Nasza Polityka Prywatnosci oraz Cookies została zaktualizowana.

Wprowadziliśmy kilka istotnych zmian w naszej Polityce Prywatności i Plików Cookies i chcemy, abyś wiedział, co to oznacza dla Ciebie i Twoich danych

Menu

"Emigrantka", czyli matka Polka twardzielka

Agata Bizuk mówi, że pisarką zacznie siebie nazywać dopiero po wydaniu 5. książki. (Fot. archiwum A. Bizuk)
Agata Bizuk wydała właśnie swoją trzecią książkę. "Emigrantka" to słodko-gorzka opowieść o tym, jak ciężko żyje się z dala od kraju. Z daleka od znajomych miejsc i najbliższych ludzi... Z autorką rozmawiają Aneta Kubas (Londynek.net) i Kasia Forest (HelloIrlandia).
Reklama

Co Cię zainspirowało do napisania tej książki i jak przebiegał proces jej powstawania?

- Inspiracją były dziewczyny, które poznałam na facebookowym forum Polskie Mamy w Dublinie. Książka nie jest o polskich mamach, ale na forum działo się tyle fajnych rzeczy i dziewczyny są tak fantastyczne, że pomyślałam, iż warto napisać o tym, jak wygląda emigracja z naszej strony.

Każdy, kto jest w Polsce, myśli sobie, że my tutaj mamy nie wiadomo co, że nam się tu tak wspaniale żyje. Fakt, że przyjechaliśmy tu po lepsze życie, ale w praktyce nie zawsze jest ono takie słodkie i kolorowe, jak mogłoby się wydawać. Tylko ten, kto nie wyjechał z Polski, kto nie mieszkał na obczyźnie przez dłuższy czas, nie zrozumie do końca, co my tu przeżywamy i jak to jest tak na co dzień.

Postaci we wszystkich moich książkach - i też w tej - żyją sobie własnym życiem. Ich losy rozwijają się na bieżąco. Wiem, że wielu autorów tak mówi, ale tak rzeczywiście jest – tylko opisuję tych bohaterów, a tak naprawdę oni sobie gdzieś tam żyją między sobą, rozmawiają, tworzą relacje i ja nie mam na to za dużego wpływu. Po prostu historia sama się toczy.

Część tych osób ma swoje pierwowzory w rzeczywistości... Na przykład Krzysia i kto jeszcze?

- Tak, Krzysię poznałam na placu zabaw. To była zabawna historia. Krzysia jest piękną kobietą i kiedy się spotkałyśmy (umówiłyśmy się przez forum), tak naprawdę miałam ochotę uciec. Byłam w rozciągniętych dresach, a ona w legginsach wyglądała jak milion dolarów. Przypadłyśmy sobie do gustu. Okazało się, że moja nowa znajoma jest bardzo mądrą, elokwentną i po prostu świetną dziewczyną. Postanowiłam umieścić ją w książce, bo idealnie wpasowała mi się w ten obraz mamy na emigracji. Poza tym znalazła się na okładce, więc sami możecie zobaczyć, o czym mówię.

Każda z postaci ma jakąś cząstkę realnych osób. Pisząc książki, dużo obserwuję, patrzę na ludzi, podglądam ich, czasami słucham, o czym mówią. Czasami dopytuję, o czym myślą. Z tego tak naprawdę tworzę postacie.

Macierzyństwo na emigracji jest bardzo specyficzne, o czym można przeczytać w Twojej książce. Powiedz, jaka jest ta matka emigrantka, na jaki obraz jednej postaci składają się różne użytkowniczki forum?

- Mama na emigracji jest po prostu twardzielką. My tutaj na emigracji jesteśmy same, w większości nie mamy zaplecza w postaci babć i ciotek, które mogłyby nam pomóc w tym codziennym życiu. To, jak wychowamy nasze dzieci, to jest tylko i wyłącznie naszą zasługą. Babcia przyjeżdża raz albo dwa razy do roku i dlatego jesteśmy zdane same na siebie, na naszych mężów, partnerów. Często wyjście do kina czy restauracji bez dzieci jest niesamowitym wyczynem, bo zwyczajnie nie ma z kim zostawić dzieci. Oczywiście, można wynająć opiekunkę, ale jeśli mama jest zmuszona zrezygnować z pracy, to rodziny nie stać na zapłacenie komuś.

"Emigrantka" miała premierę 29 sierpnia.

Do kogo skierowana jest ta książka?

- Mam nadzieję, że z jednej strony dziewczyny, które są tutaj, na emigracji, odnajdą w niej kawałek siebie. Chodziło mi o to, żeby pokazać światu, jak tutaj jest, że pieniądze nie leżą tu na ulicy, że my też mamy swoje troski i kłopoty, że bywamy samotne i zdane na siebie i często łaskę obcych ludzi.

A z drugiej strony jest to swego rodzaju mój hołd dla tych wszystkich dziewczyn. Bo tak naprawdę bycie mamą na emigracji - nie ważne w jakim kraju - jest wielkim wyczynem. Dla mnie one wszystkie są po prostu bohaterkami.

Mówisz o tym, że matki na emigracji nie mają wsparcia własnych mam, teściowych - na co mogą przeważnie liczyć kobiety w kraju. Dla wielu właśnie takie fora stają się oparciem w tych najtrudniejszych chwilach, zastępują trochę najbliższych... Tak jest też w przypadku Tosi.

- Chcę zaznaczyć, że książka nie jest o konkretnym forum, jest to fikcja, ale rzeczywiście jak trafiłam na Polskie Mamy w Dublinie, to było szaleństwo. Jest tam bardzo dużo dziewczyn, z których każda wie coś, każda umie w czymś pomóc i chociaż na co dzień wiadomo - każdy żyje swoim życiem, to kiedy przychodziły takie momenty krytyczne, to one stały za sobą murem. Zawsze można było na nie liczyć.

Która postać jest twoją ulubioną w “Emigrantce”?

- Oczywiście Krzysia. Jest ona osobą bardzo silną, twardą i strasznie przebojową – tak jak jej odpowiednik w życiu. Zawsze potrafi postawić Tośkę do pionu. Ja w ogóle lubię silne osoby i cenię sobie właśnie takie charaktery. Dlatego Krzysia bardzo mi przypadła do gustu.

Wiele autorek zaczęło pisać swoje książki po urodzeniu dziecka, tak też było i w Twoim przypadku. To jest już twoja trzecia pozycja. Zastanawia mnie, dlaczego właśnie teraz podjęłaś ten odmienny od poprzednich temat, właśnie związany z macierzyństwem.

- To miała być książka głównie o emigracji, ten wątek wychowywania dziecka wyszedł gdzieś przy okazji. W Irlandii mieszkam już ponad 12 lat i im dłużej tutaj jestem, tym tak naprawdę bardziej tęsknię, bo gdzieś tam za morzem zostały moje wspomnienia, gdzieś tam – jak sobie wyobrażam - mogłoby być inaczej. Z drugiej strony jednak z tyłu głowy mam świadomość, że już tam nie wrócę. Dlatego myślę, że to był odpowiedni czas na tę książkę.

A samo doświadczenie emigracyjne – Ty jako kobieta czego się nauczyłaś, co Ci dała emigracja?

- Nauczyłam się tego, żeby liczyć na siebie i że całe życie muszę się uczyć. Że nie wystarczy przyjechać i powiedzieć sobie, że będę pracować na przykład w biurze. To tak nie działa. Przyjazd tutaj to było bardzo twarde zderzenie z rzeczywistością. Każdy, kto przyjeżdża i myśli, jaki to jest wspaniały, wykształcony i doświadczony, tutaj musi zaczynać wszystko od zera. Dużo mnie kosztowało dotarcie do momentu, w którym jestem teraz. Wymagało mnóstwo samozaparcia, siły i przede wszystkim nauki. Teraz jednak jestem silniejsza i wiem, że aby coś osiągnąć, muszę bardzo ciężko pracować.

Już za kilka miesięcy planowana jest premiera kolejnej, czwartej już Twojej książki. Uchylisz nam rąbka tajemnicy?

- Książka będzie miałą tytuł “Nic za darmo”. Wiąże się z nią dość śmieszna historia, bo za każdym razem, kiedy ktoś pyta mnie, jaki będzie tytuł następnej książki i odpowiadam “Nic za darmo”, to każdy odpowiada: “No oczywiście, że nic za darmo, ale powiedz!” (śmiech).

To będzie zupełnie coś innego, od tego, co do tej pory pisałam. Będzie o tym, że właśnie w życiu nie ma nic za darmo, zawsze jest coś za coś. Że każda decyzja ma swoje konsekwencje i nawet jeśli moglibyśmy cokolwiek zmienić, cofnąć się nawet o kilka dni, czy lat, to nie wiadomo, czy ta zmiana decyzji wyszłaby nam na dobre. Mam nadzieję, że książka się spodoba, bo tak, jak mówię, jest trochę inna, niż wszystko, co do tej pory pisałam.

Jakie są Twoje osobiste inspiracje, co lubisz czytać do poduszki?

- Jestem miłośniczką krwi i flaków. Czytam głównie kryminały. Od jakiegoś czasu uwielbiam polskich autorów, którzy są bardzo niedoceniani i spychani na margines. Uważam, że piszą świetnie; używają słów, które my rozumiemy. Zupełnie inaczej odbiera się przekład niż rodzime pisanie, w ojczystym języku - dlatego stawiam na polskich autorów. Ostatnio uwielbiam pana Chmielarza, oczywiście Mroza, Bondę, Miłoszewskiego.

Nie gardzę innymi gatunkami - ostatnio przeczytałam fajną książkę dziewczyny, która też mieszka na emigracji, w Anglii, pt. “Nietypowa matka Polka”. Jest to jej debiut. Przez ostatnie trzy dni w autobusie po prostu płakałam ze śmiechu. Pisze po prostu świetnie. Polecam wszystkim. Lubię też literaturę obyczajową i swego czasu czytałam jej dużo, ale miłość do krwi i flaków zwycięża zawsze (śmiech).

Premiera “Emigrantki” odbyła się 29 sierpnia. Powiedz, gdzie można ją kupić?

- W Polsce jest już dostępna wszędzie. W Irlandii można ją zamówić za moim pośrednictwem, a także na spotkaniu autorskim w Polskiej Bibliotece “Biblary” w Dublinie oraz podczas Ladies Night, 20 września, w dublińskiej In-Spire Gallery.

"Emigrantka" to historia pary młodych ludzi, którzy zaraz po studiach wyjeżdżają do Irlandii w poszukiwaniu perspektyw i lepszego życia. Oczywiście, jak większość z nas, wyjeżdżają tylko na chwilę. Jak się okazuje, irlandzka rzeczywistość zupełnie nie pokrywa się z ich wyobrażeniami, zwłaszcza, że nadchodzi największy kryzys ekonomiczny w Europie. Tośka i Kostek walczą o pracę i godne życie, jednocześnie próbując nie zgubić po drodze własnej tożsamości i nie zapomnieć, kim są i skąd pochodzą.

To typowa opowieść o niejednym z nas, a przez to dość uniwersalna. To historia o Irlandii, ale uczucia emigracyjne są przecież wszędzie takie same. (Empik.com)

Patronat nad wydawnictwem objął portal Londynek.net.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.28 / 11

Komentarze


  • Sowa
    14 września, 11:54

    Gratuluję autorce, takie książki są bardzo potrzebne. Za 2 tyg. będę w Kraju i na pewno ją kupię. Pozdrawiam serdecznie Rodaków/Polaków ;-))) gdziekolwiek mieszkają ;-)))

  • Denis
    16 września, 12:16

    Wy całe życie macie CIĘŻKO,
    na emigracji - ciężko, w polsce - ciężko, mąż polak - ciężko, mąż angol - ciężko, samotna matka - ciężko, faceci się nie oglądają za wami - ciężko, faceci latają za wami - ciężko, siatki z zakupami za ciężkie - ciężko, szwowinistyczny komentarz - ciężko, miesiączka - ciężko, brak okresu - ciężko.... ITD, ITD ....

Dodaj komentarz


Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 16.11.2018
GBP 4.847 złEUR 4.295 złUSD 3.788 złCHF 3.761 zł

Sport


Reklama