Menu

Złodzieje z British Museum, czyli puszka Pandory

Złodzieje z British Museum, czyli puszka Pandory
Muzeum w londyńskiej dzielnicy Bloomsbury było pierwszą na świecie tego typu publiczną placówką. Na zdjęciu: British Museum współcześnie. (Fot. Getty Images)
Brexit może mieć pewien nieprzyjemny aspekt, którego brytyjscy politycy nie wzięli pod uwagę - zmusić Wyspiarzy do zwrotu przygarniętych (czytaj: zrabowanych) dzieł sztuki. A gdzie, jak nie w British Museum, znaleźć można niezliczone wręcz tego przykłady?...
Reklama

Jeden ze znawców tematu oskarżył muzea światowe o "starannie skonstruowany stek kłamstw i półprawd”, mówiący o ocaleniu egzemplarzy, które de facto weszły w ich posiadanie w bardzo niejasnych okolicznościach. Głównie bowiem zostały zrabowane, a dla zalegalizowania grabieży starano się o znalezienie wiarygodnego uzasadnienia.

Muzeum w Londynie posiada w swych zbiorach książki, dzieła sztuki, okazy przyrodnicze, zabytki archeologiczne i etnograficzne liczące razem ponad 13 milionów eksponatów, które są świadectwem dwóch milionów lat historii świata i cywilizacji.

Wielokrotnie jednak podejmowano próby odzyskania "własności kulturowej” podbitych przez kolonistów ludów. Wzrasta bowiem świadomość własnej historii wśród postkolonialnych państw Azji i Afryki. Tymczasem Luwr w Paryżu czy Metropolitan w Nowym Jorku szczycą się wyjątkowymi eksponatami, które z prawnego i moralnego punktu widzenia wcale do nich nie należą.

Jednak to powiernicy British Museum są największymi na świecie posiadaczami skradzionej własności, z którą trudno im się rozstać. 

Chociaż w środowiskach naukowych przeważa opinia o bestialstwie kolonializmu, nie jest to jednoznaczne z chęcią naprawy wyrządzonych krzywd, w tym zwrotu zagrabionych dóbr kulturowych, z których nadal bezwstydnie można czerpać korzyści. Zresztą do niedawna panowało przekonanie, że oddanie jednego eksponatu przyczyni się do niemile widzianego precedensu, czyli otwarcia tytułowej puszki Pandory. 

W przeszłości do precedensu jednak doszło i to nie raz. Dla przykładu: w 2009 roku do Australii powróciły czaszki Aborygenów znajdujące się w londyńskim muzeum.

Zapowiadano także zwrot czterech prac z kolekcji dzieł sztuki czeskiego Żyda - Artura Feldmanna, który zmarł w wyniku trortur gestapowskich katów. Zbiór Feldmana liczący ponad 750 rysunków dawnych mistrzów słynął w przedwojennej Europie. Kiedy jednak po wojnie wspomniane cztery prace trafiły do British Museum, kustosze nawet nie ukrywali ich pochodzenia. 

W odpowiedzi na żądanie zwrotu, wysunięte przez spadkobierców Feldmanna, placówka wyraziła chęć oddania skradzionych przez nazistów dóbr. Jednak w obawie przed możliwą falą kolejnych roszczeń zwrócono się ze stosownym zapytaniem do Sądu Najwyższego, który powołał się na uchwaloną w 1753 r. i poprawioną w 1963 r. ustawę British Museum Act. Zgodnie z jego literą, British Museum nie może pozbywać się zgromadzonych w nim obiektów. 

Zwrócono natomiast zrabowane podczas brytyjsko-amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 r. bezcenne przedmioty muzealne. 

Co jednak ze zgromadzonym przez ponad 250 lat kulturowym bogactwem, o którego powrót nadal ubiegają się prawowici właściciele?

Koh-i-noor

Korona Elżbiety II jest poniekąd kulturową spuścizną imperializmu. (Fot. Wikipedia)

Jednym z najcenniejszych zagrabionych skarbów jest pochodzący z Indii diament Koh-i-noor. Ważący 105 karatów (21,6 g) ozdobił przód krzyża nad obręczą korony królowej Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii, cesarzowej  Indii - Marii.

Pierwotnie sam kamień był w posiadaniu prababki jej męża Jerzego V - królowej Wiktorii. Wiktorii zaś podarowano go w 1850 roku wraz z innymi klejnotami koronnymi zrabowanymi ze skarbca władcy Lahaur po tym, jak angielskie oddziały Kompanii Wschodnioindyjskiej wymusiły układ po klęsce powstania sipajów w Pendżabie.

Koh-i-noor nie jest największym znanym diamentem, lecz z racji niezwykłej historii jednym z najsłynniejszych kamieni szlachetnych na świecie. Co ciekawe, nadal podziwiać go można wśród innych drogocennych kamieni insygnium królewskiego na głowie Elżbiety II i nie zanosi się na to, że klejnot wróci do prawowitego właściciela.

Partenon

Czy słynne marmury powrócą kiedyś do prawowitego właściciela? (Fot. Getty Images)

Zabytkowe płyty pokrytego płaskorzeźbą fryzu o długości 75 m i 17 figur tympanonu wrosły w ekspozycję British Museum. Przedstawiają procesję ku czci bogini Ateny i walkę centaurów z ludźmi. W 1939 r. odarto figury z resztek starożytnej farby i po dziś dzień są one białe.

Za ich zawłaszczenie odpowiada ówczesny brytyjski ambasador w Konstantynopolu - Thomas Bruce, 7. lord Elgin.

Słynne marmury nim zostały wywiezione z Aten (wówczas części imperium osmańskiego) wydarto za pomocą łomów, pił i materiałów wybuchowych. Ostatecznie dwieście skrzyń z rzeźbami i ozdobami trafiło na statki, by po wielu przygodach dotrzeć do Londynu. Jeden z nich zatonął nawet u wybrzeży, ale bezcenny łup wyłowiono z wraku.

Dyplomatą być może kierowały zacne pobudki. Twierdził bowiem, że chciał ocalić zabytek, gdyż nikt nie troszczył się o świątynię na Akropolu, której powstanie datowane jest na lata 447–432 p.n.e.

Po prawdzie, gdy Cesarz Teodozjusz II zamienił ją w kościół chrześcijański, rozpoczął się okres niszczenia obrazoburczych, nagich rzeźb. Znacznie później, bo w 1458 roku świątynię przejęli Turcy, którzy przerobili ją na meczet, a przez jakiś czas znajdował się tam nawet magazyn prochu.

Ostatecznie wywieziono ponad połowę ocalałych z Partenonu rzeźb, fryz, metop (płyt umieszczanych we fryzie doryckim, często zdobionych reliefami) oraz kariatyd (podpór w kształcie rzeźby kobiecej) z Erechtejonu na Akropolu.

Kiedy w 1832 r. Grecja odzyskała niepodległość, wystąpiła do Londynu o zwrot bezcennych dzieł. Czeka na ich powrót do tej pory, a sprawa wydaje się nie do rozstrzygnięcia*. Ciekawostkę stanowi fakt, że wymagałby to decyzji brytyjskiego parlamentu, gdyż chronione są one tutejszym prawem!

I chociaż Bruce chciał ozdobić kopiami starożytnych greckich rzeźb nowobudowaną siedzibę w Szkocji, to ostatecznie sprzedał na pokrycie długów podstępnie wywiezione arcydzieła skarbowi państwa za 35 tys. - współczesny odpowiednik pół miliona funtów.

* Według sondażu instytutu Ipsos-Mori dla londyńskiego "Timesa", za zwrotem marmurów opowiada się aż 69 proc. Brytyjczyków, a 13 proc. jest przeciwko. W Wielkiej Brytanii działa nawet Stowarzyszenie na Rzecz Zjednoczenia Rzeźb Partenonu. 

Ciąg dalszy nastąpi...

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 5.42 / 42

Komentarze
  • OlO
    30 kwietnia, 15:03

    Złodziej, jak to złodziej - zawsze będzie mówił, że nie ukradł...!

Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 25.05.2020
GBP 5.046 złEUR 4.511 złUSD 4.143 złCHF 4.260 zł

Sport


Reklama