Menu

"Kryzys jest doskonałą miarą ludzkości"

"Pierwsze objawy, podobne do przeziębienia pojawiły się w kilka dni po powrocie z Polski. Na początku były to krótkie napady kaszlu, bóle mięśni i migrenowe bóle głowy"... (Fot. Getty Images)
W rozmowie z Magdaleną Grzymkowską Małgorzata Szwed, która zachorowała na Covid-19, opowiada, jak wyglądał u niej przebieg choroby i radzi, jak się na nią przygotować.
Reklama

Kiedy poczułaś się źle? Czy podejrzewasz, kiedy mogłaś się zarazić?

- Pod koniec lutego wracałam samolotem z Polski do Wielkiej Brytanii. Obok nas siedzieli pasażerowie wracający do Chin. Poza maseczkami nie mieli żadnych zabezpieczeń, korzystali z tych samych toalet i udogodnień na lotnisku Okęcie. Podejrzewam, że właśnie wtedy doszło do zakażenia. W zasadzie od pierwszych dni po powrocie bardzo uważałam na to, co robię, bo wtedy już pojawiało się coraz więcej doniesień o pandemii.

Po tygodniu się odizolowałam jako osoba z grupy wysokiego ryzyka. Niestety moje dzieci były jeszcze zmuszone chodzić do szkoły. To było drugie potencjalne miejsce, gdzie mogłam się zarazić. Pomimo że dzieci nie miały żadnych objawów, mogą wciąż być nośnikami wirusa. Widząc, co się dzieje na świecie, podjęłam jednak szybko decyzję o zatrzymaniu dzieci w domu wbrew nakazom rządu i odizolowałam je tydzień wcześniej, zanim zapadła oficjalna decyzja o zamknięciu szkół.

Pierwsze objawy, podobne do przeziębienia pojawiły się w kilka dni po powrocie z Polski. Na początku były to krótkie napady kaszlu, bóle mięśni i migrenowe bóle głowy. Zupełnie nie skojarzyłam tych objawów z koronawirusem. Jednak napady kaszlu stały się nieco bardziej intensywne w ciągu kolejnych dwóch tygodni, w końcu zaczęłam tracić oddech.

Co zrobiłaś, gdy zrozumiałaś, że to może być Covid-19?

- Wobec diagnozy lekarzy, pomimo mojego sprzeciwu i sugestii, że to może być po prostu napad astmatyczny, musiałam się pogodzić z tym, co mówili profesjonaliści. Trudności z oddychaniem trwały około tygodnia, ucisk w klatce trwa do dziś. Chciano mnie zabrać do szpitala, ale wówczas były ze mną moje dzieci, z którymi nie miał kto zostać. Kazano mi więc brać paracetamol, dużo pić i odpoczywać i w razie pogorszenia stanu, wezwać ich ponownie.

Następnego dnia i przez kilka kolejnych wiedziałam już, że to nie astma. To uczucie ucisku w klatce nie da się bowiem porównać do niczego innego. Pomimo moich prób inhalacji, zwiększonej dawki witaminy C, stosowania naturalnych metod wzmacniania odporności oraz paracetamolu, nic się nie zmieniało. Do objawów doszły także zmęczenie i problemy żołądkowe. Zdecydowanie Covid-19 to nie grypa, ani przeziębienie. Trwa, wbrew doniesieniom medialnym, dość długo, zaczyna się dość gwałtownie i tak samo nagle się kończy.

Pogotowie od razu powiedziało nam, że musimy pozostać na kwarantannie co najmniej 14 dni. To dotyczyło zarówno mnie, jak i przebywających ze mną dzieci. Z moją najstarszą córką doszłyśmy do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli przyjedzie z innego miasta i zamieszka u przyjaciół blisko nas. Jeśli zamieszkałaby z nami, niestety nikt nie mógłby w tym czasie zrobić nam zakupów, ani pójść do apteki w razie potrzeby. Najstarsza córka była osobą, która pełniła rolę łącznika ze światem zewnętrznym, ale dostarczając nam produkty zachowywała dystans co najmniej 2 metry i wszelkie środki ostrożności, aby się nie zarazić. Warto pomyśleć, kto będzie taką osobą dla gospodarstwa w razie potrzeby izolacji.

Jak długo to wszystko trwało?

- Mniej więcej trzy tygodnie. Niestety dalej mam ucisk w klatce, jestem osłabiona, ale nie mam problemów z oddychaniem ani kaszlu. Wirus bardzo osłabił mi organizm, więc wciąż muszę na siebie uważać, nie przemęczać się, bo zdarzyło mi się już zasłabnąć. Jednak pracuje już normalnie i wciąż biorę duże dawki witaminy C oraz paracetamol, bo codziennie budzę się z bólem głowy.

Co robiłaś w czasie kwarantanny, aby zabić czas?

- Tak naprawdę to już nasz trzeci tydzień siedzenia w domu. Pozostawanie na małej przestrzeni przez dłuższy czas może być wyzwaniem dla członków rodziny i nam też oczywiście zdarzają się konflikty. Podenerwowanie towarzyszyło nam wszystkim szczególnie w pierwszych dniach, kiedy wszyscy się baliśmy, że jednak będę musiała iść do szpitala. Na szczęście pracuję od lat w domu, więc jestem w tej uprzywilejowanej sytuacji, że nie straciłam pracy, a wręcz mam jej dużo więcej.

Pomimo mojego zawodu, a pracuję w marketingu i PR, wciąż każdą wolną chwilę staram się spędzać na pomaganiu innym. Pomagam wypełniać wnioski o zapomogi, doradzam ludziom, co mogą zrobić w obecnej sytuacji i jak mają się przygotować do życia po kryzysie. Wiele osób potrzebuje teraz takiej pomocy, bo stracili nagle pracę, jakiekolwiek źródła utrzymania, nie mają pieniędzy na czynsz, grozi im bezdomność. Często Polacy nie mówią wystarczająco dobrze po angielsku i w sytuacjach kryzysowych jest im jeszcze ciężej niż Polakom w ojczyźnie.

To czas, kiedy ci, którzy radzą sobie nieco lepiej, powinni się rozejrzeć. Może sąsiadka, koleżanka, mama innego dziecka ze szkoły akurat jest w takiej sytuacji. Warto wyciągnąć do nich pomocną dłoń. Zresztą tego typu kryzysy są doskonałą miarą ludzkości. Na szczęście wydaje mi się, że nie jest z nami tak źle, bo zgłoszenie się prawie pół miliona wolontariuszy w ciągu kilku dni do pomocy potrzebującym w Wielkiej Brytanii, świadczy o tym, że jednak nie jesteśmy obojętni na los innych. Warto pomagać, tak jak się może w danej chwili. Zdecydowanie jest to lepsze i zdrowsze dla naszej psychiki działanie niż rozpowszechnianie hejtu i bzdurnych teorii spiskowych w internecie. Moi klienci, podobnie jak ja, mają teraz dużo więcej pracy niż zwykle. Staramy się bowiem wypracować nowe ścieżki, nowe produkty, które jeszcze lepiej będą odpowiadały na obecne potrzeby ich klientów.

Jakie jest Twoje aktualne samopoczucie?

- Ponieważ pracuję dla agencji PR, która zajmuje się projektami rządowymi, pracy nam nie brakuje. Oczywiście nikt nie daje nigdy żadnej gwarancji, że tak będzie zawsze. Jednak mam bardzo optymistyczny nastrój i patrzę z nadzieją na przyszłość. Ufam, że nic nie dzieje się bez przyczyny i każda sytuacja ma głębszy sens. Życie w czasie pandemii uczy nas, że albo możemy się skupiać na kolejnej liczbie śmierci na świecie, sensacyjnym nagłówku prasowym, snuć teorie spiskowe, albo zdać sobie sprawę z tego, że życie mamy tylko jedno i warto się skupić na sobie, przeżyć je tak, jak zawsze chciałaś. Ja należę do tej drugiej grupy.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.27 / 15

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.
Bądź pierwszy! Podziel sie opinią
Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 27.05.2020
GBP 4.983 złEUR 4.438 złUSD 4.050 złCHF 4.171 zł

Sport


Reklama