Norwegia: Proces syna przyszłej królowej może wpłynąć na losy monarchii
Proces trwa od 4 lutego, a rozprawy odbywają się w sali powstałej po zamachach w Oslo i na wyspie Utoya. Za wszystkie zarzuty oskarżonemu grozi łącznie 16 lat pozbawienia wolności.
Składowi sędziowskiemu przewodzi Kim Heger. Obrońcami Mariusa Borg Hoeiby’ego są Ellen Holager Andenaes i Petter Groedem. Oskarżenie reprezentują prokuratorzy Sturla Henriksboe oraz Andreas Kruszewski. To niemal jedyne nazwiska podane do publicznej wiadomości. Sąd, w trosce o pokrzywdzone i ich rodziny, utajnił ich dane.
Media mogą posługiwać się wyłącznie nadanymi im w aktach określeniami, takimi jak "Kobieta z Frogner" czy "Kobieta z hotelu". Zeznania w większości składane są przy drzwiach zamkniętych.
Za naruszenie sądowych zakazów grożą realne sankcje. W pierwszym tygodniu procesu akredytacje stracili komentatorka dziennika "Dagbladet" i fotograf pracujący dla gazety "Aftenposten", którzy złamali obowiązujący w sali 250 zakaz fotografowania. Oboje zostali trwale wykluczeni z relacjonowania sprawy. Już pierwszego dnia zakaz naruszył również publiczny nadawca NRK. W jego przypadku sąd zapowiedział możliwość nałożenia grzywny.
Od anonimowości są jednak wyjątki. Jedną z pokrzywdzonych jest norweska celebrytka Nora Haukland, która zeznawała w piątek 20 lutego. W przedstawionym przed sądem nagraniu z jej udziałem widać, jak Hoeiby chwyta ją za szyję. Następnie słychać rozmowę z ochroniarzem, który mówi, że widział całe zajście i zwraca się do późniejszego oskarżonego wprost: "Widziałem, jak złapałeś ją za szyję". Nagranie zostało odtworzone w sądzie jako dowód w sprawie dotyczącej przemocy w bliskiej relacji.
Podobnie jak w innych przypadkach, Hoeiby nie przyznał się do winy, kwestionując przedstawiany przez Haukland opis zdarzenia. Obrona argumentuje, że zachowanie oskarżonego było skutkiem uzależnienia od narkotyków oraz presji społecznej.
Hoeiby nie należy do norweskiej rodziny panującej. Jego ojcem jest jeden z poprzednich partnerów księżnej Mette-Marit, Morten Borg, który w latach 90. był wielokrotnie karany za przestępstwa narkotykowe i przemoc.
Oprócz zarzutów o gwałty, przemoc i rejestrowanie stosunków seksualnych bez zgody partnerek Hoeiby’ego oskarżono również o udział w obrocie narkotykami, liczne przypadki naruszenia sądowych zakazów zbliżania się do swoich ofiar oraz przypadki zniszczenia mienia. Ostatni zarzut pojawił się na dzień przed pierwszą rozprawą, gdy miał grozić nożem jednej ze swoich partnerek. Decyzją sądu pozostanie w areszcie śledczym do początku marca.
Zgodnie z konstytucją, norweski monarcha ma prawo objąć immunitetem procesowym osoby z rodziny królewskiej. Jeszcze przed rozpoczęciem procesu następca tronu Haakon zapowiedział, że ani on, ani jego żona nie stawią się w sądzie. Sąd nie będzie mógł przesłuchać księżnej Mette-Marit, choć z materiałów śledztwa ma wynikać, że mogła zostać uprzedzona o planowanym zatrzymaniu syna, a potem próbować zacierać w jego mieszkaniu ślady używania narkotyków.
Możliwe utrudnianie postępowania to tylko jeden z problemów, z jakimi mierzy się przyszła królowa Norwegii. Od tygodni prasa publikuje kolejne informacje o jej kontaktach z przestępcą seksualnym i finansistą Jeffreyem Epsteinem. Mette-Marit miała poznać go już po upublicznieniu zarzutów o przemoc wobec nieletnich. Pałac Królewski potwierdził, że spędziła też kilka dni w rezydencji Epsteina na Florydzie.
Cierpiąca na nieuleczalną chorobę układu oddechowego księżna przyznała, że jej stan nie pozwala obecnie na pełne odniesienie się do sprawy, wyraziła jednak współczucie ofiarom swojego amerykańskiego znajomego.
Wyrozumiałości nie okazała część organizacji, którym patronowała Mette-Marit. Norweski Czerwony Krzyż oraz Pomoc Ludowa tymczasowo zawiesiły współpracę z księżną. Organizacja Sex og Samfunn, która promuje edukację i zdrowie seksualne, odebrała jej tytuł honorowej patronki. Do czasu wyjaśnienia zarzutów stawianych księżnej swoją współpracę z nią wstrzymała Norweska Rada Zdrowia Psychicznego.
Na początku lutego niemal połowa Norwegów przyznała, że Mette-Marit nie powinna zostać ich królową - pokazało badanie przeprowadzone na zlecenie telewizji TV2 . Komentatorzy wskazywali, że przez aferę z jej udziałem i proces Hoeiby’ego wielu poddanych straciło szacunek zarówno do niej, jak i do monarchii.
W ciągu miesiąca poparcie dla norweskiej monarchii spadło o 10 punktów procentowych i wynosi 60 proc. - wynika z sondażu przedstawionego w sobotę przez publiczną telewizję NRK.
Czytaj więcej:
Norwegia: Syn księżnej nie przyznaje się do gwałtów, powołuje się na luki w pamięci





























