Menu

Grzegorz Lato kończy 70 lat

Grzegorz Lato kończy 70 lat
Lato podczas meczu Holandia-Polska w 1973 roku w Rotterdamie. (Fot. Getty Images)
Grzegorz Lato kończy dzisiaj 70 lat. Pandemia koronawirusa zastała go na Pogórzu Przemyskim i na razie nie wraca do Mielca. 'Nikt nie gra w piłkę, więc jest czas na wspominanie dawnych sukcesów. Łezka się w oku kręci, że tak szybko to minęło' - wyznał król strzelców mundialu 1974.
Reklama

"Mam trochę pecha do okrągłych urodzin. Dziesięć lat temu moja 60 wypadała w czwartek, a w sobotę wieczorem żona chciała zrobić przyjęcie dla bliskich i znajomych. Wiadomo jednak, co się wydarzyło w sobotę rano, czyli 10 kwietnia. Tragedia smoleńska... Zginęło tylu wspaniałych ludzi. No i odwołaliśmy urodziny" – wspomniał Lato.

Teraz 100-krotny reprezentant Polski i zdobywca 45 goli w narodowych barwach, prezes PZPN w latach 2008-12, również nie spotka się z przyjaciółmi. Pandemia koronowirusa przypadła akurat na czas, gdy wypoczywał w okolicach Przemyśla.

"W tym strasznym okresie akurat ja nie mogę narzekać. Siedzimy sobie w przepięknym miejscu, na pograniczu Pogórza Przemyskiego i Dynowskiego, blisko Bieszczad. Mamy niewiele ponad 20 kilometrów do Przemyśla. Mieszkamy w uroczym zakątku, obok lasy, gdzieś tam w oddali jelenie, niedźwiedzie... Tutaj nas to wszystko zastało. Dzieci zadzwoniły, żebyśmy tam na razie pozostali i nie wracali do Mielca. Syn pracuje zdalnie w Warszawie, córka jest w Mielcu" – przekazał Lato.

Właśnie w tym odległym zakątku kraju przyjdzie mu 8 kwietnia obchodzić skromnie 70. urodziny. W jakim zdrowiu?

"Dziękuję, czuję się dobrze. Czasami, gdy już długo rozmawiam, trochę pokasłuję, ale mam tak od dawna. Staramy się tutaj przestrzegać zasad bezpieczeństwa, używamy środków dezynfekujących. Raz na 10 dni jeździmy do sklepu spożywczego, gdzie wiadomo, że prawie nikogo nie będzie. Tutaj jest bezpiecznie, do najbliższego sąsiada jakieś 200 metrów. Dlatego pół dnia spędzamy na świeżym powietrzu" – przyznał.

Lato to dwukrotny medalista mistrzostw świata (trzecie miejsce w 1974 i 1982 roku), mistrz olimpijski z 1972 i wicemistrz olimpijski z 1976 roku, król strzelców MŚ 1974. (Fot. Getty Images)

Były znakomity piłkarz, a później trener i działacz zdaje sobie sprawę, że obecna sytuacja w kraju może potrwać jeszcze dość długo. I nie łudzi się, że rozgrywki ligowe w Polsce ruszą z powrotem za kilka tygodni.

"Podstawowe pytanie to, jak teraz przygotować zespoły? Na razie nie można trenować w grupach, należy przede wszystkim zostawać w domach. A przecież drużyna ligowa to ponad 20 zawodników plus sztab trenerski, medyczny, itd. Nawet jeżeli zespoły wrócą do rywalizacji, to nie wiadomo, w jakiej będą formie. Uważam, że 26 kwietnia nie będzie możliwości wznowienia rozgrywek. Najważniejsze jest ludzkie życie. Moim zdaniem jeżeli do czerwca z tego wyjdziemy i zaczniemy grać, to naprawdę będzie bardzo dobrze" – zauważył wychowanek Stali Mielec.

W tej sytuacji, jak przyznał, pozostaje oglądanie dawnych meczów i wspominanie wielkich chwil polskiego futbolu.

"Niedawno obejrzałem w TVP Sport powtórkę meczu z Holandią z 1975 roku, gdy wygraliśmy w Chorzowie 4:1. To jedno z najlepszych spotkań w historii naszej piłki. Powiem panu, że łezka się w oku kręci, gdy pomyślę, jak to wszystko szybko minęło..." – przyznał.

"Dla mnie najważniejszy był chyba mecz z Anglią na Wembley (1:1), rozegrany dwa lata wcześniej. Nie powiem, że graliśmy rewelacyjnie, bo to była głównie obrona Częstochowy. Mogliśmy przegrać 1:3, 1:4, ale świetnie spisywał się Tomek (Jan Tomaszewski – przyp. red.), a koledzy z obrony kilka razy wybili piłkę z linii bramkowej. Ale my też mieliśmy swoje szanse, choćby w kontratakach" – przypomniał.

Remis na Wembley dał Polakom awans do mistrzostwa świata w RFN.

W czasie stanu wojennego Lato mieszkał w Belgii, grając w tamtejszym Lokeren (1980-82).

"Wysyłałem do bliskich w Polsce paczki. Taka paczka nie miała prawa nie dotrzeć. Każda z nich była ubezpieczona, koszt - pięć dolarów, więc gdyby coś się stało, to musieliby wypłacić odszkodowanie. Paczki dochodziły do celu nietknięte" – przyznał.

Teraz ma dużo czasu na wspominanie. I jak wspomniał, czeka z utęsknieniem na powrót do normalnego życia i sportu.

"Powiem panu, że brakuje mi piłki, emocji. Ten wirus wszystko wstrzymał... Nie ma teraz czego oglądać, więc pozostały powtórki. No i czekanie, aż sytuacja wróci do normy, czego życzę wszystkim kibicom. Reprezentacja Polski ma ich naprawdę wielu. Zresztą zawsze tak było. Jak sobie przypomnę, co działo się na Stadionie Śląskim, w tym Kotle Czarownic, to mnie do dzisiaj ciarki przechodzą..." – zakończył Lato.

    Komentarze
    Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.
    Bądź pierwszy! Podziel sie opinią
    Dodaj komentarz
    Reklama
    Reklama

    Najnowsze wiadomości

    Kurs NBP z dnia 29.05.2020
    GBP 4.921 złEUR 4.450 złUSD 4.003 złCHF 4.162 zł

    Sport


    Sport

    Reklama