Menu

Mleko się rozlało

Mleko się rozlało
...a jaki Wy macie plan? (Fot. Pixabay)
W zamieszkałą przez inteligentny i rozwinięty ekonomicznie gatunek planetę, gdzieś na przeciwległym skraju Drogi Mlecznej uderza niewielka planetoida. Pechowo, bo w miejsce, gdzie są najbogatsze źródła surowców...
Reklama

Jednak dzięki temu, że w pozostałych rejonach, które nie są dotknięte przez kataklizm, życie, produkcja i eksploracja mniej zasobnych źródeł surowców trwają nadal, poniesiona strata nie jest w stanie rozłoży na dobre całej gospodarki.

Droga Mleczna, Ziemia. Koniec czwartego kwartału 2019 roku. W mieście Wuhan wybucha epidemia nieznanego wirusa, która bardzo szybko się rozprzestrzenia. Władze są nieco opieszałe, próbują bagatelizować sprawę, ale w końcu reagują na zagrożenie i wprowadzają środki zaradcze. Prowincja zostaje zamknięta wraz z wszystkimi fabrykami, a ludzie zostają uwięzieni w domach na przymusowej kwarantannie.

To jest jednak za mało. Wirus przenosi się na sąsiednie prowincje i wkrótce cała chińska gospodarka stoi, co oznacza zakłócenie dostaw towarów i surowców niezbędnych do produkcji dla praktycznie całego globu. 31 grudnia 2019 roku władze Chin oficjalnie informują WHO o pojawieniu się nowego koronawirusa COVID-19.

24 stycznia 2020 roku pojawia się pierwszy potwierdzony przypadek koronawirusa w Europie – Bordeaux we Francji. 27 stycznia pierwsze przypadki w Niemczech, wśród załogi fabryki Webasto w Bawarii. Kilka dni "spokoju" i 31 stycznia do grona państw europejskich naznaczonych COVID-19 dołączają Hiszpania, Włochy i Wielka Brytania.

Mija niecały miesiąc. We Włoszech 25.02 zarażonych jest 288 osób. Po kolejnym miesiącu, 27.03, bilans wynosi 80 589 zarażonych, a liczba zgonów osiąga 8 215. Cztery dni później - 31 marca we Włoszech jest już 105 700 zarażonych, a bilans śmiertelny to zatrważające 12 428 osób.

Pominę teraz wszelkie teorie spiskowe, nie będę się zajmował roztrząsaniem sporów kto kłamie, a kto nie i jak dokładne są to dane. Jedna rzecz skłania mnie jednak do refleksji: skoro w kilku krajach dramatycznie zaczyna brakować miejsc w kostnicach, to znaczy, że dzieje się jednak coś złego.

Bardzo złego. Z powodu wirusa główne gałęzie światowej gospodarki zamierają w bezruchu. Jeśli całkowicie zatrzyma się ruch na autostradzie na kilka sekund, to efekt fali sprawi, że powrót do normalnego przepływu pojazdów zajmie sporo czasu, a samochody zanim nabiorą pełnej prędkości jeszcze przynajmniej raz się zatrzymają. W tym przypadku mamy do czynienia z zatrzymaniem gospodarki na kilka tygodni już na samym początku. Nie potrzebuję suwaka logarytmicznego, żeby dojść do wniosku, że czekają nas problemy.

Wróćmy na moment do naszej wyimaginowanej planety z początku artykułu. Kataklizm objął tylko jej część. Pozostałe rejony mogą w miarę normalny sposób funkcjonować, bo globalna gospodarka jest mocno zdecentralizowana. W przypadku naszej kochanej Ziemi jest nieco inaczej. Wirus zaatakował cały glob. Sprawił, że zostały zakłócone wszelkie możliwe łańcuchy dostaw towarów z Chin, które są główną fabryką dóbr wszelakich naszej ziemskiej cywilizacji.

Dodatkowo większość krajów wprowadziła ograniczenia swobód dla swoich obywateli nakazując im pozostanie w domu, co przyczyniło się do zatrzymania praktycznie całej europejskiej gospodarki. Wydarzenie bezprecedensowe w skali historii ludzkości. Mleko się już rozlało – nie można już nic z tym zrobić i ciągłe biadolenie o tym, co zostało zrobione źle, a co dobrze, mija się z celem – niczego nie zmieni. Należy się zastanowić co czeka światową gospodarkę, jaki to będzie miało wpływ na obywateli i w jaki sposób możemy się do nowej sytuacji dostosować.

Nadal czai się jednak w mojej głowie niepewność związana z samym wirusem. Nie chodzi mi tutaj o to, jak jego rozprzestrzenianie będzie przebiegało w Europie. Stary Kontynent jest na tyle dobrze rozwinięty, że prędzej czy później wirus zostanie opanowany. USA, pomimo że reakcja władz jest bardzo opóźniona i stanowi typowy "wzór" braku wyciągania wniosków z przykładów innych krajów, też w końcu sobie z pandemią poradzi (choć mocno ucierpi na tym Kanada, której export aż w 75% wędruje do Stanów Zjednoczonych).

Bardzo martwią mnie natomiast Ameryka Południowa i Indie. Najbardziej martwi mnie jednak Afryka. Jeśli wirus tam uderzy z siłą, której nie znamy z Europy czy USA, to szykuje nam się naprawdę poważny kryzys. I na nic zdadzą się porównania i wszelkie możliwe modele oraz prognozy oparte o wykresy z czasów Wielkiego Kryzysu z roku 1920. Tamten świat był zupełnie inny – kraje były w większości samowystarczalne. Teraz wszystko się zglobalizowało, konsumpcjonizm osiągnął apogeum i problem w jednej części świata, który zostaje powielony w drugiej, a na końcu w trzeciej, kładzie całą światową gospodarkę na plecy i może być zapowiedzią poważnych zmian we wszystkim, do czego się do tej pory przyzwyczailiśmy. Także do tego jak prowadzimy swoją firmę. Czy cofniemy się o jakieś 20-30 lat i produkcja wreszcie wróci do Europy? Dlaczego tak mnie martwi wizja panoszącego się wirusa w pozostałej części globu?

O tym będzie druga część, którą przeczytasz już niebawem. Postawię też w niej być może zaskakującą dla wielu tezę: to jest idealny moment na założenie firmy i budowanie marki.

Cdn.

Sergiusz Rydosz jest autorem bloga o marketingu, biznesie i ludziach pt. Nie wchodź sobie w drogę.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.78 / 23

Komentarze
  • Jerzy Joniec
    2 kwietnia, 07:49

    Super artykuł i ciekawe wnioski. Czekam na drugą część.

  • Ck
    2 kwietnia, 09:32

    Codziennie na malarie, glownie w afryce umiera 3000 dzieci, I nikt sie tym nieprzejmuje.

  • ....,,
    5 kwietnia, 04:05

    no wlasnie, powrot produkcji do Europy i nastawianie Zachodu w sposob anty-chinski:
    wykorzystywanie sytuacji wirusa do takich celow politycznych
    or whole purpose of the virus from beginning?

Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 29.05.2020
GBP 4.921 złEUR 4.450 złUSD 4.003 złCHF 4.162 zł

Sport


Reklama