Cookie Consent by Privacy Policies Generator website
Menu

Dlaczego Brytyjczycy mniej przejmują się pandemią niż inni?

Dlaczego Brytyjczycy mniej przejmują się pandemią niż inni?
Czy na mieszkańcach UK koronawirusowe statystyki rzeczywiście nie robią już większego wrażenia? (Fot. Matthew Horwood/Getty Images)
UK ma jedną z najwyższych liczb infekcji na świecie, liczba zgonów stale rośnie, ale nastroje narodowe wydają się optymistyczne. Czy jest to spowodowane brytyjskim stoicyzmem i złotą zasadą "Keep calm and carry on"?
Reklama

Nie według ekspertów, którzy wskazują, że w grę wchodzi wiele czynników - i ostrzegają, że ten "społeczny luz" może nie trwać długo.

"Jesteśmy na etapie, gdy wciąż mamy dużą liczbę osób umierających na koronawirusa. Ale Covid zszedł na dalszy plan. Przyzwyczailiśmy się do czegoś, co nie odeszło. Myślę, że nastąpiło pewnego rodzaju znieczulenie na śmiertelność" - zauważa Linda Bauld, profesor zdrowia publicznego na Uniwersytecie w Edynburgu.

W ostatnich dniach Wielka Brytania odnotowuje po ok. 40 tys. nowych przypadków koronawirusa dziennie, a w ciągu ostatnich siedmiu dni zgłoszono ponad 1 000 zgonów. Liczba hospitalizacji rośnie, a jedna piąta łóżek na OIOM jest zajęta przez pacjentów z Covid.

Wielka Brytania radzi sobie z pandemią znacznie gorzej niż jej europejscy sąsiedzi, ze wskaźnikiem zgonów na milion osób prawie trzykrotnie większym niż we Francji czy Włoszech.

Nasze emocje poruszają obrazy, a nie statystyki. (Fot. Getty Images)

"Z wielkim smutkiem informujemy, że..."

W każdym razie nie chodzi tylko o liczby. "Kiedy początkowo informowano o statystykach dotyczących Covid, mówiono: Z wielkim smutkiem informujemy, że trzy osoby zmarły. Potem przekazywano: Z wielkim smutkiem informujemy, że 70 osób zmarło" -  przypomina prof. Robert West, behawiorysta z University College London (UCL).

"Teraz zwrot z wielkim smutkiem już się nie pojawia. Jedno, co wiemy o ludziach, to to, że nasze emocje poruszają obrazy, a nie liczby" - wskazuje naukowiec.

Prof. Linda Bauld wierzy z kolei, że obecne postawy zostały ukształtowane przez "narrację o Dniu Wolności" - umowę zawartą między rządem a społeczeństwem, że jeśli ludzie zgłoszą się po szczepionki, życie wróci do normy. "Wiele osób to kupiło" - zauważa ekspertka.

Jej zdaniem, wpływ na postawy społeczne mają także niektórzy naukowcy. "Są tacy, którzy sądzą, że Covid-19 stanie się chorobą endemiczną i po prostu będziemy musieli żyć z wirusem. Mamy też inną grupę badaczy, którzy grzmią: Inne kraje nie tolerują tak wysokiego wskaźnika infekcji; i co z długim Covidem?" - tłumaczy prof. Bauld.

Tym samym naukowcy nie dostarczają już spójnego argumentu - i do pewnego stopnia rząd może wybierać, które poglądy wzmacnia. 

Polityczne działania wskazywały, że można wyluzować... (Fot. Getty Images)

Stan ustalony

Czy jest coś szczególnego dla brytyjskiej psychiki, co sprawia, że ​​kraj wydaje się stosunkowo niewzruszony trwającym żniwem pandemii?  "Zdecydowanie nie" - uważa prof. West. "Brytyjczycy są o wiele bardziej świadomi bezpieczeństwa niż większość innych krajów. Wystarczy spojrzeć na sposób prowadzenia przez nich pojazdów, zdrowie i bezpieczeństwo w pracy, sposób, w jaki podchodzą do zdrowia publicznego" - wymienia ekspert.

Zdaniem naukowca, luźne podejście do covidowych statystyk "to jest coś, co jest uwarunkowane normami, które widzimy wokół nas". "Kiedy nasi przywódcy mówią o Covid-19 w czasie przeszłym, to dociera to do ludzi" - wskazuje.

W miarę jak choroba przechodzi z początkowej fazy pandemicznej do endemicznej, krzywe danych opisujące jej rozprzestrzenianie stają się mniej gwałtowne. Psychologowie twierdzą, że ten stały strumień codziennych zgonów wydaje się być mniej niepokojący niż wzrosty, których byliśmy świadkami w pierwszym roku pandemii.

"Jesteśmy stworzeni, aby reagować na zmiany. Nie reagujemy na stan ustalony" - wyjaśnia West. "Coś będzie musiało się zmienić w ludzkiej psychice, aby ludzie poczuli, że musimy zrobić z tym więcej" - zaznacza.

Być może znalazło to odzwierciedlenie w widocznym braku obaw brytyjskiego ministra zdrowia, gdy kilka tygodni temu zapytano go o utrzymujące się wysokie wskaźniki infekcji. "Ogólnie rzecz biorąc, w tym momencie wszystko wydaje się dość stabilne. Liczby są raz nieco wyższe, raz nieco niższe" - stwierdził Sajid Javid.

Jednak według Westa, "istnieją stany ustalone, które mogą niepokoić ludzi". "Ze względu na fakt, że Covid będzie trwać i trwać, opinia publiczna może zacząć mówić: Nie możemy dalej mieć po 1 000 zgonów tygodniowo"  - wyjaśnia. 

Możliwym wyzwalaczem takiej ponownej oceny może być ciągłe obciążenie NHS. Szpitale mogą nie być "przytłoczone", ale z najnowszych danych wynika, że na listach oczekujących na leczenie znajduje się ok. 5,7 miliona osób, co jest najwyższą liczbą od 2007 roku.

"Służba zdrowia nie wraca do normalności" - twierdzi prof. Tim Cook, konsultant w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii. Ponieważ około 20 proc. łóżek na oddziałach intensywnej terapii i 10 proc. łóżek szpitalnych jest zajmowanych przez pacjentów z Covid, nie ma perspektyw na rychły powrót do normalnego funkcjowania NHS. "Od dłuższego czasu nie widzę końca tego poziomu obłożenia" - kwituje medyk.

Jednak nawet wśród pracowników służby zdrowia panuje spór co do tego, jaki byłby akceptowalny
"stan ustalony" dla Covid. "Dla niektórych to model zerowy Covid (czyli brak zakażeń), podczas gdy inni akceptują obecną sytuację, w której mamy około 40 tys. infekcji dziennie" - tłumaczy Andrew Goddard, prezes Royal College of Physicians.

"Wszyscy zaakceptowaliśmy - w tym lekarze - 10 tys. zgonów z powodu grypy każdego roku, więc to mówi nam wiele o tym, co możemy zaakceptować w odniesieniu do Covid. Chociaż wpływ koronawirusa na najbardziej ubogie części społeczeństwa i na niektóre mniejszości etniczne może zmniejszyć tolerancję dla takich poziomów" - dodaje Goddard.

Ekspert: "Rządzący zachowywali się tak, jakby wzrost zakażeń był nieunikniony". Na zdj.: brytyjski premier Boris Johnson podczas jednej z konferencji poświęconej sytuacji epidemicznej w kraju. (Fot. Leon Neal/POOL/AFP/Getty Images)

Nowa normalność?

Wciąż nie jest jasne, jak do tego wszystkiego podchodzi opinia publiczna w Wielkiej Brytanii, przy czym niektórzy specjaliści odrzucają pogląd, że istnieje akceptacja obecnej sytuacji. "Pogląd, że wszyscy akceptują nową normalność, jest bardzo niebezpieczny' - ostrzega prof. Stephen Reicher, psycholog z University of St Andrews. "Wtedy wzmacniasz poczucie fatalizmu" - dodaje. 

Reicher wskazuje na bogactwo dowodów w psychologii pokazujących, że nasze zachowanie może być kształtowane w większym stopniu przez to, co myślimy, że inni myślą - niż przez nasze własne przekonania. "Jeśli twoja postawa jest sprzeczna z postrzeganą normą społeczną, jest mniej prawdopodobne, że będziesz działać zgodnie z nią" - wyjaśnia.

Według naukowca, rząd "systematycznie normalizuje" obecny wskaźnik infekcji w Wielkiej Brytanii. "Rządzący zachowywali się tak, jakby wzrost zakażeń był nieunikniony, a teraz wydają się być zrelaksowani w związku z rosnącymi infekcjami" - ocenia psycholog.

Dodaje, że "ludzie często chcą ogólnego wyjaśnienia psychologicznego, ale nie możemy ignorować kontekstu politycznego i ideologicznego, w którym to się dzieje; patrzymy na zjawisko normalizacji". 

Według Reichera, również media odgrywają rolę w ustalaniu postrzegania tego, co "normalne". "Badania pokazują, że media praktycznie nie wpływają na zmianę czyjegoś zdania na temat pandemii. Ale zmieniają przekonanie ludzi o tym, co myślą inni" - wyjaśnia prof. Stephen Reicher.

Zgodnie z najnowszymi analizami, opinia publiczna zachowuje ostrożne podejście do bezpieczeństwa związanego z Covid. Istnieje jednak coraz większa przepaść między postawami a zachowaniami.

Dla niektórych brak reakcji publicznej na utrzymującą się śmiertelność jest oszałamiający. "To bardzo surrealistyczne, że akceptujemy tylko obecne wskaźniki infekcji. Nikt nie robi zamieszania z tego powodu, ale każdego dnia na Covid umiera ponad 100 osób" - zauważa Kit Yates, starszy wykładowca matematyki na Uniwersytecie w Bath.

Yates zwraca uwagę, że chociaż szczepienia "dużo zmieniły", posiadanie tak dużej ilości wirusa w obiegu nie jest bez konsekwencji. "Spójrzmy na wskaźniki śmiertelności. To nie jest normalne" - dodaje naukowiec.

"Rząd porzucił wszelkie pretensje do środków zdrowia publicznego w celu kontrolowania Covid. To skandal narodowy, ale wydaje się, że w dużej mierze zniknął z pola widzenia" - kwituje Yates.

Źródła:

  • "Why Britons are tolerating sky-high Covid rates – and why this may not last", Hannah Devlin - theguardian.com;
  • "Why are Britons so much more relaxed about Covid than Europeans?", Rachel Obordo i Alfie Packham - theguardian.com.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.08 / 12

Czytaj więcej:

Czas na powrót do biur! Jak nie oszaleć po miesiącach pracy zdalnej?

Czy pandemia zabiła miłość i przyjaźń wśród ludzi?

"Nie szczepiąc się, gramy w rosyjską ruletkę"

Zbyszek jedzie do UK, aby ratować brytyjski łańcuch dostaw towarów

Komentarze
  • Madry
    24 listopada, 17:42

    Yeah, Keep calm and carry on!

  • Czytelnik anonimowy
    30 listopada, 16:41

    Jezeli choroba jest smiertelna to umiera na nia np 2 na 10 a tu slyszysz ten byl chory na covid z pracy ten 3 razy a tamten 2 a nie umarl zaden a pozniej wciskaja kit ze choroba smiertelna. Jak by dali 500 zl od zgonu nie na covid jak teraz ale od zgonu na grype to bylo by pelno w statystykach zgonow od grypy ale byly by one zaklamane jak te na covid.

Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 07.12.2021
GBP 5.4098 złEUR 4.5991 złUSD 4.0788 złCHF 4.4169 zł
Reklama

Sport


Reklama
Reklama