Cookie Consent by Privacy Policies Generator website
Menu

Co zdradza prawdziwą klasę Anglików?

Co zdradza prawdziwą klasę Anglików?
Podział brytyjskiego społeczeństwa na klasy istniał, istnieje i możliwe, że zawsze będzie istnieć. (Fot. Daniel Leal/AFP /Getty Images)
Rasa psa, właściwy dobór słów i nawyki zakupowe w M&S - to tylko niektóre subtelne wyznaczniki przynależności klasowej w Anglii. Zidentyfikował je niemiecki prawnik i autor Detlev Piltz, który zakochał się w tym kraju podczas pobytu u rodziny byłej premier Theresy May.
Reklama
Reklama

"Pierwszy raz przyjechałem do Anglii latem 1961 roku. Miałem wtedy 16 lat. Trafiłem pod skrzydła tradycyjnej, konserwatywnej rodziny - pastora Huberta Brasiera i jego żony Zaidee. Ich córka, wówczas ok. 5-letnia dziewczynka, nazywała się Theresa. Później została premierem" - wspomina Piltz w swojej książce "England: A class of its own".

"Cztery tygodnie, które spędziłem w ich domu w hrabstwie Oxfordshire, wzbogaciły moje życie. Nie tylko poprawiłem swój angielski. Rodzina zabierała mnie na zakupy, pikniki, wyścigi samochodowe na Silverstone, a także na Uniwersytet Oksfordzki, gdzie pastor opowiadał o swoich uczelniach" - wylicza.

Pewnej niedzieli Brasierowie gościli u siebie biskupa. Przed jego wizytą gospodarze udzielili młodemu Niemcowi lekcji dobrych manier. Jedną z nich była zasada picia dwóch filiżanek herbaty. Nie wypadało wypić jednej, "bo to za mało". Z kolei trzy uznawano za zbyt wiele.

Piltz opowiada: "Kiedy herbata pojawiła się na stole, stwierdziłem, że jest bardzo słaba. W ogóle mi nie smakowała. Kiedy gość wyszedł, zapytałem o jej dziwny smak. Pani Brasier wyjaśniła, że To była chińska herbata, po czym dodała: Piliśmy ją z powodu biskupa".

"Najwyraźniej uważano, że popularna w Anglii indyjska herbata była niewłaściwa dla kogoś o pozycji społecznej biskupa. Tym samym po raz pierwszy uzyskałem wgląd w najważniejszą cechę charakteryzującą Anglików - system klasowy" - zaznacza autor "England: A class of its own".

W rodzinnym domu byłej brytyjskiej premier Theresy May (na zdj.) wypadało wypić dwie filiżanki herbaty - ani jednej mniej, ani więcej. (Fot. Hannah Mckay/AFP/Getty Images)

Pędem do teatru

Dodaje, że "te letnie wakacje były początkiem mojej trwającej całe życie fascynacji Anglią". Poźniej wielokronie przyjeżdżał do UK. Skończyło się na tym, że kupił dom niedaleko miejsca, w którym rozpoczęła się jego angielska "kariera".

"Ilekroć tu jestem, przypomina mi się, że system klasowy nadal istnieje, co w 2013 roku doskonale pokazała reakcja społeczeństwa na badanie BBC Great British Class Survey" - wskazuje Detlev Piltz.

Niezwykłe było już to, że ponad 161 tys. osób poświęciło 20 minut swojego cennego czasu, by odpowiedzieć na pytania dotyczące ich sytuacji ekonomicznej, upodobań kulturowych i zainteresowań. Jednak prawdziwa niespodzianka miała dopiero nadejść.

W ciągu tygodnia od opublikowania wyników ok. 7 milionów ludzi - mniej więcej jedna piąta dorosłej populacji Wielkiej Brytanii - kliknęło w Kalkulator Klasy, aby dowiedzieć się, jaka jest ich pozycja społeczna.

Sprzedaż biletów do teatrów w Londynie w tym tygodniu podwoiła się - najprawdopodobniej dlatego, że Kalkulator zidentyfikował chodzenie do teatru jako wskaźnik przynależności do wyższej klasy.

Badanie wykazało, że klasa to znacznie więcej niż "sztywne" wskaźniki, jak zawód i pieniądze. Dziecko hrabiego, choćby nie miało grosza przy duszy, wciąż należy do klasy wyższej, a nie robotniczej.

Z kolei zwycięzca National Lottery, który kupił wiejski dom w Buckinghamshire, mieszkanie na londyńskim Eaton Square i Rolls-Royce'a, w żaden sposób nie kwalifikuje się do uprzywilejowanej elity.

Równie ważne okazały się "miękkie" wskaźniki. Posiadanie włosów nie zdradza, do której klasy należysz. Jednak to, jak je nosisz, już tak. 

Także posiadanie psa nie wskazuje na twoją klasę, ale wybrana rasa mówi wiele. Cenione są: labradory, corgi, golden retrievery, King Charles spaniele czy Jack Russele. Inaczej jest z: rottweilerami, dobermanami, pudlami, cocker spanielami oraz bull terrierami.

Również wyjazd na wakacje nie ma nic wspólnego ze statusem społecznym, ale to, co robisz, gdy tam dotrzesz, z pewnością tak.

W Anglii bardziej "opłaca się" mieć labradora (po lewej) niż pudla... (Fot. Getty Images)

W wywiadach przeprowadzonych dla "Great British Class Survey" ludzie mieli tendencję do poprzedzenia swoich uwag zastrzeżeniami takimi jak: "Nie mam na myśli snobistycznego podejścia, ale…" lub "Wiem, że to może zabrzmieć snobistycznie, ale...".

Po takich wypowiedziach zwykle jednak następował ten rodzaj snobizmu, którego wielu deklarowało, że się wystrzega, np.: "Zważywszy na jej pochodzenie, trudno jej naprawdę czerpać przyjemność z opery".

Z różnych badań wynika, że około 70 proc. brytyjskiego społeczeństwa uważa, że należy do klasy średniej (middle-class), a około 30 proc. - do klasy robotniczej (working-class). Prawie nikt nie identyfikuje się jako "U", czyli osoba z klasy wyższej.

"Co najważniejsze, o tym, co naprawdę świadczy o przynależności do danej klasy, zwykle się nie mówi. Widać to w małych znakach, gestach, drobnych upominkach, dziwnym zdaniu" - podkreśla Piltz. 

"Kiedy kogoś spotykasz, od razu rozpoznajesz cechy przynależności do danej klasy. Chodzi o ubiór, styl, głos, maniery. Zasady klasowe, choć mgliste, zdecydowanie istnieją. Każdy jest przez nie mierzony i albo przechodzi test, albo nie. Tyle że nigdy nie usłyszy, czy go zdał" - konkluduje niemiecki prawnik.

Jak cię słyszą, tak cię widzą

W 1955 r. Nancy Mitford w artykule "The English Aristocracy”, opublikowanym w magazynie "Encounter”, sporządziła tabelę słów U and non-U  (U to klasa wyższa, non-U to pozostali, np. klasa średnia, robotnicza), w której te same rzeczy są różnie nazywane w zależności od przynależności klasowej.

W 2014 r. antropolożka Kate Fox wybrała z tej tabeli siedem słów-grzechów, których za nic w świecie nie użyje ktoś, kto należy do klasy wyższej.

I tak przedstawiciele elity, chcąc poprosić kogoś o powtórzenie zdania, nigdy nie użyją słowa "Pardon?", lecz "Sorry?" lub "What?". W ich słowniku nie ma też słowa "toilet"; za to akceptowane określenia na toaletę to "loo" i "lavatory".

"Serviette", czyli serwetka, to słowo, którym posługują się tylko przedstawiciele najniższych klas. Upper class użyje natomiast starego angielskiego słowa "napkin".

Jeśli chodzi o wymowę, wyższe klasy zazwyczaj wymawiają nieakcentowane samogłoski nawet mniej wyraźnie niż jest to normą, a czasami całkowicie je pomijają.

Posiadanie okazałego domu na wsi jest w Anglii wykładnikiem możliwości i aspiracji do wyższego statusu społecznego. (Fot. Getty Images)

Dom i... buty

Adres jest "twardym" wyznacznikiem klasy, a elicie wypada mieszkać w takich hrabstwach jak: Gloucestershire, Wiltshire, Oxfordshire, Buckinghamshire, Norfolk, Berkshire, Dorset, Herefordshire, East Sussex i Northumberland.

Co więcej, najbardziej ekskluzywne adresy w Anglii są najkrótsze: nie trzeba podawać numeru domu, nazwy ulicy czy miasta. Nazwa domu jest wystarczająca, a pałac Buckingham jest tego najlepszym przykładem.

Jednoznacznym symbolem przynależności do klasy wyższej jest też posiadanie okazałego wiejskiego domu. Utrata takiej nieruchomości, z jakiegokolwiek powodu, zadaje właścicielom dotkliwy cios. "Upadek naszej rodziny rozpoczął się, gdy po raz pierwszy wprowadziliśmy się do domu z numerem" - opisał pewien zubożały, już były posiadacz pokaźnej wiejskiej posiadłości.

Jedną z charakterystycznych cech angielskiego systemu klasowego jest również fascynacja kolorem męskich butów. Badanie przeprowadzone w 2016 r. wykazało, że niektórzy menedżerowie banków inwestycyjnych nadal oceniają kandydatów na podstawie tego, czy noszą brązowe buty do garnituru, a nie na podstawie ich umiejętności i potencjału.

Brązowe buty są dopuszczalne tylko na wsi; najlepiej trzymać je na wypadek wędrówek po wzgórzach i polach lub do ogrodnictwa, wędkarstwa czy na polowania.

Córce Elżbiety II, księżniczce Annie (po prawej), nie było w smak, że żona byłego premiera chciała z nią przejść na "Ty". (Fot. Samir Hussein/WireImage/Getty Images)

Gra w imiona

Dzisiaj, niezależnie od klasy, coraz bardziej powszechne jest zwracanie się do kogoś po imieniu. Nie wszystkim się to jednak podoba.

Kiedy księżniczka Anna zwróciła się do żony byłego premiera Tony'ego Blaira per "pani Blair", odpowiedź brzmiała: "Och, proszę, mów do mnie Cherie". Księżniczka odpowiedziała: "Wolałabym nie. To nie jest sposób, w jaki zostałam wychowana".

Imiona klas niższych podążają za modą znacznie bardziej niż te faworyzowane przez elitę. Tak jak słoje na drzewie wskazują, kiedy zostało posadzone, niektóre imiona mogą zdradzać dokładny rok, w którym ktoś się urodził.

Wyróżniającym się przykładem jest żeńskie imię Kayleigh i jego liczne iteracje, które pojawiły się po 2010 roku, w tym: Demi-Leigh, Chelsea-Leigh, Tia-Leigh, Honey-Leigh, Kaydie-Leigh, Everleigh i Lilleigh. Jest ich w sumie nie mniej niż 128...

Co ciekawe, osoby o imionach Crispian, Greville, Lysbeth lub Penelope, mają ok. 200 razy większe szanse znalezienia się w najwyższej klasie "zamożnych menedżerów" niż wśród przedstawicieli klasy robotniczej - wynika z badania firmy analitycznej Acorn.

Z kolei Seaneen, Terriann, Sammy-Jo, Jamielee, Kayleigh i Codie to sześć imion najbardziej nieproporcjonalnie przesuniętych w kierunku kategorii "rodzin zmagających się z problemami".

Jeśli zaś chodzi o pseudonimy, dopuszczalne jest niemal wszystko - nawet wśród najwyższych klas społecznych. Wystarczy wspomnieć, że książę Filip nazywał królową Elżbietę... "kapustką".

"Test M&S" sprawdzi pochodzenie klientów brytyjskiej sieci detalicznej. (Fot. Peter Macdiarmid/Getty Images)

"Test Marks & Spencer"

Jeśli chcesz poznać klasę Angielki, nie pytaj o jej pochodzenie, dochody czy wykształcenie; zamiast tego zapytaj, co kupuje w M&S. Antropolożka Kate Fox nazywa to "testem M&S".

Osoby z wyższych klas kupują rzeczy, których nie da się od razu zidentyfikować jako pochodzące z tej sieciówki: bieliznę, ręczniki, pościel i żywność. Nie kupują natomiast sof, zasłon ani poduszek, sukienek czy butów na imprezę, ani niczego ze znakiem firmowym M&S.

Przedstawiciele klasy średniej kupują tam żywność (ale po płatki kukurydziane i papier toaletowy idą do Sainsbury's lub Tesco), a także sofy, poduszki i niektóre "niewidoczne" ubrania.

Klienci z niższej klasy średniej i wyższej klasy robotniczej lubią ubrania M&S, czując, że reprezentują one stosunek jakości do ceny. Jednak nie kupują tam jedzenia, poduszek, kołder czy ręczników, bo są dla nich po prostu za drogie.

Podział brytyjskiego społeczeństwa na klasy istniał, istnieje i możliwe, że zawsze będzie istnieć.

Źródło: "The secret signs that betray your true class: Pin-sharp book by DETLEV PILTZ, who fell in love with England while staying with Theresa May's family, explains what the sound of your doorbell, the colour of your car and how you eat peas reveals about you", Dailymail.co.uk.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 5.23 / 22

Czytaj więcej:

Jedyna taka królowa: 70-lecie panowania Elżbiety II

Komentarze
  • Z Anglii
    11 czerwca, 15:11

    Robi sie niedobrze jak to sie czyta....😝

  • Czytelnik anonimowy
    13 czerwca, 19:26

    gowno prawda....a gdzie Surrey?????

  • Trusia
    23 czerwca, 09:21

    Ciekawe z jakiej klasy spolecznej osoby kupuja na www. shein.com?

Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 24.06.2022
GBP 5.4831 złEUR 4.7094 złUSD 4.4656 złCHF 4.6538 zł
Reklama

Sport


Reklama