Menu

Być albo nie być. Ludzie w UK organizują zbiórki, by przetrwać

Być albo nie być. Ludzie w UK organizują zbiórki, by przetrwać
Zbiórka w internecie jest dla niektórych jedynym ratunkiem... (Fot. Getty Images)
"Rachunki", "czynsz", "opieka zdrowotna", "terapia" - w dobie pandemii w sieci przybyło kampanii crowdfundingowych, które dotyczą kwestii osobistych. Niektórzy młodzi ludzie uważają, że to jedyny sposób, aby uzyskać pomoc.
Reklama

Zbiórki crowdfundingowe jeszcze niedawno kojarzyły się z finansowaniem operacji czy pomocą dla osób, które doświadczył los.

Prowadzone są również kampanie na finansowanie śmiałych pomysłów biznesowych, nagranie debiutanckiego albumu czy wsparcie upadającej kawiarni albo muzycznego klubu. Jednak coraz więcej zrzutek jest tworzonych przez osoby, które walczą o przetrwanie...

"Muszę polegać na przyjaciołach"

Na platformie GoFundMe od czasu wybuchu pandemii ludzie coraz częściej zbierają pieniądze na podstawowe potrzeby. W latach 2019/20 witryna odnotowała ok. 60-procentowy wzrost liczby kampanii ze słowem "czynsz" i "rachunki". O 30 proc. wzrosła liczba zbiórek ze słowem "terapia".

Podobny trend zaobserwowano na JustGiving - innej, popularnej platformie finansowania społecznościowego. "Jest znacznie więcej zbiórek zawierających jedno lub więcej słów kluczowych, takich jak: czynsz, terapia, eksmisja, bezrobotni, operacja lub trudności" - wyjaśnia JustGiving.

Środki na utrzymanie zbierał w ten sposób m.in.18-letni Saul z Birmingham. To jego przyjaciel, Jacob, zorganizował dla niego zrzutkę, gdy Saul stracił pracę jako szef kuchni i został wyrzucony z domu rodziców na początku 2020 roku.

"Kiedy wprowadzono lockdown, musiałem się gdzieś zatrzymać, więc poszedłem do St Basil’s Hostel (centrum, które pomaga młodym bezdomnym - przyp. red.)" - wyjaśnia Saul. "To było jedno z najgorszych doświadczeń w moim życiu" - dodaje.

Do placówki skierowali go urzędnicy miejscy, zajmujący się problemem bezdomności. "Oni tak naprawdę nie biorą pod uwagę tego, kto tam mieszka. Tam byli ludzie, którzy dopiero co wyszli z więzienia, były problemy z narkotykami. To nie jest dobre miejsce dla nikogo" - podkreśla Saul.

Teraz mieszka w wynajętym przez kilka osób domu. Nie może znaleźć pracy, a sen z powiek spędza mu rosnąca góra zaległości za czynsz i rachunki. "Pobieram zasiłek powszechny (universal credit), ale ponieważ dom, w którym mieszkam, jest prywatną własnością, nie kwalifikuję się do dodatkowego zasiłku mieszkaniowego" - wyjaśnia.

"Nie mam pieniędzy na życie, więc muszę polegać na ludziach takich jak Jacob i kilku innych kumplach. To jest sytuacja, w której naprawdę nie chciałem się znaleźć" - zaznacza.

Zaaranżowana przez Jacoba zrzutka w internecie miała być ostatnią deską ratunku, ale niestety kampania nie cieszyła się dużą popularnością. Na szczęście Jacob i pozostali przyjaciele wspierają Saula... offline.

Rada Birmingham wyjaśnia, że "jeśli osoba wynajmuje lokum od osób prywatnych i nie pracuje, jest uprawniona do lokalnego wsparcia w postaci zasiłku mieszkaniowego w ramach universal credit”. Stawka lokalnego zasiłku mieszkaniowego w Birmingham dla osoby wynajmującej pokój i dzielącej ze współlokatorami kuchnię i łazienkę (przypadek Saula) wynosi £291,13.

"Wciąż nie zdajemy sobie sprawy, jak pomocni i bezinteresowni potrafią być ludzie". (Fot. Getty Images)

Niektórym się udaje

Sukces kampanii często zależy od odrobiny szczęścia, a także od tego, ile osób ją zobaczy i udostępni w mediach społecznościowych. Szczęście miała 25-letnia Kaiya, która zebrała w internecie 4 110 funtów na operację zmiany płci.

GoFundMe przyznaje, że zbiórki na opiekę zdrowotną dla osób transpłciowych również stają się coraz bardziej powszechne - w latach 2019-2020 platforma odnotowała 44-procentowy wzrost tego rodzaju kampanii.

Kaiya, transpłciowa kobieta z Leeds, została skierowana do Leeds Gender Identity Clinic - drugiej z dwóch klinik w Wielkiej Brytanii, a także do londyńskiego Tavistock Centre - cztery lata temu. Swoją pierwszą wizytę u psychiatry miała dopiero w październiku 2020 roku.

"Wiem, że długa lista oczekujących nie jest winą kliniki, tylko rządowego niedofinansowania" - zauważa. "Dlatego któregoś dnia zdałam sobie sprawę, że jeśli nie wezmę sprawy w swoje ręce, nic nie zdziałam" - wspomina.

Kaiya pracuje w pełnym wymiarze godzin w branży ubezpieczeniowej, ale nie zarabia wystarczająco dużo, aby odłożyć pieniądze na zabieg powiększenia piersi, a czekanie na taką operację w ramach NHS może trwać latami.

Początkowo 25-latka była niechętna zorganizowaniu crowdfundingu. Bała się, jak zareagują ludzie na jej prośbę o pieniądze.

"W mojej głowie krążyła myśl założenia zbiórki, ale wciąż szukałam wymówki, żeby tego nie zrobić" - wspomina. "Wątpiłam, że uda się się zebrać dużą kwotę. Moja operacja to bardzo osobista sprawa i byłam przekonana, że odzew będzie niewielki" - wyjaśnia. W końcu, za namową znajomego, zdecydowała się poprosić obcych ludzi o finansowe wsparcie.

"Nie doceniamy ludzi"

"Zbiórki pieniędzy dla młodych osób transpłciowych są dość powszechne. Wielu z nas czuje się w tej chwili bardzo zagubionych; nie możemy liczyć na wsparcie i opiekę państwa" - twierdzi Kaiya.

"Widziałam kilka udanych kampanii, gdzie zebrano wystarczająco dużo pieniędzy na podobne operacje. Chyba wciąż nie zdajemy sobie sprawy, jak pomocni i bezinteresowni potrafią być ludzie" - podkreśla młoda kobieta.

Saul i Kaiya mają różne doświadczenia, jeśli chodzi o sukces ich internetowych zrzutek. Ale oboje wskazują na poczucie solidarności wśród swoich rówieśników - zwłaszcza w dobie pandemii.

"Jestem szczęściarzem, że mam takiego przyjaciela jak Jacob, który był przy mnie przez ostatni rok" - wskazuje Saul i dodaje: "Ja sobie jakoś poradzę, ale inni - już nie. W dobie Covid-19 nie możesz podejmować żadnych życiowych decyzji. Stoisz w miejscu. Młodzi ludzie nie wiedzą, co dalej; nie wiedzą, w jakim kierunku podążać".

Kaiya ma podobne odczucia: "Wiele osób ucierpiało przez pandemię i obecną sytuację gospodarczą. Tyle ludzi straciło pracę. Tyle ludzi jest zagubionych i ma wrażenie, że ich sytuacja jest beznadziejna".

"Istnieje dość silne poczucie wspólnoty, nie tylko w społeczności trans, ale ogólnie w internecie” - dodaje Kaiya. "W przypadku mojej zrzutki reakcja była przytłaczająca, w dobrym znaczeniu tego słowa. Dzięki kampaniom online możemy okazać nasze wsparcie. Umieszczenie piątaka zajmuje tylko kilka minut".

Co może przesądzić o sukcesie zbiórki? Eksperci przestrzegają, że nie można zupełnie zasmucić odbiorcy. Smutni nie podajemy dalej takiej zrzutki, a bez zasięgu ciężko o zebranie większej kwoty. Dlatego radzą nieco odbiorcę "zmotywować" - na przykład przedstawiając mu pozytywne skutki, które może przynieść sukces zbiórki.

Opis zrzutki nie powinien być "suchy" - zbierający mają większe szanse, jeśli opowiedzą tam ciekawą historię, która zaprowadziła ich do organizacji zrzutki. O trudne historie ostatnio zresztą nietrudno....

Źródło: "Crowdfunding your rent: 'There's a sense of community among struggling young people", Thea de Gallier, bbc.co.uk.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 3.17 / 6

Komentarze
  • Obajtel
    1 maja, 22:11

    Co za - za przeproszeniem - bzdury! !8-letni szef kuchni??? No chyba mikrofalowej. Gdyby tylko chciało ,mu się pracować, to w lockdownie było tyle róznych, uczciwych możliwości do zarobienia, że ho, ho! No chyba, że to kolejny, któremu się należy ...

  • RobertL
    3 maja, 07:51

    W UK jest mnóstwo pracy Tylko żeby się chciało pracować No i chociaż miotle umieć obsługiwać

  • Mirek London
    11 maja, 11:28

    Nie bylo pandemii a Anglikom tez nie chcialo sie pracowac no a teraz to juz maja pretekst aby w ogole nic nie robic i stekac o jalmuzne. Dookola roboty jest w brud ale nie wszyscy chetni moga stac 8 godzin przy kserokopiarce. Widac, ze lewostronny ruch ma przelozenie na dwie lewe rece...do roboty !

Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 11.05.2021
GBP 5.3050 złEUR 4.5628 złUSD 3.7514 złCHF 4.1592 zł
Reklama

Sport


Reklama
Reklama