Menu

Kupujmy mniej ubrań!

Kupujmy mniej ubrań!
Produkowana na masową skalę odzież bywa zabójcza dla planety i dla samych konsumentów. (Fot. Getty Images)
Branża odzieżowa ma ogromny udział w degradacji środowiska naturalnego - większe szkody powoduje tylko przemysł paliwowy. Dlatego projektantka Joanna Przetakiewicz sugeruje, aby kupować mniej i w ten sposób ograniczyć degradację przyrody.
Reklama

Coraz głośniej mówi się o katastrofalnym wpływie branży modowej na naszą planetę i skutkach, jakie niesie ze sobą bezmyślne nabywanie wciąż nowych ubrań. Tych samych, które po upłynięciu sezonu czy dwóch, wylądują w koszu. W dobie szalejącej konsumpcji i kryzysu klimatycznego, popularność szybkiej i taniej mody, zwanej "fast fashion", zaczyna na szczęście stopniowo maleć.

Choć kolejne luksusowe marki opowiadają się po stronie ekologii, rezygnując z używania do produkcji ubrań zwierzęcych skór i naturalnych futer, nie są to działania wystarczające. Sposobem na poprawę sytuacji zdaje się być przede wszystkim ograniczenie produkcji.

Jak podaje World Resources Institute, jedna piąta globalnego zanieczyszczenia wód pochodzi z procesu farbowania tekstyliów. (Fot. Getty Images)

"Każdy z nas pojawia się czasem w centrum handlowym. I widzimy nieprzeciętne ilości ubrań. Zastanawiamy się wtedy, kto to wszystko zutylizuje? Co się z tym dzieje? Bo to jest po prostu niemożliwe, żeby wszystkie te ubrania zostały sprzedane. Z tego bierze się negatywny wpływ branży odzieżowej na środowisko naturalne" – wyrokuje projektantka i dyrektorka kreatywna marki La Mania, Joanna Przetakiewicz. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Jak dowiodło badanie przeprowadzone przez Ellen MacArthur Foundation, na wysypiska śmieci średnio co sekundę trafia kontener wypełniony tekstyliami.

Warto w tym kontekście przywołać przykład ekskluzywnego domu mody Burberry, który od lat spalał niesprzedane ubrania. Powód? Ochrona "luksusowego charakteru" marki, która ze względów wizerunkowych nie mogła rzekomo pozwolić sobie na to, by jej ubrania wylądowały w outletach czy na wyprzedażach. W 2018 roku spalono ubrania warte, bagatela, 38 mln dolarów. Po tym, jak na brytyjski dom mody spadła fala krytyki za nieekologiczne działania, Burberry zmieniło strategię, poddając niesprzedane stroje recyklingowi.

Przemysł modowy jest drugim najbardziej zatruwającym planetę biznesem. (Fot. Getty Images)

Jak podkreśla Przetakiewicz, utylizacja ubrań wciąż jest bagatelizowana. "Materiały bardzo ciężko biodegradowalne zalegają w ziemi przez całe dekady, a kiedy są spalane, powodują wydzielanie się trującego gazu. Między innymi dlatego przemysł modowy jest drugim najbardziej zatruwającym planetę biznesem. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, ile ton wody potrzeba do produkcji ubrań, ile trzeba zużyć chemicznych barwników do ich barwienia, zaczyna się nam to składać w całość" – tłumaczy projektantka.

Statystyki w istocie nie napawają optymizmem. Jak podaje World Resources Institute, jedna piąta globalnego zanieczyszczenia wód pochodzi z procesu farbowania tekstyliów. A używa się do tego toksycznych związków chemicznych, takich jak nonylofenole czy ftalany, które uznawane są za groźne dla środowiska oraz mogą potencjalnie zaburzać ludzką gospodarkę hormonalną.

Szacuje się, że do uszycia jednego T-shirtu trzeba zużyć ponad 2,7 tys. litrów wody. Tyle samo, ile przeciętny człowiek wypija w ciągu 1350 dni. Wyprodukowanie jednej pary jeansów wiąże się z kolei z zużyciem aż 14 tys. litrów wody. Plantacje bawełny, z której wytwarza się 40 proc. odzieży na świecie, pochłaniają jedną czwartą pestycydów używanych do hodowli roślin. Jedynie przemysł paliwowy truje świat w większym stopniu niż moda.

Produkowana na masową skalę odzież bywa zabójcza nie tylko dla planety, ale i dla samych konsumentów. "Jedną z tajemnic poliszynela jest przypadek bardzo znanej sieciówki, która użyła trującego barwnika, w wyniku czego, w ciągu kilku miesięcy grupa klientów znalazła się w szpitalu ze zdiagnozowanym ostrym zatruciem chemicznym. Okazało się, że wszystkie osoby kupiły te same T-shirty. Sprawę oczywiście zatuszowano. Nikomu nie przyjdzie do głowy, że zakładając T-shirt, który kosztował 4 funty, zakłada na siebie truciznę. Tysiąc razy lepiej jest kupić biały T-shirt, nosić go i prać, niż kupować wiele kolorowych koszulek za bardzo niską cenę" – konkluduje Przetakiewicz.

Polska designerka nie jest w swoim przekonaniu osamotniona. Legendarna projektantka Vivienne Westwood od dawna namawia do ograniczenia konsumpcji. Pytana w wywiadach o to, co warto kupić, by w danym sezonie wyglądać modnie, zwykła odpowiadać: "Nic, przestańcie tyle kupować!".

Zamiast co sezon nabywać ogromne ilości tanich ubrań, które finalnie wylądują w koszu, znacznie mądrzej byłoby inwestować w lepszej jakości produkty o ponadczasowym charakterze. "Bardzo łatwo jest powiedzieć osobie, która nie ma problemów finansowych, żeby kupowała drogie, wysokiej jakości ubrania. Nie chcę tak brzmieć. Tym niemniej apeluję, by ślepo nie podążać za trendami, nie być ofiarą mody. Lepiej po prostu kupować rzeczy klasyczne, proste" – wyjaśnia Przetakiewicz.

I dodaje, że noszenie tych samych ubrań nie jest bynajmniej powodem do wstydu. "Kocham nosić ciągle te same rzeczy. Mam swoje ukochane ubrania od bardzo wielu lat i wciąż je zakładam. Wystarczy zresztą spojrzeć na ikony mody, takie jak Kate Moss. Zauważmy, że ona bardzo często ubrana jest tak samo, a zarazem bardzo klasycznie. Nie musimy zatem być na bieżąco z każdym trendem. Moda sama za sobą już nie nadąża, nieustannie się powiela. W związku z tym najlepszym rozwiązaniem jest dbanie o rzeczy, które mamy i nie kupowanie wciąż nowych" – przekonuje designerka.

Trendem cieszącym się coraz większą popularnością są także zakupy w butikach vintage i second handach oraz wymiany ubrań. Do noszenia używanej odzieży przyznaje się coraz więcej gwiazd, które zaznaczają, że aby wyglądać modnie i ciekawie, nie trzeba wydawać kroci. "Jest to wspaniały trend, który staje się powoli hitem na świecie. W takich wymianach biorą udział nawet osoby bardzo zamożne. W ten sposób ubrania trafiają do drugiego obiegu, dostają drugie życie. A jest wiele typowo wyjściowych kreacji, które kupujemy na studniówki, wesela, chrzciny, komunie. I zakładamy je tylko raz. A mogłyby zostać użyte przez kogoś innego na podobną okazję" – sugeruje Przetakiewicz.

W dobie szalejącej konsumpcji i kryzysu klimatycznego, wzrasta popularność szybkiej i taniej mody... (Fot. Getty Images)

Projektantka namawia nas też do tego, by zamiast wyrzucać ubrania, które przestały się nam podobać lub z jakichś względów nie są już dla nas odpowiednie, przerabiać je. "Uwielbiam przerabiać rzeczy. Żakiet, który ma 10 czy 12 lat, pod warunkiem, że jest dobrej jakości i nie wyciągnął się na wieszaku ani nie stracił koloru, można z łatwością skrócić, przedłużyć, poszerzyć, zwęzić. Czasem wystarczy zmienić guziki. Nawet drobna zmiana może spowodować, że takie ubranie zaczyna nas na nowo cieszyć" – konstatuje Przetakiewicz.

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.
Bądź pierwszy! Podziel sie opinią
Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 03.04.2020
GBP 5.216 złEUR 4.579 złUSD 4.240 złCHF 4.340 zł

Sport


Reklama