Menu

Podróż za milion zdjęć: Uroki Tajlandii

Podróż za milion zdjęć: Uroki Tajlandii
Gdyby mi w życiu nie wyszło, to zawsze będę mógł rozstawić panel słoneczny w górach niedaleko wodospadu, posadzić trochę drzew owocowych i warzyw, hodować kury i wieść spokojne życie...
Tajlandia to nie tylko rajskie wyspy, na których więcej jest turystów niż ziarenek piasku. Zapraszam Was do uroczych miejsc, których nie znajdziecie nawet w ofertach biur podróży.
Reklama

3 miesiące pracy w Londynie, 7 miesięcy podróży za jedną wypłatę - wszystko jest możliwe! Historia Tomasza Dworczyka ma na celu inspirowanie innych do... wzięcia wyjątkowego urlopu!

Opowieść rozpoczyna się dwa lata temu, jeszcze w Polsce. Zmęczony ciężką pracą w korporacjach, zbierając pieniądze na wymarzony urlop poczuł, że coś w nim pękło. Ile byś nie pracował i ile byś nie zarabiał, to i tak pieniądze rozchodziły się gdzieś - a to rachunki, a to dojazdy czy podatki... Starczało ledwo na wypad za miasto. Kiedy zapytał szefa o urlop i usłyszał, że w tym terminie nie może nigdzie pojechać, miarka się przebrała - i tak zaczęła się przygoda, a właściwie urlop życia pochodzącego z Koluszek Tomasza Dworczyka. Zobacz, jak to się zaczęło...

Większość turystów odwiedzających miasto Chang Mai na północy kraju przy okazji zwiedzi kilka świątyń, zaliczy kilka imprez, po czym uda się na plażę. Niewielu zapuszcza się do parków narodowych, gdzie poza świętym spokojem czeka na nich ponad 400 kilometrów kwadratowych natury!

W zamian za kawę gospodarze chcieli tylko zdjęcie z "białasami". Dzieci same chętnie garnęły się do fotografowania.

Skatalogowano tam ponad 500 gatunków ptaków śpiewających w tym kilka, które występują wyłącznie w tym miejscu na świecie. Obszar ten stanowi doskonałą odskocznię od życia w Hanoi i pozwala na regenerację dla duszy i płuc...

Na najwyższą górę w Tajlandii dotarliśmy wraz z Pauliną motorem. Na wysokości 2 565 metrów nad poziomem morza podziwialiśmy zachód słońca. Potem zrobiło się tak zimno, że konieczna była ewakuacja, bo groziła nam hipotermia. Serio!

Czekało nas 40 minut jazdy na hamulcu. W całkowitych ciemnościach po pokonaniu kilometrów serpentyn drogi, dotarliśmy do campingu. Jednak zamiast schroniska zastaliśmy dom, którego gospodyni była rdzenną mieszkanką tajskich gór. Zaprosiła nas do jednej z bambusowych chat i zostawiła w spokoju do rana.

Rozgościliśmy się i wtedy dotało do nas jak cudnie nas życie potraktowało. Pokój z widokiem na całe pasmo górskie. Z łóżka!

Na znacznej powierzchni kontynentu azjatyckiego ludzie żyją tak, jak im się żywnie podoba.

Rano śniadanie zaserwowane do owego łóżka. I to czym chata bogata. Zjechała się też rodzina gospodyni zaciekawiona naszą obecnością. Okazało się, że właścicielka rozkręca w tym miejscu hostel, a jej oferta nawet jest już na portalu Booking! W podzięce za gościnę zaproponowałem więc zrobienie zdjęć reklamowych. A ponieważ odmówiła zapłaty za kwaterunek, obfotografowaliśmy każdy zakamarek posesji.

Jeśli więc kiedyś traficie w tajskie góry, polecam to właśnie miejsce. Zabierając własny namiot lub hamak zapłacicie tylko za śniadanie.

Wyobraźcie sobie, że ci ludzie są samowystarczalni. Mają 6 paneli słonecznych i akumulator. Ponoć kosztowało to, w przeliczeniu, około 2 500 złotówek. I to nie jeden panel, ale wszystkie plus robocizna.
Mają też możliwość przechowywania nadmiaru energii. Wodę ciepłą też mają. Dostarczana jest rurociągiem prosto z wodospadu, a ogrzewana pompą napędzaną przez słońce. A wokół domu owoce i warzywa rosną sobie "beztrosko".

To mi się najbardziej podoba, że na tym kontynencie każdy żyje tak, jak mu się żywnie podoba.

Opuściliśmy gościnne miejsce. Kolejne, do jakiego trafiliśmy, stanowił w miarę płaski teren. Wkrótce też na horyzoncie pojawiły się domy, gospodarstwa rolne, pola ryżowe i "wyprowadzające się" na spacer woły, które bez żadnego nadzoru, z uwieszonymi dzwoneczkami, przechadzały się od pola do pola. A potem same wracały do domu.

W parkach narodowych Tajlandii dostępnych jest ponad 400 kilometrów kwadratowych natury.

Po minięciu dwóch kolejnych wodospadów rozpoczęliśmy poszukiwanie miejsca na nocleg. Odwiedziliśmy kilka domów pytając o pozwolenie. Mieszkańcy zapraszali nas z uśmiechem i częstowali wodą. A kiedy chcieliśmy płacić za kawę - odmawiali. W zamian chcieli tylko zdjęcie z "białasami" i za to jeszcze na drogę dostawaliśmy "małą czarną".

Stamtąd udaliśmy się na jedno ze zboczy usytuowane najdalej na zachód. Na wzgórzu stał dom, z którego zapowiadał się świetny punkt widokowy. Na nasze wołania nikt nie odpowiadał. Wywęszył nas dopiero pies. Biegł i szczekał, ale że Paulina szaleje za czworonogami to i temu nie przepuściła. Z agresywnego kundla zmienił się w potulnego psiaka. Wytarmosiła go we wszystkie strony i jeszcze wręczyła zabawkę: "masz tu nasze klapki i pobaw się".

Dokonaliśmy włamania. Weszliśmy sobie beztrosko na balkon. Kulturalnie. Bez butów, żeby nie nabrudzić. I tak zabrał je pies.

Cudowne widoki...

Zachód słońca był "kozacki". Aż zdjęcia robiły się same. Psina tymczasem nadgryzała nasze obuwie, więc boso ruszyłem w pole. Nagle nadepnąłem na węża! Podskoczyłem w górę, a wąż ani drgnął... Okazało się, że to tylko skóra, której właściciel dawno temu uciekł.

Dało mi to jednak do myślenia. Uświadomiło mi bowiem, że przecież nie byliśmy na Słotwinach za Koluszkami, tylko na terenie Parku Narodowego w Tajlandii.

Pomyślałem też, że gdyby mi w życiu nie wyszło, to zawsze będę mógł rozstawić panel słoneczny w górach niedaleko wodospadu, posadzić trochę drzew owocowych i warzyw, hodować kury i wieść spokojne życie...

Londynek.net objął patronat nad projektem.

Podróżnicze opowieści Tomasza można śledzić na Instagramie w codziennym INSTA STORY @travel4million oraz na Facebooku: Podróż Za Milion Zdjęć.

Zdjęcia: FB/Tomasz Dworczyk/ Podróż za milion zdjęć

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.94 / 14

Czytaj więcej:

Podróż za milion zdjęć: Rewolucja w Libanie i propozycja małżeństwa

Podróż za milion zdjęć: Deskorolka łagodzi obyczaje

Podróż za milion zdjęć: Szariat, czyli pięć filarów islamu

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.
Bądź pierwszy! Podziel sie opinią
Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 03.04.2020
GBP 5.216 złEUR 4.579 złUSD 4.240 złCHF 4.340 zł

Sport


Reklama