Menu

Podróż za milion zdjęć: O tym jak Corona trafiła do Wietnamu i nie tylko...

Podróż za milion zdjęć: O tym jak Corona trafiła do Wietnamu i nie tylko...
Prawdziwemu podróżnikowi wirus nie straszny... (Fot. Facebook/Tomasz Dworczyk)
Z pewnych źródeł dotarła do mnie informacja, że alkohol jest w stanie zabić wirusa, dlatego nie ma się o co martwić... Ale nim o wirusie będzie, najpierw o Tet Holiday i "takie tam"...
Reklama

3 miesiące pracy w Londynie, 7 miesięcy podróży za jedną wypłatę - wszystko jest możliwe! Historia Tomasza Dworczyka ma na celu inspirowanie innych do... wzięcia wyjątkowego urlopu!

Opowieść rozpoczyna się dwa lata temu, jeszcze w Polsce. Zmęczony ciężką pracą w korporacjach, zbierając pieniądze na wymarzony urlop poczuł, że coś w nim pękło. Ile byś nie pracował i ile byś nie zarabiał, to i tak pieniądze rozchodziły się gdzieś - a to rachunki, a to dojazdy czy podatki... Starczało ledwo na wypad za miasto. Kiedy zapytał szefa o urlop i usłyszał, że w tym terminie nie może nigdzie pojechać, miarka się przebrała - i tak zaczęła się przygoda, a właściwie urlop życia pochodzącego z Koluszek Tomasza Dworczyka. Zobacz, jak to się zaczęło...

Na początku nie było tak fajnie. Osiem milionów ludzi kompletnie wyparowało razem z motorami i samochodami!

Bogactwo nawet najodleglejszych zakątków świata sprawia, że żadna podróż nie jest taka sama.

Hanoi - miasto plasujące się na drugim miejscu na świecie, jeśli pod uwagę brać zanieczyszczenie powietrza, zamarło. Nigdy wcześniej nie widziałem tylu budynków wokół.

Smog przerzedził się, a mimo to z ogromną trudnością przychodziło znalezienie otwartego sklepu po to, by przynajmniej kupić zupki chińskie, jajka, chleb tostowy i wodę, bo o świeżych produktach, owocach i warzywach nie było co marzyć. Zabrakło dostawców. O restauracjach, barach czy kawiarenkach można było w ogóle zapomnieć.

Ale wszystkim, którzy słali zapytania o sytuację w Wietnamie odpowiedziałem: JEST GIT!

Opustoszałe ulice stolicy Wietnamu spowodował jednak nie wirus, ale najważniejsze święto roku, czyli TET Holiday!

W tej części Azji obchodzi się księżycowy, czyli chiński nowy rok. Zamiast liczyć dni, w których Ziemia okrąża Słońce, liczy się cykle Księżyca.

Dla Azjatów jest to czas, kiedy wszyscy wyjeżdżają z miast do swoich rodzinnych domów na wsi, aby wspólnie spędzać święta. Można to śmiało porównać do naszej Wigilii. Trwa znacznie dłużej i odbywa się zarówno w domu najstarszego członka rodziny od strony matki, jak i od strony ojca.

Podczas swojej trzyletniej podróży miałem okazję poznać cztery zupełnie różne zwyczaje obchodów nadejścia nowego roku.

Tajski nowy rok, który wypada w kwietniu, to chyba najlepsza impreza, na jakiej byłem. Trzy dni Śmigusa Dyngusa, kiedy to leje się nie tylko woda, ale także piwo i wóda i to 24 godziny na dobę przez 3 dni! I nie wolno robić niczego innego. Tylko świętować!

Jako nauczyciel języka angielskiego zarabiam na podróże...

Balijski nowy rok, czyli święto "Nyepi" wypada w marcu i jest to Dzień Ciszy. W dzień poprzedzający Nyepi odbywają się hałaśliwe procesje mające na celu przegonienie złych duchów. Wierni noszą ogromne wizerunki demonów - ogoh-ogoh i składają ofiary, aby ułagodzić siły nieczyste.

Następnego dnia całą wyspę "zamyka się" na 24 godziny od 6 rano do 6 rano. Nie opuszcza się wtedy domu (lub hotelu), nawet nie rozmawia zbyt głośno. Prąd, telewizja, radio, Internet, także bankomaty i międzynarodowe lotnisko Ngurah Rai, zamierają, a za nieprzestrzeganie zasad grożą kary grzywny, a nawet więzienia.

Tegoroczny kalendarzowy nowy rok obchodziłem na ulicach Hanoi upijając Wietnamczyków polską Amareną. W planach miałem wyjazd do Chin, gdzie czekała na mnie praca nauczyciela języka angielskiego. Chciałem zarobić na kolejny rok podróży i nowy sprzęt, jednak te plany pokrzyżował wirus korona.

W dniu, w którym miałem jechać do ambasady, żeby złożyć papiery zadzwonił telefon, że jest ustawka na nowym skate spocie! Kiedy bowiem trafia się okazja, by penetrować Hanoi z wietnamskimi skejtami? Olałem więc sprawy ważne i postawiłem na rozrywkę.

Szaleliśmy tak bardzo, że następnego dnia nie mogłem się ruszyć z łóżka, a zakwasy skutecznie uniemożliwiły mi dotarcie do ambasady. Trzeciego dnia ogłoszono epidemię i nagle okazało się, że nie ma szansy na otrzymanie wizy pracowniczej do Chin. O turystycznej też mogłem zapomnieć.

Nie wszystkim koronawirus straszny...

Jednocześnie końca dobiegała moja wietnamska wiza. Nadszedł więc czas na podjęcie drastycznych kroków. Kto śledzi historie moich Podróży Za Milion Zdjęć wie, że w takich wypadkach pora na akcję "wiza run", która to zawsze dostarcza wrażeń, a to z powodu piętrzących się problemów i niespodziewanych rozwiązań (o szczegółach w następnym odcinku za tydzień).

Najtańsze bilety lotnicze, wydatek jedynych 45$, zawiodły mnie do Tajlandii, gdzie ryzyko wybuchu epidemii było, zaraz po Chinach, największe.

Raz się żyje! Co nas nie zabije, to nas wzmocni. "Apteczka pierwszej pomocy" składała się z trzech piw na drogę, a na odtrutkę profilaktycznie azjatycka wódka - tak Corona trafiła do Wietnamu. I oświeciło mnie wtedy - nagle zrozumiałem, dlaczego to podczas popijawy wznosi się toast "NA ZDROWIE"...

Od Tomasza:

Dzięki sprzedaży mojego kalendarza udało mi się uzbierać niemal 1000 zł, które wystarczyły do nabycia używanego obiektywu Nikon 70-300mm. Niestety, nie zgromadziłem nawet połowy kwoty niezbędnej do zakupu nowej lustrzanki. Udało się jednak wskrzesić zdezelowany aparat, w którym działał jeden przycisk i dwa pokrętła. Można powiedzieć, że zostałem posiadaczem analogowego aparatu na kliszę z możliwością użycia karty pamięci!

Londynek.net objął patronat nad projektem.

Podróżnicze opowieści Tomasza można śledzić na Instagramie w codziennym INSTA STORY @travel4million oraz na Facebooku: Podróż Za Milion Zdjęć.

Zdjęcia: FB/Tomasz Dworczyk/ Podróż za milion zdjęć

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.74 / 16

Czytaj więcej:

Podróż za milion zdjęć: Czego boi się Tomasz Dworczyk?

Podróż za milion zdjęć: Apsik! Czyli Katar...

Podróż za milion zdjęć: Rewolucja w Libanie i propozycja małżeństwa

Podróż za milion zdjęć: Deskorolka łagodzi obyczaje

Podróż za milion zdjęć: Szariat, czyli pięć filarów islamu

Komentarze
  • Sarna
    16 marca, 22:20

    Jesteś cudny życzę Ci samych pięknych chwil, przygoda to życia kawał, trzymaj się ciepło dzięki i pozdrowionka.

Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 08.04.2020
GBP 5.143 złEUR 4.536 złUSD 4.180 złCHF 4.299 zł

Sport


Reklama