Menu

UK: Liczba klubów nocnych gwałtownie spada

UK: Liczba klubów nocnych gwałtownie spada
Przyszłość nocnych klubów w UK stanęła pod znakiem zapytania... (Fot. Getty Images)
Połączenie pandemii koronawirusa z kryzysem kosztów utrzymania przyczyniło się do likwidacji wielu klubów nocnych. Tendencja spadkowa wciąż trwa - zauważa dziennik 'The Guardian'.

Brytyjska branża klubów nocnych ma kłopoty w wyniku połączenia czynników kulturowych, ekonomicznych i legislacyjnych, które - jak twierdzą czołowe osobistości tego sektora - należy rozwiązać, zanim będzie za późno.

W 2013 r. w Wielkiej Brytanii było 1 700 klubów nocnych. Według danych analityków CGA by NIQ i AlixPartners, do czerwca 2024 r. było ich mniej niż połowa, bo zaledwie 787.

Pandemia Covid-19, która skutecznie zamknęła branżę na wiele miesięcy, przyspieszyła tempo spadku, kładąc kres ponad jednej trzeciej brytyjskich klubów - poinformowało Night Time Industries Association (NTIA). Zdaniem tego stowarzyszenia, jeśli tempo ostatniego spadku się utrzyma, w 2030 roku sytuacja może być nie do uratowania.

"The Guardian" przytacza przykład Watford Pryzm - jednego z 17 lokali, które zamknięto na początku 2024 roku, wraz z upadkiem największej brytyjskiej firmy klubowej Rekom UK. W rezultacie zniknęło aż sześć klubów Pryzm i cztery kluby pod marką Atik. Zamknięcia dotknęły miasta i miasteczka tak odległe od siebie, jak Plymouth, Leeds, Coventry, Portsmouth i Nottingham.

Przypadek Rekom stanowi odzwierciedlenie dramatycznej sytuacji całego sektora.

"Miejsca, które naprawdę cierpią, to duże kluby o pojemności 1 500 osób, mające za sobą najlepsze czasy i nie nadążające za zmianami" - ocenia Sacha Lord, doradca ds. nocnej gospodarki burmistrza Greater Manchester Andy'ego Burnhama.

"Niektóre miejsca płynęły na fali zmian i nadal mają magnetyczny wpływ – takie jak Fabric i Ministry of Sound w Londynie lub Warehouse Project w Greater Manchester. Ale nawet one są raczej specjalną gratką dla młodych raverów, a nie zwyczajowym miejscem zabawy podczas sobotnich wieczorów" - dodaje Sacha Lord.

Jednym z głównych powodów spadku frekwencji jest presja na portfele młodych ludzi - szczególnie studentów, którzy kiedyś pojawiali się w klubach nie tylko w weekendy, ale także w środku tygodnia.

Według niektórych szacunków, prawie jedna trzecia młodych ludzi prawie w ogóle nie pije, co również doprowadziło do ponownego przemyślenia kwestii biurowych przyjęć bożonarodzeniowych.

Młodzi mieszkańcy UK piją mniej alkoholu i rzadziej uczęszczają do nocnych klubów. (Fot. Getty Images)

Jednak Lord i NTIA wskazują na inne czynniki, które mogłyby poprawić sytuację branży, gdyby rząd podjął odpowiednie decyzje. Należą do nich obniżenie podatku VAT dla tego sektora i przedłużenie ulgi w podatku od nieruchomości – która ma się zakończyć w kwietniu – aby pomóc zrekompensować wyższe koszty zatrudnienia, wynikające ze wzrostu płacy minimalnej i składek na ubezpieczenie społeczne.

Pomoc mogłaby być dostępna od 2026 r., kiedy to mają zostać zreformowane podatki od nieruchomości, ale to jeszcze daleka droga dla firm, które już teraz borykają się z problemami.

Planowanie to kolejny drażliwy punkt, ponieważ od dawna działające lokale nocne często spotykają się ze skargami na uciążliwości ze strony mieszkańców osiedli mieszkaniowych, które wybudowano w pobliżu tych miejsc.

"W dłuższej perspektywie należałoby zmienić podejście do tego, gdzie kluby znajdują się na brytyjskim firmamencie kultury. W szkole bałem się słowa kultura, ponieważ myślałem, że oznacza ono sztukę wysoką, operę, balet. Teraz twierdzę, że kluby i festiwale są ważniejsze niż te ekskluzywne rzeczy. Rząd musi zrozumieć znaczenie miejsc, do których wychodzisz, by spotykać się ze znajomymi i nawiązywać relacje. To nie tylko parkiet taneczny" - podsumowuje Sacha Lord.

Czytaj więcej:

Nastolatkowie "domagają się" powrotu klubów młodzieżowych w Anglii

Londyn najgorszym miastem na wieczorne wyjście w Wielkiej Brytanii

    Kurs NBP z dnia 04.04.2025
    GBP 5.0063 złEUR 4.2403 złUSD 3.8560 złCHF 4.5069 zł

    Sport