Menu

Podróż za milion zdjęć: Rewolucja w Libanie i propozycja małżeństwa

Podróż za milion zdjęć: Rewolucja w Libanie i propozycja małżeństwa
W Katarze nawet znaki drogowe są, hmmm... katarskie. (Fot. FB / Podróż za milion zdjęć)
Muszę zainwestować w mikrofon porośnięty włosami bardziej niż moje nogi, by nagrywać dobrej jakości dźwięk, nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach. (Ciąg dalszy relacji z Kataru.)
Reklama

3 miesiące pracy w Londynie, 7 miesięcy podróży za jedną wypłatę - wszystko jest możliwe! Historia Tomasza Dworczyka ma na celu inspirowanie innych do... wzięcia wyjątkowego urlopu!

Opowieść rozpoczyna się dwa lata temu, jeszcze w Polsce. Zmęczony ciężką pracą w korporacjach, zbierając pieniądze na wymarzony urlop poczuł, że coś w nim pękło. Ile byś nie pracował i ile byś nie zarabiał, to i tak pieniądze rozchodziły się gdzieś - a to rachunki, a to dojazdy czy podatki... Starczało ledwo na wypad za miasto. Kiedy zapytał szefa o urlop i usłyszał, że w tym terminie nie może nigdzie pojechać, miarka się przebrała - i tak zaczęła się przygoda, a właściwie urlop życia pochodzącego z Koluszek Tomasza Dworczyka. Zobacz, jak to się zaczęło...

Miałem zrobić relację filmową, ale plany pokrzyżował wiatr... Z naturą nie wygra bowiem żaden montaż! Dlatego potrzebuję nowy mikrofon.

Zamiast filmu będzie więc kolejna historia...

Druga doba była zdecydowanie najspokojniejsza z pięciu dni pobytu w Katarze. I to pomimo wyrzucenia mnie z meczetu podczas wielkiej piątkowej modlitwy.

Większość dnia spędziłem jeżdżąc na deskorolce po siedmiokilometrowej promenadzie nad wybrzeżem, ukrywając się w cieniu palm. Tak dojechałem do Muzeum Sztuki Islamskiej. Niestety, wejście płatne i to aż 50 złotówek, więc tylko obfotografowałem budynek, który sam w sobie był okazałym dziełem sztuki.

Wiem, że warto by tam zajrzeć i na pewno to jeszcze kiedyś zrobię, ale nie kiedy w kieszeni zostało mi 37 dolarów.

W drodze powrotnej postanowiłem się “zgubić”. Wyłączyłem telefon i jeździłem z górki lub gdzie tylko zobaczyłem marmur. I tak dotarłem do kolejnego meczetu, do fontann oraz ryneczku. Tam to naprawdę się zgubiłem kręcąc po stoiskach, prawdziwy labirynt. Aż zapadła noc...

Wszystko tam wygląda i pachnie apetycznie, a na dodatek świat wokół wygląda jakbyśmy cofnęli się w czasie o 1000 lat...

Nie zrobiłem sobie selfie z żadnym z mieszkańców Kataru. Poznać można ich po tym, że noszą tradycyjne białe stroje o nazwie thobe (dla mężczyzn) lub czarne - abaya lub shayla – dla kobiet.
Każdy mieszkaniec Kataru jest multimilionerem lub miliarderem. Prawdopodobnie dlatego nie są zainteresowani zdjęciami z przypadkowymi “białasami”.

Katarskiej kobiety nawet nie śmiałbym poprosić o pozowanie do zdjęcia, bo mogłoby to zakończyć się deportacją!

Kiedy nagrywałem na ulicy proces powstawania mojego katarskiego naleśnika, w tle znajdowały się dwie niewiasty. Totalnie okryte czarnym łachem. Ledwo oczy im było widać, a i tak powiedziano mi, że mam przestać nagrywać.

Co kraj to obyczaj i trzeba się było do tego jakoś zastosować. Albo raczej zastosować obiektyw szerokokątny. Podczas robienia zdjęć tak zwanym rybim okiem, kamera może być skierowana obok osoby fotografowanej, a i tak znajdzie się ona na zdjęciu. W ten sposób unikałem spięć międzykulturowych. Drugim obiektywem w moim posiadaniu był ten 300mm, czyli wielka luneta pozwalająca strzelać foty z daleka. Jak paparazzi.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.79 / 14

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.
Bądź pierwszy! Podziel sie opinią
Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 13.12.2019
GBP 5.129 złEUR 4.275 złUSD 3.823 złCHF 3.892 zł

Sport


Reklama