Nasza Polityka Prywatnosci oraz Cookies została zaktualizowana.

Wprowadziliśmy kilka istotnych zmian w naszej Polityce Prywatności i Plików Cookies i chcemy, abyś wiedział, co to oznacza dla Ciebie i Twoich danych

Menu

Wspólnota AA: Bezpieczeństwo, przyjaźń, nadzieja

Wspólnota AA: Bezpieczeństwo, przyjaźń, nadzieja
Wstyd, strach, poczucie winy - to uczucia, z którymi każdy alkoholik żyje na co dzień. I z którymi musi się zmierzyć, przekraczając próg wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Na drodze do życia.
Reklama

Andrzej: - Pierwszy polskojęzyczny mityng AA w Dublinie powstał w 2004, a rok później doszedł następny. W latach 2011-13 był następny boom, kiedy tworzyły się kolejne grupy. W szczytowym momencie było ich w całej Irlandii 18, a w Dublinie spotkania odbywały się codziennie. Obecnie w stolicy Irlandii działa 6 grup.

Przemek: - Część mityngów jest dla osób uzależnionych od alkoholu. Mają one charakter zamknięty, czyli wyłącznie dla uzależnionych. Są także spotkania otwarte, dla każdego zainteresowanego tym tematem. Wspólnota organizuje ponadto mityngi informacyjne dla profesjonalistów, czyli osób, które w swojej pracy mogą spotykać nałogowców.

Na spotkaniach bardzo dbamy o anonimowość, tak aby zapewnić poczucie bezpieczeństwa nowym uczestnikom, a także tym z dłuższym stażem. Nasza choroba jest naznaczona wstydem i pogardą ze strony społeczeństwa. Nie jest łatwo trafić na pierwszy mityng, pokonać własny strach i poczucie winy, dlatego dla bezpieczeństwa naszego i naszych rodzin staramy się, aby te spotkania były zamknięte.

Andrzej: - Nie każdy chce, aby na takim mityngu zobaczył go na przykład sąsiad, który przyszedł tylko dlatego, bo jest zainteresowany tematem. Dlatego, jeśli ktoś chce uniknąć takiej sytuacji, może po prostu nie uczestniczyć w mityngach otwartych.

Prowadzicie zatem jakiś rodzaj selekcji?

Przemek: - Nie, nic takiego nie ma miejsca. Nie pytamy, z czym ktoś przyszedł, jaki ma problem i czego oczekuje. Nawet nie pytamy, jak się nazywa. Przyjść na mityng może każdy, kto zadeklaruje taką chęć. Nie musi się odzywać, po prostu może usiąść i uczestniczyć w spotkaniu.

Dla mnie osobiście był to wielki szok, ponieważ tu pierwszy raz miałem do czynienia ze spotkaniami, na których nie ma listy obecności, nie trzeba się deklarować, że będzie się uczestniczyło określonej liczbie spotkań, a także nikt nie oczekuje pieniędzy. Trudno mi było w to na początku uwierzyć, byłem przekonany, że to jest jakaś sekta i na pewno będą coś ode mnie chcieli.

Andrzej: - Nieraz ludzie, którzy dzwonią, szukając pomocy, pytają kiedy i jak można się do nas zapisać, czy trzeba wpłacić jakieś pieniądze. Wiele osób nie wie, czym tak naprawdę są Anonimowi Alkoholicy.

Wiele osób także boi się, co może tam zastać, a raczej kogo...

Przemek: Rzeczywiście, w społeczeństwie panuje taka mylna opinia, którą i ja też podzielałem, że na mityngi przychodzą alkoholicy, którzy dopiero co wyszli z rynsztoka, obdarci, śmierdzący, bełkocący. Na miejscu bardzo się zdziwiłem, bo nic takiego nie miało miejsca.

Dlaczego poszedłeś do AA? Kiedy to było?

Przemek: - W 2011 roku poszedłem po pomoc, bo po prostu nie dawałem rady już więcej pić. Znalazłem się pod ścianą. Moja ówczesna partnerka wyrzuciła mnie praktycznie z domu, nie mogła już znieść moich zachowań. Jednak za wszelką cenę nie chciałem trafić do AA, właśnie przez ten przesąd. Usiadłem przed komputerem i zacząłem wpisywać różne frazy w wyszukiwarkę. Wyskakiwały mi informacje na temat mityngów, jednak uważałem, że tam są właśnie tacy alkoholicy z rynsztoka. W końcu znalazłem dublińskie Centrum Konsultacyjno-Terapeutyczne i zgłosiłem się na terapię. Tam zacząłem trzeźwieć. Nie udało mi się jednak uniknąć AA, ponieważ centrum wysłało mnie na mityngi, był to warunek uczestnictwa w terapii.

Andrzej: - Ja przyjechałem do Irlandii już z problemem. W Polsce nie piłem przez 6 lat, korzystałem z terapii, ale nie chodziłem na AA. Szczerze mówiąc, ta wspólnota, tak samo, jak koledze, źle mi się kojarzyła. Byłem raz na mityngu w Polsce. Ale jak zobaczyłem świeczkę i kapelusz, a na dodatek księdza - bo było to spotkanie otwarte - to uznałem, że to jakaś sekta. A ja wtedy byłem bardzo pokłócony ze swoim bogiem. Bardzo szybko wyszedłem z tego mityngu i więcej tam nie wróciłem. Po przyjeździe do Irlandii jednak zapiłem i też zgłosiłem się o pomoc do CKU, które potem wysłało mnie do AA.

Nie było mi łatwo, bo w Dublinie żyłem przez 1,5 roku na ulicy, byłem bezdomny. Jednak tak jak Przemek, w pewnym momencie poczułem, że nie mogę już dłużej pić. Alkohol od dawna nie dawał mi ulgi.

Czy jest jakieś zalecenie, ile razy powinno się uczestniczyć w takich mityngach, zanim się podejmie decyzję o przystąpieniu do wspólnoty AA?

Przemek: - Każdy przystępuje do wspólnoty na własne życzenie. Nie musi nawet mówić, że jest alkoholikiem. Nie jest powiedziane, ile razy i jak często ma przychodzić.

Mówicie, że na mityng może wejść każdy. Czy wpuszczane są także osoby pod wpływem alkoholu lub narkotyków? Czy istnieje warunek trzeźwości?

Andrzej: - Nie, nie ma niczego takiego, choć nie zawsze tak było. Ja za pierwszym razem poszedłem na mityng w Dublinie pod wpływem alkoholu, ponieważ bardzo się bałem i wstydziłem. Wtedy zostałem wyproszony. Dzisiaj jest inaczej i z tego, co wiem, na żadnym mityngu nie zrobiono by tego. Taka osoba może zostać. Na wstępie są czytane zasady i tam jest napisane, że jeżeli jesteś pod wpływem alkoholu, to prosimy, abyś został z nami, ale nie zabierał głosu. Staramy się nie dopuszczać takiej osoby do wypowiedzi. Zdarza się czasem, że ktoś taki wyrwie się i coś zaczyna mówić, ale wówczas staramy się ją uciszyć, a porozmawiać z nią po mityngu. Nie wyganiamy jednak takich osób.

Jakie były Wasze pierwsze doświadczenia z AA?

Przemek: - Ja byłem załamany. Teraz wiem, że jak poszedłem tam za pierwszym razem, to wcale nie chciałem przestać pić w pełnym znaczeniu. Miałem zamiar tylko pozałatwiać swoje sprawy. Dopiero ten krótki okres trzeźwości i mityngi, na których byłem, pokazały mi, że istnieje wyjście, że można coś zrobić. Za tym pierwszym razem nie udało mi się na dłużej zachować trzeźwości, dopiero stało się to za drugim razem, kiedy trafiłem do AA z prawdziwej chęci. Nie tylko z własnej nieprzymuszonej woli, ale także pragnienia walki z nałogiem. Mój ostatni ciąg był najkrótszy i trwał 3 miesiące. Powrót do AA zajął mi około pół roku.

Co Cię przyciągnęło z powrotem?

Przemek: - Przeszedłem rok terapii, jednak potem pojawił się problem, jak żyć na trzeźwo, jak radzić sobie bez alkoholu. Jak po prostu zacząć żyć. I tutaj pomogło mi AA, wypełniło tę pustkę. Mityngi pozwalają mi się rozwijać. Alkoholizm jest taką chorobą, do wychodzenia z której niezbędny jest nieustanny rozwój. To znalazłem właśnie na mityngach.

Andrzej: - Mnie przyciągnęła chęć zmiany. Jednak po tym mityngu, z którego zostałem wyproszony, w 2015 r, jeszcze około pół roku piłem. Później znowu trafiłem do CKU i zostałem wysłany na mityng. Terapeutka powiedziała mi, że są nowe spotkania, na którym ludzie pracują z programem 12 kroków i sponsorami. Nie wiedziałem wtedy, kim jest sponsor w AA, kojarzyło mi się to tylko z tym, że ktoś mnie zasponsoruje. I poszedłem tam, choć na pewno nie z taką myślą, że już nie będę pił. Po prostu chciałem odpocząć, bo już nie dawałem rady pić. Miałem lęki, myśli samobójcze...

Na pierwszym spotkaniu byłem bardzo wystraszony, mało z niego pamiętam. Ale potem chciałem wracać. Była tam taka ciepła atmosfera, ludzie podchodzili do mnie, rozmawiali. Po jednym ze spotkań ktoś dał mi Wielką Księgę. Jeszcze wtedy byłem bezdomny, więc uciekałem do parku St. Stephens Green, bo wstydziłem się to czytać przy kolegach. Na początku niewiele rozumiałem ani nie wierzyłem w to, co jest tam napisane. Z czasem jednak, chodząc na mityngi, przekonywałem się, że zmiany dzieją się naprawdę.

W AA znalazłem kolegów. Choć jeszcze obracałem się w starym środowisku, to już wiedziałem, że są osoby, którym na mnie zależy.

Jak przyszedłem do wspólnoty, to nie miałem kontaktu ze swoją rodziną, a miałem tu syna i partnerkę. Bardzo się wszystkiego bałem, na przykład iść na trzeźwo do urzędu, czy na rozprawę do sądu, szczególnie że z angielskim byłem na bakier. Wtedy koledzy z AA zaproponowali, że pójdą ze mną, to było coś niesamowitego.

Z czasem, jak pracowałem z programem, moje życie zaczęło się zmieniać i dziś mogę śmiało powiedzieć, że uratował on moje życie. Wszystko zmieniło się o 180 stopni. Ożeniłem się, mam córeczkę, odnowiłem kontakty z synem.

Przemek: - Dla osób, które szukają czegoś, czym mogą zapełnić pustkę, program 12 kroków nadzieją i szansą. Paradoksalnie, program jest tak stworzony, by odwrócić uwagę od siebie, a zająć się innymi, pomagać innym i żyć w miarę szczęśliwie. Teraz mam mnóstwo pasji, wspólnie z kolegami z grupy często organizujemy wędrówki po górach, zwiedzamy różne piękne i dzikie zakątki Irlandii.


Preambuła AA

Anonimowi Alkoholicy są wspólnotą mężczyzn i kobiet, którzy dzielą się nawzajem swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją, aby rozwiązać swój wspólny problem i innym pomagać w wyzdrowieniu z alkoholizmu. Jedynym warunkiem uczestnictwa jest chęć zaprzestania picia. Nie ma w AA żadnych składek ani opłat, jesteśmy samowystarczalni poprzez własne, dobrowolne datki. Wspólnota AA nie jest związana z żadną sektą, wyznaniem, partią organizacją lub instytucją; nie angażuje się w żadne publiczne polemiki; nie zajmuje stanowiska w jakichkolwiek sporach. Naszym najważniejszym celem jest pozostawać trzeźwym i pomagać innym alkoholikom w osiągnięciu trzeźwości.

Anonimowi Alkoholicy w Irlandii: www.aairlandia.com (tel. +353873301230)

 

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.89 / 9

Komentarze


Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.
Bądź pierwszy! Podziel sie opinią

Dodaj komentarz


Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 20.03.2019
GBP 4.995 złEUR 4.286 złUSD 3.777 złCHF 3.778 zł

Sport


Reklama