Menu

Włochy zamarły. Polka z Toskanii o życiu codziennym w kraju objętym kwarantanną

Włochy zamarły. Polka z Toskanii o życiu codziennym w kraju objętym kwarantanną
Opustoszałe ulice Mediolanu... (Fot. Getty Images)
Włochy od 9 marca objęte są kwarantanną. Według ostatniego rządowego dekretu, na terenie kraju mogą być otwarte tylko sklepy z żywnością, kioski oraz apteki. O tym, jak wygląda obecnie codzienne życie w Italii, z Aleksandrą Seghi, współredaktorką portalu Polacy we Włoszech, blogerką i pisarką, rozmawiają Aneta Kubas (Londynek.net) oraz Kasia Forest (103.2 Dublin City FM).
Reklama

Witamy Cię bardzo serdecznie, Olu. Bardzo ci dziękujemy, że zgodziłaś się na ten wywiad, chociaż wiemy, w jakim trudnym położeniu są teraz mieszkańcy Włoch. Zacznijmy od tego, że kraj objęty jest kwarantanną. W poniedziałek premier Giuseppe Conte nakazał obywatelom pozostanie w domach do odwołania. Szkoły i uniwersytety pozostaną zamknięte do 3 kwietnia. Powiedz, jak ta sytuacja wygląda obecnie. Jak się masz ty i twoja rodzina oraz czy rzeczywiście od poniedziałku nie wychodzisz z domu?

- Tak, od poniedziałku życie stanęło. Ci, którzy nie musieli wyjeżdżać do pracy, zostali w domach – poważnie traktując dekret rządu włoskiego. Tak naprawdę bardzo się przestraszyli i zrozumieli, że sytuacja jest bardzo poważna. Jeszcze do niedzieli bowiem ludzie troszkę lekceważyli zagrożenie. Ulice były pełne, targ w Pistoi działał regularnie, ludzie chodzili na do centrów handlowych, siedzieli w barach i w restauracjach.

W poniedziałek natomiast wszystko jakby opustoszało. Sklepy wprawdzie są czynne, ale niewielu w nich klientów. Kto nie musi wychodzić, zostaje w domu. Zresztą całe Włochy są objęte strefą ochronną i obecnie, jeśli chcemy opuścić miejsce zamieszkania, w razie kontroli musimy przedstawić autocertyfikat. Taki dokument można pobrać z internetu. Po wydrukowaniu należy tam wpisać, dlaczego musieliśmy wyjść z domu – czy musimy np. dojechać do pracy, czy odbyć konieczną wizytę lekarską. Muszę dodać, że wizyty lekarskie, które zostały już dawno umówione, zostały obecnie anulowane, więc taka wizyta musi być bardzo poważna i pilna. Trzeci powód, dla którego można opuścić dom, to zrobienie zakupów.

Już od jakiegoś czasu staraliśmy się unikać dużych skupisk ludzi, ale jeszcze do ubiegłego tygodnia swobodnie poruszałam się po mieście. Od minionej środy są zamknięte szkoły, więc ja od tego czasu nie wychodzę, ponieważ córka jest niepełnoletnia i chcę ją chronić. Poza tym, tak jak powiedziała wychowawczyni, to nie są wakacje, nauczanie nie odbywa się w budynku szkolnym, ale idziemy dalej z materiałem, w związku z czym moja córka łączy się z nauczycielami przez video chat, razem ze swoimi kolegami z klasy. Lekcje zaczynają się tak jak zwykle, o 7.50. Lekcje toczą się normalnie, pani od angielskiego przesyła np. nagrane zajęcia poprzez WhatsApp, jest non stop coś zadawane, każdy nauczyciel zostawia informacje na takiej aplikacji szkolnej – tak że życie szkolne się cały czas toczy. Placówki edukacyjne mają być zamknięte do 3 kwietnia, powoli jednak zaczyna się mówić, że ten okres zostanie przedłużony, ponieważ za chwilę będzie Wielkanoc.

Aleksandra Seghi była w ubiegłym roku gościem Festiwalu O'Czytani w Irlandii. Na zdjęciu z kierownikiem dublińskiego konsulatu, Grzegorzem Salą. (Fot. Archiwum Biblary)

Rozumiemy zatem, że mieszkańcy przestrzegają nakazów kwarantanny i odpowiedzialnie odnoszą się do kwestii pandemii?

- Tak jak wspomniałam, zamknięte zostały szkoły, muzea, biblioteki, galerie, odwołane imprezy, ceremonie; nie odbywają się msze święte, śluby, chrzty, a nawet pogrzeby. Zamknięto stoki narciarskie, widzieliśmy kilka dni temu w górskiej miejscowości Abetone, że na weekend przyjechało jak zwykle mnóstwo narciarzy, jednak odchodzili z kwitkiem. Za wychodzenie z domu bez autocertyfikatu i poważnego powodu grożą surowe kary. Owszem, są osoby, które nie stosują się do tego dekretu – dzisiaj nawet obserwowałam przez okno osoby uprawiające trekking, jogging, spacerujących jak zwykle. Tymczasem za nieprzestrzeganie przepisów grozi mandat do 206 euro lub areszt do 3 miesięcy. Jeżeli natomiast osoba jest objęta kwarantanną lub jest chora na koronawirusa, grozi jej więzienie od roku do nawet 12 lat. Osoba zakażona, która wyjdzie z domu i doprowadzi do zgonu innych osób, może być nawet oskarżona o domyślne zabójstwo, za co grozi aż 20 lat pozbawienia wolności. Sprawa jest więc, jak widać, poważna i większość ludzi zaczęła przestrzegać tego.

Tak jak już wcześniej powiedziałam, ulice są puste, wręcz powiedziałabym, że wymarłe, tylko widać samochody rano i wieczorem, dojeżdżających do pracy. Sklepikarze apelują do klientów, żeby nie przychodzili do sklepów osobiście. Są gotowi dostarczyć zakupy po zamówieniu telefonicznym. Tak samo działają duże sklepy spożywcze – gdzie kurierzy dowożą produkty po złożeniu zamówienia internetowego. Różnica jest taka, że przed dekretem dostawca wnosił zakupy do domu, a teraz dla ochrony zostawia je przed drzwiami.

Maurizio Massari, ambasador Włoch przy Unii Europejskiej, napisał w artykule do Politico, że kryzys koronawirusowy we Włoszech to nie tylko kryzys narodowy. To kryzys europejski i tak należy go traktować: “Włochy zwróciły się już o uruchomienie unijnego mechanizmu ochrony ludności w celu dostarczenia sprzętu medycznego do ochrony indywidualnej. Niestety, żaden kraj UE nie odpowiedział na wezwanie Komisji. Tylko Chiny odpowiedziały. Z pewnością nie jest to dobry znak solidarności europejskiej”. Olu, powiedz, jak wygląda zaplecze medyczne, czy rzeczywiście brakuje sprzętu, respiratorów i czy rzeczywiście Włochy potrzebują wsparcia Unii Europejskiej?

- O tak, jak najbardziej, sytuacja jest nieciekawa. Na razie nie jest krytyczna, ale rzeczywiście tych maseczek, kombinezonów ochronnych brakuje już od dawna. Ja mówię tu głównie o północy, o Lombardii, gdzie już od dawna jest strefa czerwona, podobnie jak w 14 innych prowincjach. We wtorek społeczność chińska z Mediolanu, która liczy 30 tys. ludzi, zebrała się i dała szpitalom 40 tys. rękawiczek oraz 100 kombinezonów ochronnych. W zeszłym tygodniu z kolei ambasada chińska wraz z przedsiębiorcami chińskimi - też właśnie w Lombardii - dała 2,3 tys. maseczek Czerwonemu Krzyżowi. Już pod koniec lutego Włochy zwróciły się do UE o pomoc – o maseczki, których brakuje w szpitalach oraz o pomoc ekonomiczną w związku z ogromnymi stratami w sektorze turystycznym i transportowym. Na razie tej pomocy nie ma, ale prezydent Komisji Unii Europejskiej powiedział: “Dzisiaj wszyscy jesteśmy Włochami” i zadeklarował pomoc. Czekamy zatem na realizację obietnicy.

W międzyczasie Chiny zadeklarowały, że dostarczą 100 respiratorów, testy, maseczki, kombinezony oraz zapowiedzieli, że wyślą swoich doświadczonych lekarzy specjalistów – na razie 5 osób.

Słyszałam także, że Mediolan szykuje 2 hale dawnych targów, po 10 i 12 tys. metrów kwadratowych, które zostaną wyposażone jak szpitale. Mowa jest o 600 łóżkach.

W mediolańskich galeriach handlowych też cisza i spokój... (Fot. Getty Images)

Anestezjolog szpitala w Bergamo w północnej części Włoch, Christian Salaroli, w rozmowie w "Corriere della Sera" przyznał, że z powodu ograniczonej liczby miejsc i respiratorów, lekarze muszą dokonywać większej selekcji pacjentów. “Oprócz wieku i ogólnego stanu zdrowia, trzecim wskaźnikiem jest zdolność pacjenta do powrotu do zdrowia po intensywnej terapii” - przyznał lekarz. Salaroli zaznaczył też, że z tego powodu na oddziały przyjmowane są częściej osoby młode, które mają szansę wygrać z chorobą niż starsi pacjenci. Olu, czy tam, gdzie mieszkasz, sytuacja w służbie zdrowia jest podobna?

- Rzeczywiście, na północy oddziały intensywnej terapii są zapełnione, zaczyna brakować miejsc. Z tego, co wiem, wszyscy pacjenci z koronawirusem są przyjmowani, natomiast brakuje respiratorów. I w momencie, gdy lekarze muszą zadecydować komu go podłączyć, to wybierają osoby młode. Osoby, które mają powyżej 80 lat, nie są podłączane. Są to dramatyczne momenty. Miejmy nadzieję, że Unia pomoże, że będzie można uzyskać pieniądze na respiratory. Te sto maszyn obiecanych przez Chiny to kropla w morzu potrzeb. Jeśli pandemia dotrze z taką mocą na południe, to będzie bardzo ciężko, bo tam już brakuje łóżek na intensywnej terapii.

Czy Ty jako przeciętna obywatelka Włoch, czujesz się doinformowana na temat objawów oraz jakie kroki podjąć w przypadku podejrzenia zakażenia wirusem?

- Mamy cały czas informacje z mediów. Przede wszystkim najważniejsza jest higiena i częste mycie rąk. Zauważyłam, że ludzie bardzo poważnie do tego podchodzą. Po rozgłoszeniu informacji o koronawirusie z aptek i sklepów zostały wykupione mydła i środki dezynfekujące, a w internecie zaczęły być sprzedawane np. 10 razy drożej.

W dekrecie jest także powiedziane, aby ludzie trzymali się od siebie w odstępach 1 metra, a lekarze wypowiadają się, że ten dystans powinien być nawet większy – 1,65 m. Rzeczywiście, w barach, w restauracjach, w małych lokalikach gastronomicznych, dopóki były otwarte, właściciele przywiązywali do tego wagę. Stoliki były bardzo szeroko rozstawione.

Od początku wybuchu epidemii koronawirusa liczba zakażonych przekroczyła 10 tysięcy osób - Włochy są drugim krajem, po Chinach, pod względem liczby zakażeń. Tylko we wtorek 10 marca, na terenie kraju stwierdzono 168 zgonów z powodu zarażenia koronawirusem, co zwiększyło bilans ofiar do 631. Co więcej, lekarze oceniają stan kolejnych 733 pacjentów jako poważny, bądź krytyczny. W kraju wyleczonych zostało ponad tysiąc osób, ale wciąż ponad 8,5 tys. pozostaje pod obserwacją.

Maurizio Massari - wspomniany już przez nas ambasador Włoch przy Unii Europejskiej stwierdził, że Włosi zrobili wszystko, co w ich mocy, aby powstrzymać epidemię i zarządzać nią. Od początku kryzysu rząd działał szybko, odważnie i przy zachowaniu pełnej przejrzystości, stawiając zdrowie swoich obywateli na pierwszym miejscu. Czy się z tym zgadzasz? Czy czujesz, że rząd Włoch mógłby więcej zrobić, by zapewnić swoim obywatelom większe bezpieczeństwo?

- Myślę, że ta strefa ochronna dla całych Włoch powinna być ogłoszona wcześniej. Strefa czerwona, jak już wspomniałam, była ogłoszona tylko w Lombardii i 14 prowincjach. Kiedy ogłoszono wprowadzenie dekretu, z północy 25 tys. osób uciekło na południe, do czego nie powinno dojść. Ludzie spanikowali i chcieli wrócić do swoich rodzin. Oni powinni zostać w tym miejscu, gdzie pracowali. W niedzielę działy się niesamowite rzeczy na dworcu w Mediolanie, ludzie z walizkami uciekali z miasta i łapali pociągi na południe. Niestety, niektórzy z nich mogli ze sobą przywieźć chorobę. Wiem też, że młodzież organizowała takie akcje solidarności z restauratorami, łączyli się w grupy i masowo chodzili do lokali na aperitify, co było nierozsądne. Nigdy nie powinno do tego dojść.

W centrum Rzymu nie widać turystów... (Fot. Getty Images)

Jak wygląda kwestia zaopatrzenia sklepów? Jak handlowcy reagują na pandemię, czy istnieje zjawisko zawyżania cen?

- Są takie momenty, że czegoś brakuje, ale cały czas duże supermarkety mówią, że są przygotowane, że trzeba im tylko dać czas, by te półki zapełniali. Obecnie do tych dużych sklepów wchodzi się małymi grupami. Jest kolejka przed wejściem i co chwilę wpuszczają kolejnych klientów. Jest też zachowany dystans między osobami w kolejce. Korespondentka naszego portalu z rejonu Marche przekazała z kolei, że tam na kasy założono szyby ochronne.

Zakupy można robić, raczej niczego nie brakuje. Ludzie zrobili sobie troszkę zapasów, także myślę, że sytuacja jest opanowana.

Czy Państwo zapewniło specjalną opiekę socjalną na czas kwarantanny?

- Dzisiaj rozmawiałam z naszą korespondentką z Kalabrii i ona zgłosiła się jako wolontariusz do pomocy osobom starszym w zakupach. Poza tym nie słyszałam o większej mobilizacji, większej ofercie pomocy.

W jaki sposób pandemia oraz związane z nią ograniczenia wpłynęły na stosunki społeczne, jak ludzie się do siebie odnoszą? Czy są dla siebie życzliwi, współczujący czy też stali się nieufni i omijają się szerokim łukiem?

- Wszyscy są mili i życzliwi. Włosi to naród bardzo ciepły. Tak jak mówiłam, jeszcze do niedzieli ludzie wychodzili, całowali się, podawali sobie ręce. Teraz się na to uważa i ten odstęp jednego metra jest bardzo pilnowany. Poza tym ludzie naprawdę siedzą w domach. Ruszyły zatem telefony, video chaty, życie toczy się na telefonie. Codziennie jesteśmy ze sobą w kontakcie i się wspieramy. Wymieniamy informacje i mamy nadzieję, że to szybko minie.

My też mamy taką nadzieję. Co radzisz Polakom w innych krajach, jak powinniśmy się przygotować na wypadek takiej sytuacji, jaka jest u Was?

- Trudno jest cokolwiek poradzić. Przede wszystkim jednak warto jest zachować zimną krew i nie panikować. Zauważyłam, że w Polsce wybuchł straszny popłoch, wszyscy się przestraszyli, pobiegli do sklepów i wykupili wszystko. Do tego trzeba podejść spokojnie, na pewno zapasy są. Przede wszystkim dostosować się do wytycznych wprowadzanych przez rząd.

Po prostu zróbmy trochę większe zakupy. Tę sytuację bez problemu da się przeżyć.

Dziękujemy za rozmowę.

Według ostatniego dekretu sporządzonego przez rząd włoski w dniu 11 marca wynika, że na terenie kraju mogą być otwarte tylko sklepy z żywnością, kioski (z gazetami i tytoniem) oraz apteki. Zostały odwołane targi, mogą być otwarte stoiska z żywnością. Zamknięte bary, puby, restauracje, lodziarnie i cukiernie, ale otwarte stołówki i firmy cateringowe, które gwarantują zachowanie bezpiecznej odległości jednego metra. Otwarte również sklepy na stacjach benzynowych, stacjach kolejowych, lotniskach, w szpitalach czy wzdłuż dróg sprzedające żywność.

Zawieszone usługi fryzjerskie i kosmetyczne. Zgodnie z zachowaniem norm higieny i zdrowia pozostają otwarte usługi bankowe, finansowe i ubezpieczeniowe, a także działalność sektora rolnego, hodowlanego i przetwórstwa rolno-spożywczego, gdyż muszą zagwarantować dostawy.

Należy pamiętać o zachowaniu odległości jednego metra.

Osoby, które mogą pracować z domu proszone są o pozostanie w miejscu zamieszkania. Zachęca się do dawania urlopów dla pracowników.

Dekret będzie obowiązywał do 25 marca br.

(Źródło: www.polacywewloszech.com)

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.74 / 19

Komentarze
  • Roman
    15 marca, 19:44

    Chca karac ludzi za wirusa... smieszne moze powinni ukarac chinoli za zrobienie takiegi syfu na calym swiecie. Ciekawy jestem czy ktos odwazy sie Chinom wypomniec chociaz ze sami nie przyznali odrazu ze maja problem tylko ukrywali to a ci co chcieli o tym powiedzic publicznie trafili do wiezienia... uwazam ze to Chiny powinny poniesc cala odpowiedzialnosc za wirusa a nie ludzie ktorzy poprostu sie boja...

  • Kiki
    16 marca, 14:38

    A w Londynie jak gdyby nigdy nic. Do metra w godzinach szczytu wejście graniczy z cudem przez tłumy ludzi wracających z pracy. Centra handlowe pękają w szwach, deptaki, chodniki parki... Gdy inne kraje zamykają wszystko co się da tutaj się słyszy aby nie rozsiewać paniki za w czasu.

Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 08.04.2020
GBP 5.143 złEUR 4.536 złUSD 4.180 złCHF 4.299 zł

Sport


Reklama