Menu

Polacy na emigracji "toną w kieliszku"?

Polacy na emigracji
Jak leczyć uzależnienie od alkoholizmu na emigracji?... (Fot. Getty Images)
Francois de La Rochefoucauld jest autorem powiedzenia "Więcej ludzi utonęło w kieliszku niż w morzu". Czy odnosi się ono także do Polaków, którzy wyemigrowali do Wielkiej Brytanii i jak można im pomóc, zapytaliśmy specjalistów, zajmujących się pomocą osobom z uzależnieniem alkoholowym.
Reklama

Dr med. Bohdan T. Woronowicz to specjalista psychiatra, specjalista i superwizor psychoterapii uzależnień oraz seksuolog. Utworzył i przez 35 lat kierował Ośrodkiem Terapii Uzależnień w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Obecnie kieruje Centrum Konsultacyjnym Akmed. Często zapraszany jest przez Polonię do krajów, które zostały wybrane przez naszych rodaków na swój drugi dom. Dr Woronowicz doradza polonijnym organizacjom jak pomagać osobom uzależnionym, edukuje terapeutów i wspiera Wspólnotę Anonimowych Alkoholików w kraju i poza granicami.

Jaka Pana zdaniem jest skala problemu alkoholowego wśród Polaków w Wielkiej Brytanii? Czy to jest tak, że emigrując uzależnieni od alkoholu zabierają to uzależnienie ze sobą?

Dr Bohdan T. Woronowicz: - Wyjdźmy od tego, kto wyjeżdża. Jeżeli człowiek dobrze sobie żyje w Polsce, to nie ma powodu ani chęci do wyjazdu, do emigracji. Są dwie kategorie tych, którzy wyjeżdżają: jedni to ci, którzy nie widzą odpowiednich możliwości rozwoju we własnym kraju i wyjeżdżają licząc na to, że za granicą będzie lepiej - i rzeczywiście się realizują.

Druga to ci, którzy „pogubili się” w Polsce i myślą, że odnajdą się gdzie indziej, że czeka tam na nich ktoś z otwartymi ramionami... Wielu spośród nich to osoby, które w Polsce wypadły z różnych środowisk, ze społeczeństwa - albo uciekają, bo mają coś na sumieniu. Oczywiście tutaj nie znajdują tego, czego szukają, bo problem tkwi w ich naturze, osobowości, braku wykształcenia itp.

Część tych ludzi miała już w kraju problem z uzależnieniami. Niektórzy z nich lądują tu na ulicy, a ich bezdomność jest jedną z konsekwencji ich uzależnienia. Siedzą tu i kombinują jak przeżyć, „załapać się” na zasiłki itp. Dlatego nie ma co się dziwić, że poza granicami kraju jest tak wiele osób z problemem uzależnienia od substancji psychoaktywnych.

Dr Woronowicz i Anna Jańczuk podczas wykładu na Ealingu w polskiej parafii w Windsor Hall, lipiec 2015 rok. (Fot. Arch. Poles In Need)

A kto się powinien nim zająć?

- Na rozwiązaniu tego problemu powinno najbardziej zależeć miejscowym władzom. Nie wystarczą bowiem kary czy zasiłki – bo ci ludzie potraktują to instrumentalnie. Natomiast nie zmienią nic w swoim życiu i będą dla innych wiecznym obciążeniem. Nawet jeśli wrócą do Polski, to nadal będą na marginesie, także w Polsce...

Te wszystkie formy wspierania ich prowadzone są w obcym dla nich języku. Ci ludzie nie wiedzą jak się poruszać i funkcjonować - i nie mają szans wyjścia z tego. Dlatego w moim odczuciu konieczne jest stworzenie specjalnego serwisu w języku polskim, który zabezpieczyłby potrzeby tych ludzi, pomógłby im jakoś stanąć na nogi i zrozumieć, co się z nimi dzieje. Gdyby pieniądze z tzw. socjalu przekierować na udzielanie mądrej, profesjonalnej i sensownej pomocy prowadzącej do osobistej zmiany, dzięki której przestaliby pić, brać narkotyki czy grać hazardowo, to duża część tych osób stałaby się produktywna.

Współpracuje Pan z polonijnymi organizacjami pomagającymi osobom uzależnionym w innych krajach. Jak tam pomaga się alkoholikom?

- W Norwegii Polacy mogą na przykład leczyć się ale przez tłumacza. Państwo niby jest w porządku, bo daje szansę ale przecież to nie jest żadna terapia. Żeby terapia była skuteczna, musi być prowadzona w ojczystym języku. Przecież tu nie tylko o rozumienie słów chodzi...

Od ponad10 lat współpracuję z Polakami w Dublinie, odwiedzam, szkolę, superwizuję. Z piwnicy użyczonej przez księdza w kościele zostali przygarnięci przez miejscową organizację, która zajmuje się uzależnieniami i która na soboty i niedziele udostępnia im swoich pomieszczeń. Polacy zaczęli przychodzić, nabierać zaufania, przyprowadzać na spotkania AA znajomych i w tej chwili działa to fantastycznie. Teraz przychodzą tam po pomoc nie tylko osoby uzależnione i współuzależnione.

Osoby pracujące w tym polskojęzycznym ośrodku początkowo robiły to charytatywnie, w swoim prywatnym wolnym czasie. Na życie zarabiały gdzieindziej. Teraz pracując w tej organizacji etatowo, za pieniądze miejskie czy rządowe, mogą lepiej pomagać i bardziej koncentrować się na pomaganiu rodakom. To jedyne sensowne wyjście, aby tego rodzaju działalność przynosiła rezultaty.

Dziwi mnie nieco, choć nie znam dobrze tutejszego systemu, że w Londynie czy w ogóle w Wielkiej Brytanii, gdzie żyje dzisiaj ponad milion Polaków, nie ma takiej placówki prowadzonej przez Polaków i w polskim języku, wspieranej i finansowanej przez rząd czy dane miasto. To w pewnym momencie by zaprocentowało. Strategiczne myślenie wskazuje, że przecież jak ci ludzie stanęliby na własnych nogach, zaczęliby później płacić podatki! Oddaliby to co w nich zainwestowano. Proste?

Ważne jest też, aby wielu ludzi udzielających pomocy miało odpowiednie uprawnienia i kwalifikacje, które są niezbędne. Dyplom psychologa z Polski to nie wszystko. Trzeba znać też dobrze specyfikę pomocy osobom uzależnionym, aby im nie zaszkodzić. Trzeba też mieć miejscowe uprawnienia do pomagania ludziom czy do ich leczenia. Dlatego widzę przyszłość i potencjał w dyrektorce londyńskiego Centrum Pomocy Rodzinie Familia - Ani Jańczuk, która znana jest w środowisku polonijnym ze swojego zaangażowania w pomaganie Polakom i na pewno byłaby w stanie tym się zająć. Ja z kolei mogę zadeklarować, że bardzo chętnie będę ją wspierał w tych działaniach. Mam teraz więcej czasu, bo w Dublinie już nie jestem tak potrzebny, bo sami sobie świetnie radzą.

Zdjęcie grupowe z konferencji ze specjalistami, czerwiec 2018 r., Ognisko Polskie w Londynie. (Fot. Arch. Poles In Need)

Pani Anno, co Pani na to? Czy działania nakierowane na pomoc osobom uzależnionym leżą w zakresie działań prowadzonej przez Pani organizacji?

Anna Jańczuk, dyrektor londyńskiego Centrum Pomocy Rodzinie Familia: - Jak najbardziej. Mamy za sobą już przeprowadzenie poważnego projektu związanego z uzależnieniem od narkotyków i alkoholu „Sober Minds” (Trzeźwe Umysły), finansowanego ze źródeł brytyjskich. Był to 7-miesięczny projekt mający na celu podniesienie świadomości na temat uzależnień, przede wszystkim tego, że jest to choroba, która także zaraża najbliższe otoczenie – rodzinę, znajomych, współlokatorów itp. Ważne jest, żeby wiedzieć, jak zdrowo takiej osobie pomagać. W tym projekcie wziął udział także Doktor Woronowicz, dzieląc się swoim doświadczeniem podczas konferencji z profesjonalistami oraz wykładach w polskich parafiach (Ealing, Enfield).

Na naszym kanale youtube można obejrzeć nagranie wykładu:

Z naszych obserwacji wynika, że osoby, które najbardziej cierpią i których dotyczy ten problem, doświadczają wstydu i lęku, który powoduje, że nie przyznają się oni do problemu i nie korzystają z oferowanej pomocy. Dlatego staramy się do nich trafić innymi drogami, głównie przez media społecznościowe – głównie Facebook oraz portale polonijne, jak np. Londynek.net.

Chcemy trafić też do takich osób, które mają kontakt z osobami potrzebującymi, włączając w to całe rodziny. Bardzo ważne jest, aby kadra szkół sobotnich, pracownicy polskich parafii, czy ośrodków polonijnych była odpowiednio przeszkolona i poinformowana w jaki sposób pomagać osobom dotkniętym różnymi uzależnieniami. Chciałabym także dodać, że bardzo niepokoi nas problem uzależnienia od gier, internetu, czy różnych aplikacji dostępnych poprzez smartfony. Ten problem dotyczy nie tylko młodzieży, ale coraz młodszych dzieci. Wydaje mi się, że niewielu rodziców ma tego świadomość, a widok dwulatka z telefonem w ręku jest coraz bardziej powszechny.

Istnieje wciąż wiele mitów i stereotypów na temat alkoholizmu. Tymczasem w dobie internetu informacja jest przecież na wyciągnięcie ręki – skąd więc ta niewiedza?

- Jeżeli ktoś nie doświadczy jakichś negatywnych przeżyć z powodu picia swojego czy najbliższych, to nie będzie myślal, że ma problem. Tymczasem są różne symptomy tych problemów: picie po kryjomu , używanie alkoholu w celu zrelaksowania się, „odstresowania”, czy sposobu na odcięcie się od trudnych emocji i problemów. Dodatkowo przyjęło się, że alkohol jest stałą częścią imprez okolicznościowych. Słyszymy od naszych klientów, że przecież „wszyscy piją i nie ma w tym nic złego”, albo że piwo to nie alkohol, tylko „napój chłodzący”. A przecież na etykiecie jest zawsze określona zawartość alkoholu.

Coraz bardziej martwi nas to, że zauważamy wzrost liczby kobiet uzależnionych od alkoholu. Niektóre z nich właśnie z tego powodu tracą opiekę nad swoimi dziećmi. Dlatego w zachodnim Londynie (w budynku domu parafialnego w dzielnicy Ealing) powstał polski mityng AA, tylko dla kobiet. Ze zgłoszeń do Centrum Familia wynika, że większość kobiet uzależnionych od alkoholu lub narkotyków doświadczyło w przeszłości przemocy domowej lub molestowania. Dlatego bardzo ważne jest, aby korzystać z pomocy, zamiast szukać zapomnienia w alkoholu, czy środkach zmieniających świadomość.

Wykłady na temat uzależnień i sposobów radzenia sobie z nimi są bardzo ważne szczególne dla polonijnej społeczności. (Fot. Arch. Poles In Need)

Czy brytyjskie organizacje rzeczywiście nie pomagają uzależnionym Polakom?

- Osobiście nie zgodziłabym się z tym stwierdzeniem. Wiele instytucji brytyjskich zatrudnia polskich specjalistów, bo często główną przeszkodą jest brak znajomości języka angielskiego oraz różnic kulturowych i mentalności. Oczywiście jest problem związany z coraz bardziej ograniczonym budżetem finansowym wielu instytucji rządowych w Wielkiej Brytanii. Zdarzają się czasem przypadki dyskryminacji, staramy się wtedy interweniować.

Brytyjskim organizacjom charytatywnym czasem trudno jest oferować pomoc, gdyż nie mogą pokryć kosztu polskich tłumaczy. Dlatego tak ważne jest wspieranie organizacji oferujących pomoc skierowaną do polskiej społeczności. Nasze Centrum Familia jest wspierane przez Ambasadę RP w Londynie oraz sieć sklepów Delikatesy Mleczko. Nie bylibyśmy w stanie pomagać bez tych środków.

A czy są plany powstania centrum polskiego, które będzie pomagało Polakom?

- Jak najbardziej. Mogę się podzielić dobrą wiadomością, że nasza organizacja Poles in Need rozpoczęła prace nad stworzeniem polskiego Centrum Edukacji i Terapii. Mamy już zespół polskich terapeutów, którzy posiadają doświadczenie pracy w brytyjskiej służbie zdrowia i tutejszych szkołach psychoterapii. Ogromnie cieszymy się z tej współpracy. Pomagamy także terapeutom wykształconym w Polsce, uzupełniając ich wiedzę związaną z systemem brytyjskim.

Doktor Bohdan Woronowicz stale nas wspiera swoim doświadczeniem i udziela wsparcia w zakresie pracy klinicznej. Dodatkowo pracujemy nad stworzeniem portalu informacyjnego POL Anglia związanego z dostępną pomocą oraz prawami osób mieszkających w Wielkiej Brytanii. Będziemy na nim publikować wywiady ze specjalistami i osobami, które skorzystały z pomocy. Bardzo wazne jest, aby obalać mity związane z korzystaniem z pomocy. Chcemy podnosić świadomość i docierać z pomocą do wielu osbób, które cierpią w samotności.

Mamy nadzieję, że nasze nowe projekty, pomoc terapeutyczna oraz portal POL Anglia zostaną uruchomione już na początku nowego roku 2020.

Dziękuję Państwu za rozmowę.

Więcej informacji:

Centrum AKMED

http://www.akmedcentrum.eu/uzaleznienia/alkohol/

Poles in Need

https://pincic.org/pl/contact/

https://www.facebook.com/PolesInNeed/

https://www.facebook.com/centrumfamilia/

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.45 / 11

 

Komentarze


  • Przemek
    26 września, 09:22

    Co za bzdury, podzielil emigrantow na 2 grupy nieudacznikow. A co z lekarzami, ratownikami medycznymi, pielegniarkami, Informatykami (sam do nich naleze). Sorry ale wole 3-4 tys funtow na reke niz polskie gowno warte 3-4 tys zl.

  • Marcin
    26 września, 23:37

    Operatorzy i programisci CNC zarabiaja £30-50K rocznie (zalezy od regioniu) i tez raczej nie czuja sie nieudacznikami :)

  • Fadel
    27 września, 09:31

    Te cuda z zamianą wody w wino nic dobrego ludzkości nie przyniosły.

  • Przemek
    27 września, 13:43

    NIe chcialem nikgo obrazic, oczywiscie ze jest wieeele wiecej lepiej platnych zawodow i masa polskich specjalistow w UK, ktorzy po prostu chca sie rozwijac i zyc na poziomie, lub tylko zyc na poziomie i nie ogladac wiecznie zazdrosnych polskich mord na ulicy... bo ten ma to na pewno kradnie...

  • Anty
    29 września, 08:59

    Haha... Angielskie grupy AAA polegaja na rejestrowaniu sie delikwentow I mowieniu ze picie w malej ilosci to OK bo tak to nie mozna przerwac. To jest paranoja. Z rejestracji takie agencje pobieraja kase od government I bizness sie kreci. Dziwie sie ze nikt nie sprawdza tych placowek bo to idzie z tax ludzi pracujacych. Alkoholik wcale nie ma Ani psychologa Ani nic. Terminy nieziemskie.

  • Jerzy Joniec
    29 września, 17:19

    Jeden z ciekawszych i bardzo na czasie artykułów. Wielu Polaków w UK pije z powodu samotności, niespełnienia oraz po to, aby przez chwilę ich życie na wyspach wydawało się ciekawsze. Wielu z nich z tego samego powodu piło już w Polsce.Mnie w Londynie mniej razili pijani rodacy w piątkowy wieczór, czy w sobotę, bo wtedy także wielu Brytyjczyków ostro baluje. Bardziej wstydliwy był widok naszych rodaków w niedzielne przedpołudnia, kiedy to młodzi ludzie o zszarzałych twarzach, w bluzach z kapturem, często w białych adidasach, targali reklamówki z piwami, albo nawet w pewnych rejonach miasta - pili po prostu piwo, siedząc na murkach. Nie dało się pomylić narodowości, bo ich głośne rozmowy jednoznacznie identyfikowały nasz kraj. Oni dalej będą pili, a w klubach AA na pewno nigdy ich nikt nie zobaczy. Pomóc można bowiem tylko tym, którzy sami chcą zmienić swoje życie, a oni raczej tego nie chcą. Jako naród słyniemy z pijaństwa i chociaż inne narody także dużo (lub więcej od Polaków) piją, to my szybko nie zmienimy negatywnej opinii o naszej nacji, bo ciągle pojedyncze osoby będą ją potwierdzały, zwłaszcza kiedy poziom ich frustracji będzie wzrastał.

Dodaj komentarz


Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 18.10.2019
GBP 4.967 złEUR 4.284 złUSD 3.850 złCHF 3.897 zł

Sport


Reklama