.
Dzięki temu, że wsiadła do podziemnej kolejki, dojechała do hali w 45 minut. A gdyby chciała pokonać tę trasę autem, podróż zajęłaby jej dwie godziny. "W metrze miałam na twarzy maseczkę. Było ze mną kilku ochroniarzy i kilku przyjaciół. Udało się jednak nam utrzymać anonimowość" - wspominała Adele i dodała, że została rozpoznana dopiero pod halą 02.

Adele wyjawiła też, dlaczego wcześniej pezez prawie 20 lat nie jeździła metrem. Jak się okazuje, nie był to kaprys bogatej gwiazdy, która nie chce być zaczepiana przez fanów. "Przestałam jeździć metrem, jeszcze zanim stałam się sławna. Zrezygnowałam z niego po ataku terrorystycznym. Metro nie służy mi także dlatego, że mam klaustrofobię" - wyjawiła piosenkarka publiczności w Las Vegas.
Wspominając o ataku terrorystycznym, gwiazda miała na myśli to, co stało 7 lipca 2005 roku w Londynie. Wtedy to islamscy terroryści dokonali serii zamachów bombowych w komunikacji miejskiej. Doszło to trzech eksplozji w metrze i jednej w miejskim autobusie. Zginęły 52 osoby, a co najmniej 700 osób zostało rannych.