Pionierzy antysztuki
Trzej artyści, a zarazem bliscy przyjaciele: Francuz Marcel Duchamp, Hiszpan Francis Picabia i Amerykanin Man Ray, to kłopotliwe trio. Wywarli duży wpływ na dzieje awangardy, ale trudno ich zamknąć w szufladzie jednej artystycznej tendencji.
W pierwszym dwudziestoleciu XX wieku europejska sztuka przeżyła falę rewolucyjnych przemian. Najpierw fowiści odrzucili dorobek zachodniej cywilizacji, znajdując prawdę serca oraz czucia w dziełach prymitywnej sztuki i naiwnych malarzy. Wkrótce także futuryści wezwali, by spalić muzea. Uosobienie nowoczesnego piękna, energii i siły znaleźli w pędzącej maszynie.
Wreszcie kubiści ogłosili całkowitą wolność sztuki. Rozbili znajomy świat na kawałki, by konstruować z nich nowe, wielowymiarowe rzeczywistości. W tej atmosferze gorących dysput i poszukiwań zaczynał również młody Marcel Duchamp, którego bracia, artyści bliscy kubizmowi, przed I wojną światową w podparyskim Puteaux organizowali spotkania młodych twórców i poetów.
Sztuka dla umysłu, nie dla oka
Tam Duchamp poznał starszego od siebie o kilka lat hiszpańskiego malarza, Francisa Picabię. Choć różnili się usposobieniem, połączyła ich chęć wyjścia poza sztukę, zerwania z wszelkimi dotychczasowymi autorytetami, tworzenia dzieł nie dla delektowania się oka, ale dla stymulowania umysłu i wolnej gry idei. Ich skrajny indywidualizm i anarchistyczna swoboda wciąż mogą dezorientować widza. Nie sprawią kłopotu pierwsze obrazy Picabii i Duchampa – dość marnie malowane nagie pary pokazane na Jesiennym Salonie Sztuki w 1911 roku.
Wkrótce jednak obu artystów zafascynowała maszyna i sprawy zaczęły się komplikować. Bliskie abstrakcji kompozycje z układami pomp, jakby kotłów, rur i przekładni służą obu za bazę dla niejasnych erotyczno-psychologicznych rozważań.
Mechano-erotyka z ambicjami
To w tym czasie, w 1912 roku Duchamp zaczął pracę nad najsłynniejszym swym dziełem, pokazaną na wystawie tzw. „Wielką szybą” – znaną też jako „Panna młoda rozbierana przez swych kawalerów, jednak”. Nie oczekujcie, abym wyjaśnił tę kombinację wizerunku młynka do czekolady z sylwetkami męskich manekinów i mechanicznych urządzeń, przekazujących fluidy ich pożądań. Raz, że za mało miejsca, dwa, że interpretacji tego mechano-erotycznego dzieła jest tak wiele, że zbijają z tropu.
Może taki był cel artysty – każdego indywidualnie zachęcać do prób rozwiązywania jego tajemnicy, stymulować myślenie i bawić. Kunszt malowania jest tu nieważny – liczy się prowokująca idea. Trudno też podziwiać rzemiosło dzieł jego przyjaciela, Picabii, bo tak jak Duchamp woli on szokować swymi kompozycjami słów, kształtów i linii, a potem kiczowatymi obrazami.
Amerykańskie Dada
Razem z Duchampem w czasie wojny odnajdują się w Ameryce, której oferują anarchistyczne igraszki w duchu kwestionującej wszystko sztuki „Dada” (tą nazwą z języka bełkoczącego dziecka określano w ogarniętej wojną Europie podobne próby antysztuki).
Dołącza do nich młody Amerykanin Man Ray. Otwarty na eksperymenty na wszystkich polach wymyśla między innymi technikę fotogramu (kompozycje z sylwetek przedmiotów rzuconych na fotograficzny papier) i solaryzacji. Stanie się później głośny dzięki inspirującym surrealizm fotografiom, ale z Duchampem inspiruje samą ideę ich nowej rzeźby – pełnego paradoksów surrealistycznego przedmiotu.
Labirynt pomysłów i idei
W każdym pokoju wystawy czekają na nas nowe niespodzianki. Od prób abstrakcyjnych filmów, przez wirujące tarcze tworzące przestrzenne iluzje, aż po obrazoburcze gesty, jak porcelanowy pisuar Duchampa „Fontanna” czy pocztówka „Mony Lizy” Leonarda z dorysowaną bródką i wąsami.
Historycznie ważne jako początki współczesnej konceptualnej sztuki, ostatecznie jednak na wystawie to nie pojedyncze „dzieła” okazują się ciekawe. To, co intryguje, to ich wzajemne relacje i wrażenie swobodnej, prowadzonej poprzez twórczość prywatnej rozmowy pomiędzy trójką tych pełnych dowcipu i przenikliwej inteligencji, sceptycznych wobec sztuki starszych panów.



















