Menu

Spotkanie z patagońską pumą

Fitz Roy, jedna z najpiękniejszych gór Patagonii, znana dobrze wśród wspinaczkowych środowisk, zawsze nas inspirowała. Było to jedno z naszych marzeń, by ją zobaczyć. Udało się zobaczyć nie tylko Fitz Roy'a... Oto cała historia.
Reklama
Ruszyliśmy autobusem w okolice Fitz Roy'a, konkretnie do argentyńskiej wioski El Chalten, w północnej części parku narodowego Los Glaciares. Podczas podroży zaczął padać śnieg... Doznaliśmy szoku. Tego się nie spodziewaliśmy o tej porze roku. Do tego ten śnieg padał poziomo. Patagonia niestety słynie ze swoich zabójczo silnych wiatrów i opady poziome nie są tu rzadkością. Mieliśmy w planie trzydniowy trek wokół Fitz Roy'a, ale ta pogoda totalnie nas zaskoczyła.

Na nasze szczęście następny dzień wyglądał jak marzenie (nie licząc silnego wiatru i doraźnych opadów śniegu) i ruszyliśmy na szlak. W pierwszych godzinach marszu spotkaliśmy... Polaka.

Były dziekan Politechniki Krakowskiej okazał się być świetnym towarzyszem w marszu i następne pół dnia przeszliśmy razem. Razem też ujrzeliśmy przecinającego chmury, majestatycznego Fitz Roya. Zrobił na nasz wszystkich ogromne wrażenie. Mimo, że Fitz Roy nie należy do najwyższych gór świata (3 375 m n.p.m.) to pionowe ściany szczytu wydają się totalnie niedostępne.

Nasz towarzysz na szlaku raczył nas opowieściami o wspinaczkach górskich, o polskiej drużynie, która zdobyła Fitz Roy'a, a którą nasz towarzysz znał osobiście. Nam, patrząc na tę górę, ciągle nie chce się wierzyć, że ludzie naprawdę wspinają się na jej szczyt.

Zdobycie Fitz Roya najłatwiejszym odcinkiem trwa 3 dni. 3 dni na pionowej ścianie, w towarzystwie tego zabójczego wiatru. Nie wierzymy. Idąc tak za dziekanem, przez moment poczuliśmy się trochę jak studenci na praktykach. W pewnym momencie nasz nowy lider rzucił hasło: puma!

Oczywiście myśleliśmy, że to żart, gdyż spotkanie pumy przy szlakach graniczy z cudem. Do tego pumy są niebezpieczne dla człowieka i zdarzały się w przeszłości śmiertelne spotkania z tymi zwierzętami. Szczególnie niebezpiecznie jest, kiedy w tym spotkaniu uczestniczy matka z młodymi. Roześmialiśmy się więc na hasło naszego dziekana, ale miny nam spoważniały, kiedy 15 metrów od nas, widoczne jak na dłoni, pokazały się nam dwie pumy. Matka i młody osobnik.

Chwila konsternacji, dziesięć strzelonych drżącą ręką zdjęć, minuta patrzenia sobie w oczy i pumy totalnie nas zignorowały, odchodząc spokojnie w swoją stronę. Byliśmy w szoku. Pumy dodały nam adrenaliny i z plecakami 10 kilo lżejszymi ruszyliśmy przed siebie.

Na szlaku spotkaliśmy przewodnika, który nie mógł uwierzyć w nasze spotkanie. Przewodnik ten żyje w El Chalten od 5 lat, chodzi na szlaki 2-3 razy w tygodniu i nigdy w życiu nie widział pumy. Mieliśmy ogromne szczęście. Pumy są tak rzadko spotykane, że każdy, kto zdoła spotkać i sfotografować pumę m a obowiązek podzielić się zdjęciami z pracownikami parku narodowego.

Następne kilka godzin szliśmy przez totalnie bajkowe krainy z karłowatymi drzewami, zielonymi mokradłami i strumykami czystymi jak powietrze. Nie musimy wspominać, że tutaj można pić wodę prosto z licznych strumyków, potoków i rzek. Większość z nich bierze swój początek z wszechobecnych lodowców.

Późnym popołudniem dotarliśmy na nasze pierwsze miejsce noclegowe - czyli łąkę z widokiem na Fitz Roy'a. Rozłożyliśmy nasz przenośny, czterogwiazdkowy pokój hotelowy śmiesznych rozmiarów i przygotowaliśmy się na zimną noc. Mimo zimna, nie mogliśmy powstrzymać się i otworzyliśmy wejście do naszego namiotu podziwiając Fitz Roya przecinającego obłoki w wieczornym świetle.

Trzy dni z Fitz Roy'em minęły bardzo szybko. Ze szlaku wróciliśmy do cywilizacji wieczorem trzeciego dnia, totalnie oczarowani tą magiczną krainą.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 3.6 / 5

Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 23.10.2020
GBP 5.061 złEUR 4.577 złUSD 3.866 złCHF 4.273 zł

Sport


Reklama