Menu

Kraje ożywiają turystykę na dwa sposoby. Tylko jeden spodoba się podróżnikom

Kraje ożywiają turystykę na dwa sposoby. Tylko jeden spodoba się podróżnikom
Które kraje przekonają nas w tym roku, aby to właśnie je wybrać na cel naszych wakacji? (Fot. Getty Images)
Można wprowadzić nawet cztery testy na koronawirusa w trakcie wyjazdu, ustalać minimalne stawki za bilety lotnicze i wymagać od turystów aż 12 tys. PLN wpłaty do depozytu za wjazd do kraju. Można też znieść opłatę za wizy, zagwarantować darmowe leczenie w razie „w” czy zaoferować zwiedzanie w wersji „vip”...
Reklama

Poszczególne kraje podchodzą do ożywiania turystyki w czasach koronawirusa na przeróżne sposoby. A który okaże się być strzałem w dziesiątkę? Czas pokaże.

Choć działania poszczególnych krajów mogą się diametralnie od siebie różnić, to właściwie najłatwiej podzielić je na te, które mają być przyjazne turystom i w jak najkrótszym czasie pomóc sprowadzić jak największą ich liczbę oraz te drugie, które zdecydowanie utrudnią nam życie, sprawią, że wyjazdy będą droższe i bardziej skomplikowane. I choć jasne jest, że i jedne i drugie można w racjonalny i sensowny sposób uzasadnić, to wśród niskobudżetowych podróżników mogą ucieszyć tylko niektóre z nich.

Będą darmowe wizy i bilety za pół ceny

Jednym z krajów, który nie może się doczekać powrotu turystów, jest Egipt. Państwo, które dopiero niedawno odzyskało zaufanie podróżników, znów jest w finansowych tarapatach. W efekcie rząd szukał sposobów, jak zachęcić obcokrajowców do spędzenia wakacji właśnie tutaj. Początkowo zapowiedziano obniżenie ceny wizy (z 25 do 15 USD) i cen biletów do muzeów i stanowisk archeologicznych (o połowę). Miało to jednak dotyczyć wyłącznie tych osób, które przylecą na lotniska w Kairze lub Asuanie.

Teraz jednak okazuje się, że egipski rząd zdecydował o całkowitym zawieszeniu obowiązku wizowego, ale tylko dla turystów, którzy przylecą do Egiptu lotami czarterowymi. Nowe zasady mają obowiązywać do 31 października – informuje dziennik Al Ahram. Dodatkowo linie lotnicze mogą liczyć na obniżone opłaty lotniskowe.

Włochy oferują zwiedzanie najważniejszych zabytków i muzeów w ekskluzywnej wersji. (Fot. Getty Images)

Ciekawy pomysł pojawił się też na Cyprze. Tamtejszy rząd zdecydował, że pokryje koszty pobytu i leczenia turystom, którzy podczas urlopu na tej pięknej wyspie zarażą się koronawirusem. Ponieważ przed wjazdem do kraju musimy wykonać test na koronawirusa, będzie jasne, że zaraziliśmy się właśnie na wakacjach. Wtedy przyjdzie nam zapłacić jedynie za lot powrotny do domu i transfer na lotnisko. Wszystkie pozostałe koszty bierze na siebie cypryjski rząd.

Z otwartymi ramionami turystów zapraszają też Włochy i oferują… zwiedzanie najważniejszych zabytków i muzeów w ekskluzywnej wersji. Z powodu panującej na świecie pandemii, we wszystkich atrakcjach turystycznych wprowadzono bowiem limity zwiedzających. W dodatku turystów jest na razie jak na lekarstwo. Efekt? W pierwszym dniu otwarcia Muzeów Watykańskich, przez cały dzień odwiedziło je zaledwie 25 osób. A jeszcze kilka miesięcy temu za takie zwiedzanie bez tłumów trzeba było zapłacić 1200 EUR!

Przypomnijmy też, że po stronie jak najszybszego ożywienia turystyki stoją nie tylko same kraje. Szef Ryanaira wyznał w niedawnym wywiadzie, że linia jest gotowa sprzedawać bilety nawet za pół ceny, jeśli pozwoli im to wypełnić samoloty.  Mogłoby więc wydawać się, że wszyscy dążą do tego, by jak najszybciej i jak najmocniej rozruszać turystykę i znów zacząć zarabiać, a dla podróżników szykują się czasy łatwe, lekkie, przyjemne i pełne okazji. I pewnie by tak było, gdyby nie fakt, że to tylko jedna strona medalu.

Po drugiej strony barykady pod tytułem „ożywianie turystyki” stoją te kraje, które postanowiły podejść do tematu bardzo, bardzo, bardzo ostrożnie. I choć oczywiście, czekają na turystów i chcą ich przyjmować (oczywiście razem z ich pieniędzmi), to wprowadzają sporo obostrzeń – czasem naprawdę drastycznych.

Jedną z najbardziej zaskakujących informacji minionego tygodnia, jest decyzja rządu Kambodży. Wszyscy wjeżdżający na teren kraju obcokrajowcy będą bowiem musieli wpłacić depozyt w wysokości 3 tys. USD. Brzmi jak absurd? Wszystko po to, by w razie zakażenia koronawirusem, rząd mógł opłacić leczenie turysty i jego kwarantannę bez nadwyrężania budżetu kraju. Oczywiście, jeśli okaże się, że jesteśmy zdrowi to pieniądze zostaną nam zwrócone, ale trudno sobie wyobrazić, że turyści chętnie będą „blokować” równowartość blisko 12 tys. PLN. 

Czy linie lotnicze rzeczywiście będą sprzedawały bilety za pół ceny?... (Fot. Getty Images)

– Po przylocie wszyscy obcokrajowcy będą musieli wpłacić depozyt w wysokości 3 tys. USD. Będą to mogli zrobić gotówką lub kartą kredytową. Osoby, które otrzymają negatywny wynik na koronawirusa, będą musiały zapłacić tylko za przeprowadzenie testu, a pozostała kwota zostanie im zwrócona – wyjaśnia Sao Wathana, dyrektor lotniska w Phnom Penh.

Ciekawie będzie też na Sri Lance, która zamierza otworzyć się na turystów 1 sierpnia. Przede wszystkim wiza będzie kosztować aż 100 USD, choć jeszcze niedawno Polacy (choć po długich przebojach) mieli ją za darmo. Do tego dochodzi fakt, że obcokrajowcy mogą wjechać na Sri Lankę tylko, jeśli zamierzają spędzić tam minimum 5 nocy i muszą wybrać obiekty certyfikowane przez rząd. Czeka nas też sporo testów na koronawirusa. Wystarczy, że zdecydujecie się na 11-dniowy urlop i już przyjdzie wam sprawdzić się aż 4 razy! Najpierw przed przylotem, żeby wejść do samolotu, później na lotnisku, a później kolejno po 4-5 dniach i po 10 dniu pobytu.

Dość osobliwe podejście do tematu ma piękna karaibska wyspa – Saint Lucia. Według wydanych przez rząd informacji, co prawda nic nie jest zabronione, ale lista sugestii jest tak długa, że najlepiej byłoby… nie wychodzić z hotelu. Zresztą i tak nie bardzo jest po co, bo na razie zamknięte pozostają atrakcje turystyczne i restauracje.

„Wesoło” może być też Zjednoczonych Emiratach Arabskich

– Wszyscy obcokrajowcy wjeżdżający do ZEA dostają specjalne urządzenia, które mają monitorować ich przemieszczanie się. Są też zobowiązani do posiadania specjalnej koronawirusowej aplikacji, która również pomaga władzy kontrolować chociażby to, w jakim miejscu przebywamy.

Część obserwatorów już teraz podejrzewa, że część tych zasad może funkcjonować także po pełnym otwarciu granic dla obcokrajowców. A ich łamanie może nas słono kosztować. Za zniszczenie elektronicznej bransoletki trzeba zapłacić ok. 2700 USD, a za nieprzestrzeganie obowiązujących restrykcji grozi grzywna do 13 tys. USD!

Więcej podobnych artykułów można znaleźć na stronie Fly4free.pl.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.8 / 5

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.
Bądź pierwszy! Podziel sie opinią
Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 08.07.2020
GBP 4.970 złEUR 4.474 złUSD 3.967 złCHF 4.212 zł

Sport


Reklama