Menu

Boris Johnson: Od dziennikarza do polityka

Boris Johnson: Od dziennikarza do polityka
Johnson był w przeszłości redaktorem naczelnym konserwatywnego tygodnika "The Spectator". (Fot. Getty Images)
Boris Johnson, w czym zgadzają się zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy brytyjskiego premiera, ma niezwykłą zdolność do politycznego przetrwania - pomimo wpadek i niedotrzymanych obietnic. Lub jak to ujął były premier David Cameron, do podważania zasad grawitacji.
Reklama

Trudno o lepszy dowód na to niż fakt, iż pomimo niespełnienia głównej obietnicy, jaką złożył gdy w lipcu obejmował urząd premiera - że Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej 31 października br. i "prędzej będzie martwy", niż poprosi o przesunięcie terminu Brexitu - nie tylko nadal żyje, ale jego Partia Konserwatywna jest faworytem czwartkowych wyborów do Izby Gmin.

Wyjaśnienie tej ostatniej sprawy jest dość proste - pomimo tego, że Johnson ma duży elektorat negatywny, jego główny rywal, lider laburzystów Jeremy Corbyn ma jeszcze większy, a poza tym proponuje program, który dla większości Brytyjczyków jest zbyt radykalny.

Wyjaśnienie jego zdolności do przetrwania jest bardziej skomplikowane, ale wydaje się, że kluczowe są dwie sprawy. Po pierwsze, jego łatwość nawiązywania kontaktu z ludźmi, otwartość i jowialność. Po drugie, Johnson na początku kariery świadomie przyjął pasującą do jego sposobu bycia rolę celebryty czy też - co podkreślają komentatorzy - klauna, dzięki czemu ludzie nie do końca poważnie go traktują, nawet gdy już pełnił poważne funkcje, a tym samym na więcej mu pozwalają.

Johnson świadomie przyjął pasującą do jego sposobu bycia rolę celebryty czy też klauna. (Fot. Getty Images)

Za tą niezbyt poważną formą od początku skrywane były jednak poważne ambicje. Johnson już jako dziecko oświadczył ponoć, iż chce być królem świata. Oczywiście jego dużym ambicjom sprzyjało pochodzenie.

Boris Johnson - a właściwie Alexander Boris de Pfeffel Johnson - świetnie wpisuje się w wizerunek Partii Konserwatywnej jako reprezentanta brytyjskich elit. Urodził się w 1964 r. w Nowym Jorku, gdzie jego ojciec wówczas pracował, w zamożnej rodzinie z korzeniami m.in. tureckimi, rosyjskimi i żydowskimi.

Jako typowy przedstawiciel zamożnych elit uczył się najpierw w szkole w Eton, a później studiował na uniwersytecie w Oksfordzie. Już w szkole podkreślano, że dobre oceny Johnsona są wyłącznie efektem jego inteligencji i błyskotliwości, a nie ciężkiej pracy, i zwracano uwagę na jego luźne podejście do faktów.

To luźne podejście do faktów dało o sobie znać, gdy Johnson zaczął pracować jako dziennikarz w "The Times". Szybko został jednak stamtąd zwolniony, gdy przyłapano go na zmyśleniu jednego z cytatów. Wtedy też po raz pierwszy objawiła się jego zdolność do wychodzenia obronną ręką z trudnych sytuacji.

Z "The Times" został szybko zwolniony, gdy przyłapano go na zmyśleniu jednego z cytatów. (Fot. Getty Images)

Dziennikarska kariera Johnsona nie zakończyła się, gdyż pomocną dłoń wyciągnął do niego dawny znajomy z Oksfordu, redaktor naczelny "Daily Telegraph". Johnson został korespondentem dziennika w Brukseli, opisując - z jeszcze mniejszym przywiązaniem do faktów - absurdalne pomysły narzucane Lonynowi przez ówczesną EWG.

Ponieważ w Wielkiej Brytanii zaczęły w tym czasie rosnąć obawy związane z postępującą integracją europejską, na takie dziennikarstwo był popyt, a Johnson - który te obawy podsycał - stał się rozpoznawalną postacią.

Jeszcze bardziej - już po powrocie do Londynu, gdy brał udział w jednym z programów rozrywkowych w BBC, a to z kolei pomogło mu w karierze dziennikarskiej, został najpierw komentatorem "Daily Telegraph", a potem naczelnym konserwatywnego tygodnika "The Spectator".

Rozpoznawalność z kolei ułatwiła mu wejście do polityki. W wyborach 2001 r. wszedł do Izby Gmin. Jednak na początku dobrze rozpoczynającej się kariery politycznej znów zanotował wpadkę - został zwolniony z wiceministerialnego stanowiska w gabinecie cieni konserwatystów, gdy skłamał na temat romansu z koleżanką ze "Spectatora".

Zdegradowany na tylne ławy poselskie Johnson ponownie się odbił. W 2008 r. konserwatyści, już pod przywództwem Davida Camerona, wystawili Johnsona - bez wielkiego przekonania, bez wielkich nadziei i z braku lepszych kandydatów - w wyborach na burmistrza głosującego zwykle na Partię Pracy Londynu. Johnson niespodziewanie wygrał, a po czterech latach zapewnił sobie reelekcję.

Osiem lat Johnsona w roli burmistrza brytyjskiej stolicy generalnie jest postrzegane jako jego sukces – zwiększyły się inwestycje, zauważalnie spadła przestępczość, w 2012 r. w Londynie odbyły się bardzo udane igrzyska olimpijskie. Wprawdzie krytycy zarzucają Johnsonowi, że na ten sukces pracowali inni, a on ograniczał się do roli "ambasadora-celebryty" Londynu na świecie, ale rolą przywódcy jest także dobieranie sobie odpowiednich ludzi.

Druga i ostatnia kadencja Johnsona upływała na początku maja 2016 r., zaś na koniec czerwca Cameron rozpisał referendum w sprawie członkostwa Wielkiej Brytanii w UE. Nie jest jasne, czy Johnson naprawdę uważał, że wyjście z UE będzie korzystne, czy też koniunkturalnie uznał, że to jest jego szansa na zostanie "królem świata". Być może to drugie, na co wskazuje to, że przed referendum napisał dwa artykuły – jeden opowiadający się za wyjściem z UE, drugi – za pozostaniem.

Faktem jest jednak, że poparcie przez Johnsona Brexitu było decydującym momentem w kampanii. Energiczny, popularny i łatwo nawiązujący kontakt z wyborcami polityk niestrudzenie - i jak się okazało skutecznie - przekonywał o nowych możliwościach, które się otworzą po uwolnieniu się spod dyktatu Brukseli.

Przyczyniły się do tego opowiadane przez niego półprawdy, np. o 350 mln funtów tygodniowo, które zamiast do unijnego budżetu będą iść na publiczną służbę zdrowia czy fali tureckich imigrantów czekających na otwarcie brytyjskich granic.

Referendum zakończyło polityczną karierę Camerona, zaś Johnson w rządzie Theresy May został ministrem spraw zagranicznych. Bynajmniej nie z powodu zdolności dyplomatycznych, których zupełnie nie ma, lecz w ramach zapewniania względnego parytetu między zwolennikami miękkiego a twardego Brexitu.

Johnson jako szef dyplomacji zanotował kilka dyplomatycznych wpadek, które w przypadku kogoś innego zapewne spowodowałyby dymisję; ale nie one zakończyły jego karierę w Foreign Office. Zrezygnował, nie zgadzając się ze zbyt dużymi, jego zdaniem ustępstwami, na które w umowie z UE zgodziła się May.

Jego obiekcje podzielała na tyle duża grupa konserwatywnych posłów, że umowa została trzykrotnie odrzucona przez parlament, do ostatecznie doprowadziło do rezygnacji May. Johnson był postrzegany jako jej naturalny następca i wyraźnie wygrał partyjne wybory obejmując w lipcu tego roku funkcję lidera, a zarazem premiera Wielkiej Brytanii.

Johnson obiecał, że skłoni UE do renegocjacji umowy rozwodowej - choć Bruksela zarzekała się, iż nie może ona zostać już zmieniona - a następnie z końcem października wyprowadzi kraju z Unii. Umowę faktycznie renegocjowano, choć twierdzenia Johnsona, że jest ona zupełnie inną umową są kolejną półprawdą - zmieniono tylko ważny zapis dotyczący granicy w Irlandii Północnej.

Półprawdą jest nawet obecne hasło wyborcze konserwatystów "Dokończmy brexit". Wyjście z UE 31 stycznia 2020 r. będzie zarazem dopiero początkiem trudnych negocjacji z Brukselą na temat przyszłych relacji, które wcale nie muszą się zakończyć sukcesem.

Jednak, jak wskazują sondaże, ryzyko, które podjął rozpisując wcześniejsze wybory w niedogodnym dla nikogo grudniowym terminie, przyniesie powodzenie i w piątek 13 grudnia nie będzie musiał się wyprowadzać z Downing Street.

Czytaj więcej:

Brexit, podatki, NHS: Plany Johnsona na pierwsze 100 dni nowego rządu

Corbyn oskarża Johnsona o kłamstwa na temat umowy o Brexicie

YouGov: Konserwatyści będą mieć większość z przewagą 28 mandatów

Partia Johnsona walczy o utrzymanie władzy i dokończenie Brexitu

    Komentarze
    • Ka
      12 grudnia 2019, 08:07

      Buty z g...a wypadałoby umyć do zdjęcia panie Borysie.

    • Uli
      12 grudnia 2019, 09:14

      Uniwersytet w Oxfordzie. Toż widać jaka to uczelnia? Jełop nie z tej ziemi. Gbur, prostsk i cham

    • Gggggg
      12 grudnia 2019, 12:32

      Teraz już wiemy jaka menda z niego . Dziennikarze jak każdy wie to najgorszy element społeczny . Świat cierpi przez tych skur.... cholerne mąciciele mieszadła chaosu . Ten koleś typowy kretyn pijak i ćpun

    Dodaj komentarz
    Reklama
    Reklama
    Kurs NBP z dnia 23.01.2020
    GBP 5.031 złEUR 4.246 złUSD 3.831 złCHF 3.954 zł

    Sport


    Reklama