Menu

"Najważniejsze jest przetrwanie" - co nas czeka po pandemii?

"W kontekście nadchodzącego nawet nie kryzysu, lecz depresji, martwię się o tych, którzy nie mają żadnych oszczędności". (Fot. Archiwum P. Wajnera)
Po niemal dwóch miesiącach życia w realiach restrykcji związanych z pandemią COVID-19 dla każdej niemal osoby sposób funkcjonowania się zmienił. Spotkania towarzyskie i biznesowe przeniosły się do sieci, podobnie jak część zakupów i nauczanie. Zmieniły się priorytety i wartości. Co z tego zostanie z nami najdłużej i jak zmieni się nasze życie po pandemii?
Reklama

Piotr Wajner to przedstawiciel polonijnej emigracji w Irlandii, youtuber, kierownik ds. projektów oraz planista zasobów w Google, w Irlandii od 13 lat.

Piotrze, przyszło nam się spotkać w wyjątkowych okolicznościach. Jesteś za pan brat z technologiami, a właśnie tak się składa, że nasze życie obecnie w 90 procentach odbywa się online – kulturalne wydarzenia w sieci, zdalna edukacja, spotkania i konferencje na platformach komunikacyjnych. Również nasza rozmowa odbywa się za pośrednictwem Zooma. Jak sądzisz, które z rozwiązań technologicznych, z których korzystamy, pracując, ucząc się i udzielając się towarzysko podczas pandemii, zostaną z nami na zawsze?

- Myślę, że o jednym takim technologicznym wynalazku właśnie wspomniałaś – Zoom i wideokonferencje. Chcąc nie chcąc, nawet osoby, które stroniły od tego typu technologii, teraz nie mają zbyt dużego wyboru. Jedni używają tego do edukacji, inni do biznesu. Wiele firm pracuje z domu i spotkania odbywają się na platformach. Wiele osób chce mieć też kontakt z bliskimi w czasach, gdy podróżowanie jest ograniczone. Jestem przekonany, że popularność tego typu rozwiązań może nie zostanie na tym samym poziomie, ale na pewno będzie zdecydowanie większa niż była przed pandemią.

Podejrzewam, że na dłużej zostanie z nami również cała technologia związana z e-learning, czyli edukacją przez internet. Okazuje się bowiem, że online możemy zrobić bardzo wiele rzeczy dla siebie, że nie zawsze konieczne jest nauczanie w sposób tradycyjny, że wiele można przenieść na platformy wirtualne. Myślę, że e-learning odbierze dużo rynku szkołom standardowym, gdzie wymagana jest fizyczna obecność na zajęciach.

Poza tym na pewno rośnie użycie internetu, nie tylko w kwestii edukacji i pracy, ale także załatwiania wszelkich spraw – po prostu przenosimy swoje życie do sieci. Pojawiać się będzie coraz więcej idei, jak zarabiać pieniądze w internecie. Jest to bowiem narzędzie, które daje ludziom możliwość rozwoju praktycznie w każdej dziedzinie, może tylko poza kwestią socjalną, bo raczej jest to deska ratunku niż rozwój.

Przyzwyczajamy się do płatności bezgotówkowych, firmy oswajają się z działaniem w sieci, rośnie popularność spotkań online - telekonferencji oraz platform do pracy w grupach, zamiast drogich i czasochłonnych spotkań face-to-face. To wszystko często przyczynia się do lepszego balansu praca-życie prywatne. Wygląda na to, że pandemia, przy całym swoim tragicznym wymiarze, niesie także wiele korzyści i wymusza pozytywne zmiany…

- W twoim pytaniu intrygują mnie dwie rzeczy. Przede wszystkim ta kwestia, że spotkania osobiste są drogie, a często nie są konieczne. Nie tylko pandemia, ale kryzys, jest okazją dla nas wszystkich, żeby jeszcze raz przewaluować i zrozumieć, co w naszym życiu jest potrzebne, a co nie. Te niepotrzebne elementy będą naturalnie odpadać. Obecnie okazuje się, że na tych, jak powiedziałaś, drogich spotkaniach nie tylko oszczędzamy, ale także uświadamiamy sobie, że wiele z tych mityngów biznesowych nie było potrzebnych. W mojej firmie akurat tych fizycznych spotkań jest mało, normą są wideokonferencje. Tego typu rozmowy odbywam, odkąd jestem w Google, czyli od 13 lat. Podczas pracy w domu zauważyłem tymczasem, że odpadło wiele tych spotkań nawet przez video. Więcej spraw jest załatwianych mailowo, czy też za pomocą innych narzędzi. Okazuje się, że jest to równie wydajne, a nam wszystkim pozwala oszczędzać czas.

Wspomniałaś też, że społeczeństwo nauczy się i przyzwyczai do funkcjonowania bezgotówkowego. To ma dwa aspekty – z jednej strony oznacza nieużywanie tej fizycznej gotówki, której dotykamy. Ci, którzy do tej pory stronili od posługiwania się różnego rodzaju kartami i płatności elektronicznych, teraz nie mają za bardzo wyboru, więc tutaj ten proces edukacyjny zostanie bardzo mocno przyspieszony. W wielu przypadkach ci, którzy się przekonają w końcu do tego, nie będą chętni wrócić do gotówki...

Ta przyspieszona edukacja, jak korzystać z pieniędzy bezgotówkowo, ułatwi z kolei wprowadzenie tego, o czym od dawna mówią banki centralne, czyli tak zwanego digital cash - gotówki opartej na różnego rodzaju technologiach kontrolowanych przez banki. Tutaj pojawia się jednak pewne zagrożenie. Gotówka to jedyna forma środków płatniczych, gwarantujących nam anonimowość. Teraz jest tak, że można iść do sklepu i kupić coś, o czym niekoniecznie byśmy chcieli, by ktoś inny się dowiedział. W momencie, gdy gotówka zostanie wyeliminowana z naszego życia, musimy się liczyć z tym, że nasza anonimowość będzie zagrożona. Chcę zwrócić uwagę na tę kwestię, ponieważ teraz gdy wszystkie oczy są zwrócone na problemy związane z koronawirusem, banki i rządy - można by powiedzieć - nie śpią i pracują bardzo mocno, żeby pójść w tym kierunku.

Skoro jesteśmy przy tematach finansów i zmianach przyzwyczajeń: Międzynarodowy Fundusz Walutowy przewiduje, że wskutek epidemii koronawirusa irlandzka gospodarka skurczy się w tym roku o 6,8 proc. PKB, bezrobocie zaś wzrośnie do 12,1 proc. MFW spodziewa się jednak, że Irlandia, która przez ostatnie kilka lat była najszybciej rozwijającym się krajem UE - w przyszłym roku powróci do wzrostu gospodarczego. Co o tym myślisz, zwłaszcza w kontekście tego, że minister finansów Paschal Donohoe stwierdził niedawno podczas konferencji, że w Irlandię uderza "poważna recesja”, ponieważ PKB ma spaść o 10,5%, a bezrobocie osiągnie poziom 22%?

- Przede wszystkim, nie byłbym zbyt optymistyczny w kwestii wzrostu gospodarczego w niedalekiej przyszłości - uważam, że prawdopodobnie będzie gorzej, i to dużo gorzej. Poza tym uważam, że wirus jest i będzie używany jako kozioł ofiarny do tego, co nadchodzi, czyli głębokiej recesji. Wydaje mi się, że tak naprawdę cała gospodarka jest od dłuższego już czasu nadmuchaną bańką, która w pewnym momencie musiała pęknąć. Ten wirus tylko bardzo jej pomógł. Kryzys, który nadchodzi, będzie bardzo ciężki, podejrzewam, że jeden z najcięższych, jakie widzieliśmy. On nie byłby może tak poważny, gdyby ta gospodarka nie była nadmuchana przed wirusem. Po prostu przeszlibyśmy to dużo, dużo lżej.

Poza tym byłbym ostrożny w powoływaniu się na wskaźniki PKB jako miary stanu gospodarki. Dlaczego? Ponieważ w PKB jest jedna taka rzecz, o której mało się mówi – szybkość obiegu pieniądza, czyli jak chętnie ludzie wydają środki. Tymczasem ten parametr spada już od roku 1989. Ostatnia recesja, którą mieliśmy w latach 2008-2009 została odwleczona, że tak powiem, do teraz, ponieważ banki dodrukowały bardzo dużo pieniędzy i obniżyły stopy procentowe niemalże do zera, stymulując rynek.

Te narzędzia zastosowane przez banki nie przyczyniły się jednak do zdynamizowania obiegu pieniądza. Oznacza to, że ludzie coraz mniej chętnie wydają pieniądze. I tak długo, jak nie będziemy się czuli na tyle pewnie w tej otaczającej nas rzeczywistości, by chętniej wydawać pieniądze, to uważam, że jesteśmy na równi pochyłej, która została sztucznie zastymulowana po 2008 roku. Teraz pandemia spowodowała, że ta bańka pękła.

W momencie, gdy banki centralne obniżyły stopy procentowe do zera, albo nawet są one ujemne, to praktycznie nie zostały im w rękach żadne narzędzia do stymulacji tej gospodarki. Jedyne co mogą teraz zrobić, to dodrukować jeszcze więcej pieniędzy, co już od 2008 roku nie za bardzo działało. Zatem nastepnym krokiem będzie coś, co się już zaczęło w Stanach Zjednoczonych - Universal Basic Income. Ogólnie rzecz biorąc jest to bezwarunkowe wpychanie ludziom pieniędzy do kieszeni tylko po to, by zamiast oszczędzać czy lokować te pieniądze w inne, bardziej bezpieczne aktywa, zaczęli je po prostu wydawać. Tylko wtedy, jak te pieniądze pojawią się znowu na ulicy, zostaną wstrzyknięte w jakiś biznes, wówczas zobaczymy jakieś ożywienie. I być może je zobaczymy, ale prędzej czy później zapłacimy za to bardzo wysoką cenę, jaką jest inflacja.

Dodatkowe wstrzykiwanie pieniędzy do obiegu w tych ilościach, jak to ma miejsce teraz, będzie miało jednak swoje konsekwencje. Te konsekwencje nie nadchodzą od razu, będzie trzeba na nie poczekać. W ciągu ostatnich 2 miesięcy w Stnach Zjednoczonych wpompowano dodatkowe 2 tryliony dolarów. Takich kwot po prostu nigdy nie widzieliśmy na oczy. Tutaj podobne rzeczy robi bank ECB – pakiety stymulujące. Ostatni, jak się nie mylę, był na 700 miliardów euro. Te działania mają na celu złagodzenie uderzenia o dno spowodowanego przez wirusa. Żeby to nie był aż tak wielki szok. To nie znaczy jednak, że problem został rozwiązany, że wszystko wróci do normy. Uważam, że nic nie wróci do sytuacji sprzed pandemii i zapłacimy za to cenę obniżenia wartości naszych pieniędzy.

Kryzys, także ten w biznesie, ma trzy etapy. To reakcja, w której firma radzi sobie z daną sytuacją. Następnie odbudowa, podczas której wyciąga lekcję i wychodzi silniejsza. Wreszcie rozwój, w którym firma przygotowuje się i kształtuje na przyszłość. Nie inaczej jest w przypadku kryzysu związanego z COVID-19. Wiele przedsiębiorstw pokazało swoje prawdziwe oblicza - okazało się, dla kogo ludzie, a dla kogo zysk jest najważniejszy. Czy uważasz, że pandemia wpłynie na zmianę systemu wartości w biznesie?

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.62 / 23

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.
Bądź pierwszy! Podziel sie opinią
Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 25.09.2020
GBP 4.980 złEUR 4.548 złUSD 3.902 złCHF 4.210 zł

Sport


Reklama