Menu

3 listopada - Dzień Wyzwolenia?

3 listopada - Dzień Wyzwolenia?
3 listopada USA wybiorą swojego prezydenta. (Fot. Getty Images)
Ostatnie pięciolecie wprawiło świat osaczonej liberalnej demokracji w stan niemal agonalny. 30 lat temu świat ten triumfował po upadku bloku sowieckiego i zniesieniu apartheidu w Republice Południowej Afryki.
Reklama

Wówczas nastąpił okres oświeconego globalnego kapitalizmu, gdy prąd do coraz radykalniejszych reform obyczajowych wtórował coraz agresywniejszemu rozpędowi wolnego rynku przy postępującym zaniku granic - zarówno celnych jak i kulturalnych. Konserwatyzm stawał się bardziej postępowy, a demokratyczny socjalizm coraz bardziej prorynkowy.

Znamienną charakterystyką owego okresu był szerzący zakres tolerowania - a nawet celebrowania - równouprawnienia kobiet, kultur mniejszości narodowych, napływu migrantów, szerszych możliwości dla niepełnosprawnych czy liberalizacji zachowań seksualnych; to wszystko na tle niemal powszechnego pokoju i dobrobytu.

Wpływ modelu życia europejskiego czy amerykańskiego rozpowszechniał się na niemal cały świat. Rosja zaniechała tymczasowo imperialistycznych ciągot i przechodziła okres demokratycznych eksperymentów; liberalna demokracja stawała się wzorem rozwoju w Ameryce Łacińskiej, Afryce, we wschodniej Azji. Sojusznicze wojska państw demokratycznych zwyciężały w obronie Kuwejtu, Bośni, Kosowa. Unia Europejska rozszerzała się, a granice wewnętrzne znikały. Nawet państwa muzułmańskie zakosztowały na krótko zapachu demokratycznej wiosny.

Zwolennicy liberalnej demokracji wpadli wówczas w stan samozadowolenia. Nie docenili, gdy - po światowym kryzysie finansowym w 2008 r. - nastąpił okres niepokoju i refleksji. Wzrosły obawy wobec imigrantów, zaczęły zanikać etaty w lokalnych rynkach, wprowadzono ograniczenia w wydatkach społecznych, a firmy i rządy zaciskały pasa. 

Po światowym kryzysie finansowym w 2008 r. nastąpił okres niepokoju i refleksji. (Fot. Getty Images)

Ale międzynarodowy rynek finansowy nieprzerwanie rozkwitał się w tym okresie, a margines dochodu między bogatszymi elitami a warstwami z niską płacą pogłębiał się dramatycznie. Nagle wzór liberalnego wyswobodzonego Europejczyka przestał być tak atrakcyjny, i to nie tylko w państwach Trzeciego Świata, ale również w Ameryce Północnej i w Europie. Nastał okres gospodarczego stresu, rosnącej pauperyzacji i wiary szerokich mas pracujących (czy niepracujących), że ten model zarządzania światem nie działa na ich korzyść i że te kulturalne elity i eksperci naukowi nie służą społeczeństwu, ale sobie samym.

Pojawił się okres kultu instynktu, emocji, niewiedzy - bo warstwie kulturalnych i politycznych elit w mediach i w parlamentach nie chciano wierzyć. Miejsce kulturalnego i gospodarczego internacjonalizmu zastąpiła era rosnącego nacjonalizmu i ciągot do podejmowania rozwiązań bardziej ekstremalnych, kadzących sfrustrowanym potrzebom przeciętnej rodziny z obniżonym standardem życia. 

Już dawno w tym kierunku poszła Rosja pod rządami Putina, który utrzymywał się przy władzy przez podważenie legendy dobrobytu zachodniego, grając na historycznej paranoi oblężonego imperium. Wkrótce w tym kierunku podążyły Turcja, Węgry, Brazylia czy Wenezuela, gdzie tradycje tolerancji i poszanowania praw mniejszości kojarzono z dezorientacją społeczną i ubóstwem szerszych mas.

Nieważne, czy hasła były lewicowe, prawicowe czy oparte na wyznaniu religijnym - efekt był ten sam i ujawniał się w deformowaniu praktyk demokratycznych pod płaszczykiem zniekształconej demokratycznej konstytucji. Dobrowolne wejście Polski na tę drogę z okaleczeniem niezależnego sądownictwa i wprowadzeniem radykalnego programu 500+ było już ważnym drogowskazem dla radykalnej prawicy w Europie.

Hillary Clinton, była - wypisz wymaluj - reklamą najpozytywniejszych aspektów świata liberalnego. (Fot. Getty Images)

W Wielkiej Brytanii ten radykalizm ukazał się w sposób trojaki, w formie szkockiego nacjonalizmu, radykalizacji Partii Pracy przez skrajną lewicę Corbyna i awanturniczego programu Brexitu, przechwyconego przez prawicowych radykałów i angielskich nacjonalistów, na czele których stanął Boris Johnson. A wszędzie zramolałe już siły liberalnego centrum zostały zaskoczone tymi zjawiskami, bo były przyzwyczajone, że prowadzą dialog między sobą ponad głowami przeciętnego wyborcy. 

Zwycięstwo tych ciemniejszych populistycznych ruchów przypieczętował Donald Trump w swoim zaskakującym zwycięstwie wyborczym w USA w listopadzie 2016 r. Kandydatura Trumpa wydawała się być jakimś nieporozumieniem. Kontrkandydat demokratów, Hillary Clinton, była - wypisz wymaluj - reklamą najpozytywniejszych aspektów świata liberalnego, gdyż była wykształconą kobietą, z dużym doświadczeniem w administracji państwowej, lobbystką dla praw kobiet i mniejszości etnicznych i dla szerszego dostępu do służby zdrowia dla osób bez odpowiedniego ubezpieczenia. Ale miała też najgorsze wady liberałów, czyli niezachwianą wiarę w wolny handel, ulgowe nastawienie do światowej finansjery i pogardę dla swoich bardziej konserwatywnych przeciwników.

Trump pokonał swych republikańskich rywali, a potem panią Clinton, swoim chamstwem, tupetem i zrzeczeniem się ze wszelkiej próby do poszanowania prawdy. Trafił na podatny grunt - mowa o rolnikach i robotnikach, przeświadczonych, że elity finansowe oraz kulturalne Ameryki oszukują i okłamują ich w swoich mediach i że ten zlepek wartości osobistych, którym chełpią się ludzie wykształceni ze swoją przyjętą powszechnie poprawnością polityczną, są jednym wielkim zakłamaniem, czyli "fake news".

Dlaczego Trump był tak uzależniony od Putina? Na pewno ważną rolę odegrało tu putinowskie schlebianie Trumpowi. (Fot. Getty Images)

Dla osób prostych ważne było poczucie bezpieczeństwa dla siebie i swoich bliskich. Dlatego woleli prawo do broni, pełne więzienia, wycofanie Ameryki z obowiązków międzynarodowych i niskie podatki. Wierzyli w równowartość wiedzy osób niewykształconych z wiedzą ekspertów. Chcieli położyć kres ciągłemu kajaniu się nowatorskim teoriom o społeczeństwie i zmianach klimatycznych. A te uprzedzenia rozdmuchiwał z bezczelną determinacją kandydat, a potem prezydent, czyli Trump. 

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 2.33 / 12

Komentarze
  • Bu ha ha
    11 października, 15:21

    Nie zgadzam sie ani trochę. Co to ma byc?

Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 20.10.2020
GBP 5.045 złEUR 4.587 złUSD 3.893 złCHF 4.281 zł

Sport


Reklama