Nasza Polityka Prywatnosci oraz Cookies została zaktualizowana.

Wprowadziliśmy kilka istotnych zmian w naszej Polityce Prywatności i Plików Cookies i chcemy, abyś wiedział, co to oznacza dla Ciebie i Twoich danych

Menu

Klasyka po polsku w Woodstock

Klasyka po polsku w Woodstock
"...tuż przed samym celem podróży z daleka dostrzegliśmy dziwnie znajomą, choć dawno niewidzianą białą bryłę, która z oszałamiającą prędkością pędziła lewym pasem. (Fot. S.Armata/KentPhoto.co.uk)
Mówi się, że należy pielęgnować co swoje i dbać o rodzime relikty przeszłości.
Reklama

O ile ostatnio modna komercjalizacja symboli narodowych do mnie zbytnio nie trafia, to pamięć o tym, co wiele lat temu opuszczało bramy polskich fabryk samochodów już mnie tak nie osacza. Pomimo wielu lat spędzonych na obczyźnie nadal z nutką nostalgii wspominam swoją pierwszą Syrenę 103 „kurołapkę”, białego Kredensa i czerwonego Poloneza z dwulitrowym silnikiem.

"Jak na prawdziwy zlot przystało, nie mogło się obejść bez konkursów piękności we wszelakich kategoriach..." (Fot. S.Armata/KentPhoto.co.uk)

Kiedy więc mój przyjaciel Bartosz zapytał mnie, czy jedziemy na zlot Klasycznej Polonii w Woodstock, bez chwili wahania wyraziłem chęć uczestnictwa w tej eskapadzie. Zawsze jednak w głowie maniaka motoryzacji zaczyna rodzić się obawa, czy przy okazji takiej imprezy mój wysublimowany gust motoryzacyjny nie zostanie sponiewierany profesjonalnie przyciemnionymi czarnym sprayem tylnymi lampami, dusza nie zacznie krwawić na widok gigantycznych spoilerów, a żołądek nie popadnie w stan agonii spowodowanej milionem nalepek przypadającym na metr kwadratowy karoserii.

Pożyjemy-zobaczymy pomyślałem.

Ponieważ zlot nie obejmował jedynie polskich samochodów, a organizatorzy wręcz zachęcali, żeby pojawić się w dowolnym samochodzie uznawanym za klasyka lub youngtimera, więc w niedzielny poranek zapakowaliśmy się w Bartoszowego srebrnego Mercedesa SEC rocznik osiem trzy i rozpoczęliśmy naszą przygodę miesiąca.

Po drodze do Woodstock albo byliśmy wyprzedzani, albo wyprzedzaliśmy piękne, klasyczne samochody – cóż, niedziela: pełno tu takich się pojawia na drogach. Jednak tuż przed samym celem podróży z daleka dostrzegliśmy dziwnie znajomą, choć dawno niewidzianą białą bryłę, która z oszałamiającą prędkością pędziła lewym pasem. Tak… Im bliżej, tym bardziej byliśmy pewni… W końcu ją dogoniliśmy – piękną, białą Warszawę 223 w sedanie. Cudo! Wymieniliśmy klaksonowe uprzejmości, strzeliłem zdjęcie i popędziliśmy dalej.

Zlot odbywał się na terenie Blenheim Palace z malowniczym parkiem okraszonym 1000-letnimi dębami i trawnikiem po horyzont – typowa angielska posiadłość z początku XVIII wieku. Sam dojazd od bramy wjazdowej na miejsce zlotu przez rozległe włości zajął nam dobre kilka minut. Na miejscu się nie zawiodłem. Szczerze mówiąc, to byłem wręcz zaskoczony ilością samochodów rodzimej produkcji, które dumnie prezentowały swoje wdzięki na zielonej murawie.

Maluszki wszelakiej maści, Polonezy od najstarszych Borewiczów aż po ostatnie „karetki” w Plusie, Fiaty 125p, wspomniana wcześniej Warszawa w sedanie, Żuk i dwie Syrenki. Jedna z nich była prawdziwym unikatem: Syrena Pick-up – nie widziałem takiej dobre 25 lat.

Nastrój uzupełniały klasyki z epoki produkowane przez bratnie nacje: Trabant, Żyguli (czyli Łada 2101), Skoda Rapid i Skoda Favorit. Do tego dodatki z „epoki” w postaci przyczepek z Niewiadowa, samochodów na pedały produkcji ZSSR, piesków z kiwającymi głowami, ubrań, Popularnych (dla tych młodszych – to takie papierosy z minionej epoki), flag i ulotek Solidarności, „czarnych” tablic rejestracyjnych, telefonów z tarczą, oraz mnóstwa innych bibelotów i pamiątek z czasów PRL.

Wokół socjalistycznych samochodów swoje piękne, lśniące chromy i wypolerowane powłoki lakiernicze prezentowały klasyki zza tej drugiej, lepszej strony żelaznej kurtyny.

Najliczniejszą grupę zdecydowane stanowiły Mercedesy SEC – piękne, ogromne coupe spod znaku gwiazdy. Na zlocie pojawił się nawet jeden w wersji cabrio, kilka 560-tek, ale 2 sztuki były dość unikatowe. Jedna, złota, należała do Nigela Mansella, druga do Ayrtona Senny. Słowem poprzedni właściciele zdecydowanie podnoszą wartość kolekcjonerską tych pojazdów. Poza „sekami” na zlot przybyły także inne modele, począwszy od 190-tek, a na 600-tkach kończąc.

Warto wspomnieć o przedłużonej wersji W123, która nie dość, że należy do rzadkich okazów, to jeszcze jej właściciel zainwestował naprawdę dużo pieniędzy i pracy zarówno we wnętrze, które zostało wykonane z najwyższej jakości skóry, jak i w wygląd zewnętrzny. Sprawę hydropneumatycznego zawieszenia pozostawiam indywidualnej ocenie.

Drugą najliczniejszą grupę stanowiły…, a jak – beemki. Wybór był naprawdę ogromny – od E21 po rzadkie już dziś „ósemki”. Wszystkiego dopełniały piątki, siódemki, trójki, ale dla mnie najciekawsza była 635Csi – pięknie utrzymana sztuka, która została z gustem wystylizowana przez właściciela (choć tu znów zagościł air-ride).

Tuż obok trawę ugniatały amerykańskie krążowniki i muscle cary – był lśniący czarny Bullit, Cadillaki, Chevrolety, Fordy i Dodge – samochody jak zwykle imponowały swoimi rozmiarami, potrójnymi kanapami z przodu i wnętrzami wielkości sal balowych. Krótko mówiąc pytania o spalanie benzyny w tym rejonie zlotu nie były na miejscu.

Grupa VAG reprezentowana była przez kilka Volkswagenów i Audi. Dwa VW przyciągały uwagę. O ile jednego z nich (Golfa MK1 z silnikiem VR6) nie trudno było zauważyć, bo jego zielony kolor przyciągał uwagę, to drugi wywoływał u niektórych lekkie zdziwienie: „Patrz! Jakiś Janusz przyjechał Passatem B5!”. Rzecz w tym, że to nie była passacina w TDi ale najprawdziwszy Passat z silnikiem W8 – tak, do tego samochodu Niemcy z Wolfsburga upakowali silnik 8 cylindrowy.

W tej chwili jest to unikat, a ten był w naprawdę świetnym stanie, oblany niebieskim lakierem w metaliku z jasną skórą we wnętrzu i do tego z manualną skrzynią biegów – prawdziwy rodzyn i na dodatek był na sprzedaż – propozycja godna uwagi.

Ostatnią grupę czterokołowców stanowiła mieszanka motoryzacji brytyjskiej i japońskiej. Wyraźnie rzucał się w oczy ogromny Bentley, w którego okolicy przycupnęły pięknie utrzymane dwie sztuki Nissana 300ZX, starsze modele MR2, Mazdy RX8 i nieco nowsze Lexusy.

Fani dwóch kółek też znaleźli coś dla siebie. Przekrój motocyklowy był naprawdę spory – od motorynek, poprzez Komary, Jawy, Junaki, Hondy, Harleye i kilka bardziej egzotycznych marek.

Poza doznaniami wzrokowymi można także było uradować swoje podniebienia: pyszne naleśniki, hot dogi, zapiekanki, ale największą popularnością cieszyły się jak zwykle kiełbaski z grilla – kolejka nie malała przez cały czas trwania zlotu. Szkoda, że było tylko jedno stoisko, gdzie można je było kupić.

Organizatorzy zadbali także o aktywność fizyczną i spalanie kalorii przez odwiedzających i uczestników. Organizowane były różnego rodzaju konkursy i zawody, z których najwięcej emocji przyniosły chyba drużynowe zmagania w przeciąganiu liny – zabawy i śmiechu nie zabrakło.

Naprzeciw siebie stawali mercedesiarze i beemkarze, motocykliści i czterokołowcy, dzieci przeciw rodzicom, żony przeciwko mężom, kochanki przeciwko żonom… a, nie – tego ostatniego akurat nie było – a szkoda. Całej imprezie towarzyszyła płynąca z głośników muzyka z epoki zamierzchłej w wykonaniu takich zespołów jak Perfect, Budka Suflera, Europe i wielu innych.

Jak na prawdziwy zlot przystało, nie mogło się obejść bez konkursów piękności we wszelakich kategoriach i loterii fantowych, z których dochód był przeznaczony na szczytne cele. Nagrody w loteriach były ciekawe i cenne, gdyż poza przeglądami MOT, czy serwisami, był także do wylosowania najprawdziwszy Komar (nie, nie owad – motorower) oraz Fiat 126p.

Na zakończenie pora coś powiedzieć o ludziach, którzy na imprezie się zjawili. W pierwszych kilku minutach pobytu na zlocie, natknąłem się na jegomościa w białych skarpetkach i sandałach i pomyślałem sobie – no tak, pewne rzeczy nigdy się nie zmienią. Kilka minut później jednak się uspokoiłem, gdyż okazało się, że ów jegomość należy do obecnego na zlocie gangu „Januszy” – prześmiewców tych, którzy poziomem intelektualnym nie oddalili się daleko od innych gatunków chodzących na dwóch kończynach.

Generalnie spoko ekipa i nawet niepijąca. Właściciele samochodów i motocykli bardzo chętnie wdawali się w wielominutowe dyskusje o historii ich pojazdów, byli uprzejmi, uśmiechnięci, często zachęcali do zajęcia miejsca za kierownicą (pozdrowienia dla właściciela brązowego Kanta z milionami złotych w środku) – tacy inni, fajni.

Odwiedzający także chętnie rozpoczynali pogawędki na temat smaku kiełbasek z grilla, aromatu naleśników z bitą śmietaną i najładniejszych oraz najciekawszych ich zdaniem pojazdów na zlocie. Okazało się, że potrafimy być normalnymi, interesującymi ludźmi, którzy często się uśmiechają i żartują. Jakże to było odmienne od atmosfery panującej na portalach społecznościowych. Dziwne.

I już jako post scriptum pragnę pośmiertnie gorąco podziękować temu, kto wybudował ten pałac w Woodstock i zafundował sobie taki piękny park, bo bez niego zlot gościłby na jakimś betonowym parkingu koło Tesco, czy Morrisona.

Dziękuję także organizatorom za wspaniałą imprezę z mnóstwem atrakcji, właścicielom samochodów, którzy trzymali się z dala od spoilerów i czarnego spray’a do przyciemniania tylnych lamp, a całą swoją energię i pasję poświęcili na utrzymanie swoich samochodów we wzorowej kondycji.

Dziękuję także Wam – rodacy, za to, że pokazaliście, iż jesteśmy normalnym, wesołym narodem, który potrafi się dobrze bawić i nie zostawia po sobie bałaganu (tak! Trawnik pod koniec imprezy był czysty pomimo dość skromnej liczby kubłów na śmieci – taka aluzja do organizatorów na przyszły rok).

Aha! I dziękuję Bartoszowi, że wpadł na ten genialny pomysł żeby tam pojechać! W przyszłym roku też jedziemy! A wy Drodzy Czytelnicy?

 

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 5.56 / 16

Komentarze


  • Arczi
    26 maja, 19:39

    Super artykuł ;) Byłem i potwierdzam, zabawa była przednia

Dodaj komentarz


Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 24.06.2019
GBP 4.756 złEUR 4.254 złUSD 3.736 złCHF 3.826 zł

Sport


Reklama