Burnham odcina się od pomysłu powrotu UK do Unii Europejskiej
"Nie proponuję, by Zjednoczone Królestwo rozważyło ponowne przyłączenie się do Unii Europejskiej i szanuję decyzję podjętą w referendum" - oświadczył Burnham, burmistrz Manchesteru, podczas spotkania inwestorów w Leeds. Podkreślił, że w jego ocenie Brexit był szkodliwy, ale dodał, że otwieranie ponownie dyskusji na ten temat podzieli ludzi i sprawi, że kraj "utknie w marazmie".
Brexit i stosunki z Unią Europejską znów stały się jednym z głównych tematów brytyjskiej polityki. W Partii Pracy trwają próby zastąpienia szefa rządu, Keira Starmera. To efekt między innymi dotkliwych porażek w wyborach lokalnych w Anglii oraz w wyborach do parlamentów w Szkocji i Walii.
W sobotę drugi z kandydatów, Wes Streeting, stwierdził, że Brexit był "katastrofalnym błędem", który sprawił, że Zjednoczone Królestwo jest biedniejsze i słabsze, a pewnego dnia kraj wróci do Unii Europejskiej.
Andy Burnham zdystansował się jednak od tego pomysłu, przekonując, że priorytetem powinno być odwrócenie tego, co uznał za błędy ostatnich dekad: między innymi nadmiernej deregulacji i prywatyzacji. "Od czterdziestu lat Brytania jest na złej ścieżce" - przekonywał polityk, zastrzegając jednocześnie, że popiera zacieśnienie związków z Unią Europejską.
Przemówienie na Great Northern Investment zamieniło się w rodzaj nieformalnego exposé burmistrza. Mówił on, że brytyjska polityka potrzebuje zmiany, w tym wzmocnienia samorządów.
Badania przeprowadzone wśród członków Partii Pracy sugerują, że w wyścigu do Downing Street Burnham byłby faworytem. By ubiegać się o przywództwo w Partii Pracy, najpierw trzeba być jednak członkiem parlamentu. Burmistrz Manchesteru znalazł już okręg, z którego będzie startował: to Makerfield nieopodal Wigan w północno-wschodniej Anglii. Miejsca ustąpił mu poseł Josh Simmons, który zapowiedział rezygnację z mandatu.
W efekcie Burnham będzie mógł wystartować w wyborach uzupełniających. Ma przed sobą wyzwanie, bo tamtejsi wyborcy w referendum z 2016 roku poparli Brexit, a w majowych wyborach lokalnych - prawicową, antyunijną Reform UK Nigela Farage'a.
To sprawia, że w sprawie Unii Andy Burnham musi balansować między dwoma typami wyborców. Po pierwsze, tymi w Makerfield, których poparcie jest dla niego przepustką do Izby Gmin. Po drugie, członkami Partii Pracy, którzy zdecydują potem o ewentualnym wyborze nowego lidera.
"Pozycja Burnhama jest bliska obecnemu stanowisku partii: trzeba zaakceptować Brexit i iść dalej" - podkreślił dr Nick Dickinson, politolog z uniwersytetu w Exeter. "Tyle że aktywiści partyjni są głęboko proeuropejscy. To dlatego Wes Streeting chce uczynić z tego główną linię podziału" - dodał.
Choć de facto kampania wewnątrz Partii Pracy już trwa, to formalnie proces, który mógłby skończyć się wymianą premiera, jeszcze się nie zaczął. Potrzebne jest do tego 81 poselskich podpisów złożonych pod kandydaturą polityka, który chciałby zastąpić Keira Starmera.
Tymczasem brytyjski premier powtórzył, że nie ma zamiaru ułatwiać zadania swoim rywalom. "Sam już nie wiem, ile razy to powiedziałem: nie odejdę. Mam głębokie przekonanie, że muszę służyć ludziom" - stwierdził Starmer w rozmowie z dziennikarzami w północnym Londynie.
Czytaj więcej:
Burmistrz Manchesteru dostał szansę powrotu do Izby Gmin i zastąpienia Starmera
Premier Starmer powołuje nowego ministra zdrowia i wciąż nie zamierza ustępować
Brexit znów rozpala polityków brytyjskiej Partii Pracy. Czy UK zechce wrócić do UE?
Burmistrz Manchesteru może ubiegać się o mandat posła i potencjalnie zastąpić Starmera
































