Nasza Polityka Prywatnosci oraz Cookies została zaktualizowana.

Wprowadziliśmy kilka istotnych zmian w naszej Polityce Prywatności i Plików Cookies i chcemy, abyś wiedział, co to oznacza dla Ciebie i Twoich danych

Menu

Żona Tomasza Mackiewicza przekazała z Irlandii podziękowania dla ratowników

Żona Tomasza Mackiewicza przekazała z Irlandii podziękowania dla ratowników
O zaginionym w pakistańskich górach Polaku donosi prasa na całym świecie. (Fot. "Irish Independent"/screenshot)
Żona uznanego za zmarłego na Nanga Parbat Tomasza Mackiewicza przekazała podziękowania dla ratowników. Małżeństwo mieszkało przed wyprawą himalaisty w Irlandii.
Reklama

Anna Antonina Solska w rozmowie telefonicznej z TVN 24 wyraziła wdzięczność ekipie za bohaterską akcję.

"Ja wiem, że wszyscy zrobili wszystko, żeby mu pomóc. Jestem głęboko wdzięczna wszystkim, całemu zespołowi pod K2 - Adamowi, Denisowi i pozostałym wspinaczom, osobom, które były zaangażowane w pomoc. Cała akcja zespołu spod K2 też była nieprawdopodobna. Mogę powtarzać setki i tysiące razy, że bardzo dziękuję wszystkim, moja wdzięczność nie ma dna" – wyraziła.

Para mieszkała ostatnio wraz z trójką dzieci pod Naas w hrabstwie Kildare.

Mackiewicz był żonaty dwukrotnie. Przed wyjazdem do Irlandii żył z Anną na warszawskim Żoliborzu. Urodzony w 1975 roku Tomasz przez długi czas był uzależniony od heroiny. Kiedy udało mu się pokonać nałóg, ruszył w podróż po świecie, w większości autostopem. Trafił między innymi do ośrodka misyjnego w Indiach, gdzie uczył angielskiego trędowate dzieci.

"Kiedy doświadczył religijnego nawrócenia, po raz pierwszy naprawdę zainteresował się wspinaczką. W 2008 roku dokonał swojego pierwszego poważnego wspinaczkowego wyczynu: wejścia na kanadyjski Mount Logan. Tak zaczęła się jego pasja do zdobywania szczytów” - relacjonuje Radio Zet.

Mackiewicz zaginął podczas siódmej próby zdobycia zimą Nanga Parbat. 20 stycznia rozpoczął z Elisabeth Revol atak na wierzchołek w stylu alpejskim, sportowym, bez żadnego wsparcia ze strony tragarzy oraz nie mając tlenu w butlach.

22 stycznia z nadesłanego przez Francuzkę SMS wynikało, że są w obozie trzecim, planują wyjście wyżej i atak szczytowy 25 stycznia. Tego dnia byli na wysokości około 8 000 m i — według niektórych źródeł — stanęli na wierzchołku. W południe chmury przesłoniły kopułę szczytową, a polsko-francuska para w odwrocie utknęła na wysokości ok. 7 400 m.

Po otrzymaniu informacji o problemach Mackiewicza i Revol Polscy alpiniści, Denis Urubko, Adam Bielecki, Piotr Tomala i Jarek Botor, którzy przygotowywali się do zdobycia K2, natychmiast zdecydowali się ruszyć na pomoc. Kiedy udało się dotrzeć do Francuzki, jej stan był ciężki, a odmrożenia rąk i stóp są na tyle poważne, że Revol grozi amputacja kończyn. Ze względu na pogodę oraz według relacji Eli, krytyczny stan Tomasza, ratownicy zaniechali akcji.

Nanga Parbat (8 126 m) jest jednym z najbardziej wymagających ośmiotysięczników. Należy do szczytów wyjątkowo trudno dostępnych i niebezpiecznych. Świadczy o tym chociażby liczba dotychczasowych zdobywców, nieznacznie przekraczająca 300 osób.

Pod względem wypadków śmiertelnych "Naga Góra" zajmuje niechlubne, drugie miejsce, za K2 (8 611 m). Historia podboju to przede wszystkim zmagania niemieckich alpinistów. Próby zdobycia wierzchołka w latach 1895–1950 pochłonęły 31 ofiar, a od 1953 roku drugie tyle. W środowisku alpinistów Nanga Parbat nazywana jest "zabójczą górą". Posiada największą wysokość względną na świecie — około 7 000 m. Baza główna po stronie północnej znajduje się około 3 600 m n.p.m i jest najniżej położoną ze wszystkich baz pod ośmiotysięcznikami.
 

 

    Komentarze


    • JJ
      31 stycznia, 15:43

      z tego co wiem to najwiekszy współczynnik śmiertelnosci ma Anna Purna. ponad 30% wszystkich wejsc kończy sie smiercia. drugi jest K2 i potem Nanga.

    • Czytelnik anonimowy
      31 stycznia, 18:10

      Wiara czyni cuda.Tomek wieży w Boga.Moim zdaniem żyje.Ratujcie GO....

    • Mariusz xxx
      31 stycznia, 18:53

      Jak raz wygrał życie, uwalniając się od heroiny to mam nadzieje ze i drugi raz mu się uda. Życzę mu wytrwałości i szczęścia

    • Andre
      31 stycznia, 20:30

      Nie mogę zrozumieć, kiedy czasach gdy technologia jest już dobrze rozwinięta, nie można uratować człowieka przebywającego na wysokości 7200. Można było wysłać drona bezzałogowego, żeby ratownik zapiął poszkodowanego do lin aby następnie dron przetransportował go w bezpieczne miejsce. Dron ma przewagę do helikoptera tym, że nie ma zbędnego obciążenia co jest korzystne na moc udźwigu w rozrzedzonym powietrzu, nie ma ryzyka dla pilota, nie muszą ryzykować i obciążać maszyny ratownicy i sprzęt.

    • Zaba
      31 stycznia, 20:45

      a moze by tak Francja wyslala teraz ekipe swoich alpinistow po naszego Tomka ?

    • Tom
      1 lutego, 06:32

      TomaszJa zawsze Wierzyłem w Pana Boga i Wierze w to ze żyjesz.A redaktor po co pisze ze był uzależniony baranie jeden o swojej rodzinie pisz co chcesz a nie na Tomka piszesz który cierpiał albo nadal cierpi.Burak jestes imtyle

    • Wow
      1 lutego, 07:01

      faceci w kieckach,wierzą że botoks,implanty,etc,wystarczą by być nieśmiertelnym-himalaiści,to faceci,i wiedzą,że coś się zaczyna,coiś kończy-nie piszcie bzdur,o życiu,w warunkach,w których,żyć nie można!!!!!!!!!!!!!zamilknijcie Cymbały!

    • Jarek
      2 lutego, 08:44

      Do tych co wierzą że facet żyje. Zejdzcie na ziemie poczytajcie relację bodajże z wczoraj jego partnerki wspinaczkowej, po za tym facet jest tam juz tydzien przy -60 stopniach mrozu wiec o czym my mowimy zadna wiara tu nie pomoże.. Oczywiscie szkoda czlowieka i chcialbym sie mylic ale nie jest to mozliwe, zginął robiąc to co kocha..

    Dodaj komentarz


    Reklama
    Reklama
    Kurs NBP z dnia 17.08.2018
    GBP 4.804 złEUR 4.306 złUSD 3.778 złCHF 3.793 zł

    Sport


    Reklama