Menu

Ronaldo znowu płakał

Ronaldo znowu płakał
Ronaldo zalany łzami. (Fot. Getty Images)
Piłkarze reprezentacji Portugalii po raz pierwszy w historii zdobyli mistrzostwo Europy. W dramatycznym finale w podparyskim Saint-Denis pokonali po dogrywce Francję 1:0 po golu Edera. Już na początku meczu boisko z powodu kontuzji opuścił Cristiano Ronaldo. Piłkarz był zalany łzami. Płakał też ze szczęścia.
Reklama

Co najmniej dwa momenty z wczorajszego finału przejdą do historii. Pierwszy miał miejsce w 25. minucie, gdy zrozpaczony Ronaldo opuścił na noszach boisko i został zmieniony przez Ricardo Quaresmę.

Dramat kapitana Portugalczyków rozpoczął się już kilka minut wcześniej. Po faulu Dimitriego Payeta Ronaldo doznał urazu. Przez chwilę był opatrywany przy linii bocznej, wrócił na murawę ze specjalną taśmą wzmacniającą kolano, ale okazało się, że nie jest w stanie normalnie biegać.

Od tego czasu mógł pomagać kolegom już tylko swoimi radami i dopingiem z ławki rezerwowych. Na koniec znów płakał, ale tym razem ze szczęścia.

Decydująca o losach meczu okazała się 109. minuta. Rezerwowy Eder zdecydował się wówczas na indywidualną akcję, po której oddał płaski strzał z ponad 20 metrów. Piłka wpadła do siatki obok bezradnego Hugo Llorisa.

Jak poinformowała UEFA, piłkarzem finałowego meczu został portugalski obrońca Pepe. "Mieliśmy wielką szansę na tytuł. Nie ma słów, aby opisać nasze uczucie. Rozczarowanie jest ogromne. Potrzeba czasu, aby to przetrawić" - przyznał trener Francuzów Didier Deschamps.

Na stadionie mecz obejrzało prawie 76 tysięcy widzów, a w paryskiej Strefie Kibica - 92 tysiące. Portugalczycy po drodze do końcowego sukcesu wyeliminowali w ćwierćfinale Polaków w rzutach karnych 5-3 (po 90 minutach i dogrywce było 1:1). "Dzisiaj spełnimy marzenie i podbijemy Europę. Uwierzcie w to i przywieźcie nam puchar" - napisał przed finałem na Twitterze były piłkarz reprezentacji Portugalii Luis Figo, zwracając się do rodaków.

Jak się okazało, miał rację. To, co nie udało się jemu, dokonali jego młodsi koledzy.

Ronaldo płakał ze szczęścia. (Fot. Getty Images)

Zdaniem portugalskich mediów każdy z piłkarzy reprezentacji tego kraju zarobi za tytuł mistrza Europy nawet 300 tysięcy euro. Według gazety "A Bola" premia za zwycięstwo w Euro wynosi 275 tys. euro, ale zawodnikom przysługuje jeszcze dodatkowe wynagrodzenie za każdy dzień pobytu na turnieju we Francji.

Portugalczycy po raz drugi wystąpili w finale ME. W 2004 roku przegrali w Lizbonie z Grecją 0:1. Francuzi triumfowali w mistrzostwach kontynentu w 1984 (u siebie) i 2000 roku (w Belgii i Holandii). W obu przypadkach wygrali w półfinale z... Portugalią po dogrywce.

"Trójkolorowi" okazali się lepsi od Portugalczyków także w półfinale mistrzostw świata 2006 w Niemczech, gdy zwyciężyli w Monachium 1:0.

"Nigdy nie było finału Portugalii z Francją, więc te statystyki nie odnoszą się do obecnego przypadku" - stwierdził dzień przed finałem trener Portugalii Fernando Santos. Teraz może mieć powody do ogromnej satysfakcji.

Królem strzelców turnieju został Antoine Griezmann (sześć goli). Reprezentant gospodarzy jest najskuteczniejszym zawodnikiem podczas jednego turnieju od 1984 roku, kiedy dziewięciokrotnie na listę strzelców wpisał się jego rodak Michel Platini. 32 lata temu "Trójkolorowi" rozegrali pięć, a w tym roku - siedem spotkań.

Zakończona została imponująca seria Francuzów. Przed wczorajszym finałem nie doznali porażki w 18 spotkaniach na wielkim turnieju, który był rozgrywany w ich kraju. W 1984 roku zostali mistrzami Europy, a w 1998 mistrzami świata. Z tych 18 meczów aż 16 wygrali.

W 51 spotkaniach Euro 2016 padło 108 bramek, czyli średnio 2,11 gola na spotkanie. Tak ubogi w bramki turniej ostatnio przydarzył się w 1996 roku, kiedy padło 2,06 gola na mecz.

Po raz czwarty w historii mistrzostw Europy zwycięzcę finału musiała wyłonić dogrywka. W 1976 roku o triumfie decydowały rzuty karne, a osiem lat wcześniej - we Włoszech - jedyny raz do wyłonienia mistrza Europy potrzebny był dodatkowy mecz.

Przed i w trakcie wczorajszego finału doszło do zamieszek w Paryżu. Francuska policja musiała użyć gazu łzawiącego wobec fanów, którzy szturmowali Strefę Kibica pod wieżą Eiffla. Tysiące osób próbowały wejść przez bramki, by obejrzeć finał.

W przerwie spotkania siły policji musiały ponownie interweniować, tym razem używając armatek wodnych, ponieważ po raz kolejny do chronionej strefy chcieli się wedrzeć kibice. Musieli też interweniować strażacy, bowiem na obrzeżach terenu wydzielonego dla fanów zostały podpalone stojące nieopodal skutery. Ogień szybko ugaszono. 

    Reklama
    Reklama
    Kurs NBP z dnia 13.12.2019
    GBP 5.129 złEUR 4.275 złUSD 3.823 złCHF 3.892 zł

    Sport


    Reklama