Cookie Consent by Privacy Policies Generator website
Menu

Trudne powroty do ojczyzny

Trudne powroty do ojczyzny
Wielu Polaków w UK wciąż nie wie, czy wracać... (Fot. Getty Images)
Ostatnie lata pokazują wyraźnie, że wielu Polaków zdecydowało się na powrót na stałe do ojczyzny. Do podjęcia takiej decyzji bez cienia wątpliwości przyczynił się Brexit i pandemia. Ci, którzy postanowili wrócić do Polski na stałe, musieli stawić czoła wielu przeciwnościom. Jak sobie poradzili?
Reklama
Reklama

Moja rozmówczyni Mariola jest przedstawicielką emigracji, która przyjechała na Wyspy po 2004. Przyjechała tu po lepsze życie jako bardzo młoda osoba, od razu po szkole.

– Nie miałam nawet okazji popracować w Polsce – mówi. – Od razu wskoczyłam na wielką wodę, wyjechałam z Polski i tak zaczęła się moja emigracja.

Mariola zamieszkała w Blackpool. Miała tam pracę i mieszkanie, które wynajmowała. Jak sama podkreśla, żyło się jej dobrze. Co więc wpłynęło na decyzję o powrocie do kraju?

– Byłam rozdarta wewnętrznie – podkreśla. – Zachorowałam na chorobę zwaną emigracją. Kiedy byłam w Anglii, straszliwie tęskniłam za Polską, która wydawała mi się krajem dużo lepszym i ciekawszym. Po latach takich męczarni podjęłam więc decyzję o powrocie.

Mariola zaznacza, że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że większość Polaków na Wyspach ma te same dylematy: zostać czy wrócić. I kiedy nadarzyła się okazja do kupienia mieszkania w jej rodzinnej miejscowości na Pomorzu, skorzystała z niej bez zastanowienia.

Decyzję o powrocie przyspieszyła też oferta pracy, jaką Mariola dostała już następnego dnia po wysłaniu pierwszych CV do pracodawców w Polsce.

Po szesnastu latach życia w Wielkiej Brytanii, z brytyjskim paszportem w ręku, we wrześniu 2020 postanowiła wrócić do Polski.

Mając teoretycznie lepszą pracę niż w Anglii - jak sama podkreśla bardziej prestiżową -we własnym mieszkaniu i blisko rodziny powinna być szczęśliwa i zadowolona. Jednak stało się odwrotnie. Już po tygodniu od przeprowadzki do Polski zaczęła płakać. Nic nie było takim, jakim miało być.

– Szok był tak duży, że skończyło się to dla mnie depresją – mówi. – Pół roku byłam na lekach, ale w końcu stanęłam na nogi. Co ciekawe, chciałam wracać do domu. Do domu, czyli do Anglii.

Na moje pytanie, jak jej się teraz żyje w Polsce odpowiada krótko: kiepsko. Według Marioli, w Polsce w przeciwieństwie do Anglii, wszystko jest pod górkę i przeciwko człowiekowi. Według mojej rozmówczyni, w Anglii wszystko jest zrobione tak, by zwykłemu człowiekowi ułatwić życie, a w Polsce tak, aby to życie  utrudnić.

– W angielskim banku głupi przelew zajmuje dziesięć minut, a w Polsce realizacja jest dopiero następnego dnia. Koszt biletu na wakacje jest ogromny, drożyzna aż piszczy! W urzędach panie nie są łaskawe informować o podstawowych rzeczach i wszystkiego trzeba dowiadywać się samemu, na własną rękę.

Ale nie chodzi tylko o kłopoty natury urzędowej. To, co Marioli najbardziej doskwiera w życiu w ojczyźnie to, jak mówi typowo polska mentalność. Kiedy poprosiłam o wyjaśnienie co ma na myśli, od razu odpowiedziała: zazdrość i chamstwo.

Podkreśla, że nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo Polakom brakuje dystansu do samych siebie i zwykłego luzu. Wszyscy w pracy są niezwykle poważni i bardzo wymagający, nie ma rozmów o zwykłych sprawach, bo nie ma na to czasu.

Jako przykład podaje Anglię, gdzie w poniedziałek wszyscy koledzy rozmawiają o tym, jak minął im weekend i to jest normalna część stosunków międzyludzkich. W Polsce brakuje jej takich serdecznych relacji między pracownikami. Ludzie są nieżyczliwi i zazdrośni, konkurują we wszystkim i ze wszystkimi, twierdzi Mariola.

– W Anglii żyło mi się o wiele spokojniej, czułam opiekę państwa, wiedziałam, że w razie choroby czy nieszczęścia są benefity, które pomogą stanąć na nogi. W Polsce człowiek musi o wszystko walczyć sam.

Mariola mówi, że nie żałuje swojej decyzji i uważa, że każdy, kto jest rozdarty wewnętrznie między Polską a Wielką Brytanią, powinien wrócić i spróbować życia w ojczyźnie. Trzeba się odważyć i to przeżyć, bo tylko w ten sposób przekona się, gdzie będzie mu lepiej.

Nie poleca też od razu kupowania nieruchomości, bo może okazać się tak jak było to w jej przypadku, że powrót do Polski był pomyłką.

Rozczarowana Polską i zawiedziona tym, co ją tam spotkało, marzy o powrocie do Anglii. Na szczęście nie spaliła za sobą mostów i powoli przygotowuje się do przeprowadzki na Wyspy.

Po Brexicie przewóz licznych rzeczy osobistych nie będzie jednak tak łatwy, gdyż obecnie należy wypełniać deklaracje celne. Wcześniej całą przeprowadzkę zorganizowała za pomocą kuriera i nikt na granicy niczego nie sprawdzał.

Co ciekawe, ironia losu sprawiła, że Mariola przeprowadzkę na Wyspy organizować będzie za pomocą tej samej firmy, która pomogła jej z Wysp wyjechać.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.97 / 27

Komentarze
  • J23
    25 lipca, 23:34

    Artykul zajezdza jakas propaganda rodem prosto z Kremla! Ani w Polsce ani w Anglii nikogo lancuchem nie przykuwaja wiec droga wolna gdzie komu bardziej pasuje i prosze nie wymyslac bzdur! Albo sie chce byc wsrod swoich i zyc swobodnie bez podkulonego wiecznie ogona albo wybiera angielskie zycie tzn zero zycia only work and paying bills bo tu tylko czekaja na ciezko harujacych zeby im zloic tylek. Polskie mlode pokolenie jest za bardzo roszczeniowe wiec moze im tygodniowki na tzw zachodzie pasuja ale Ukraincy jakos w Polsce nie narzekaja i na zachod ich nie ciagnie...

  • Expata
    26 lipca, 04:41

    Tak to jest, wyjezdzac bez szkoly, universytetu, i sie laduje na zapierdolu w fabryce czy innym minimum wage.
    Zamiast podjac studia w wielkiej brytanii, zajac sie czyms konkrentym, to zawisla w limbo polskiego ghetta.

    po powrocie okazuje sie ze wiekszosc polaczkow ma taki sam zryty mozg, bo nie ma Mariola towarzystwa ktore nie musi zapierdzielac 80 godzin w tygodniu.

  • Czytanie ze zrozumieniem
    27 lipca, 01:07

    Expata i J23, przeczytajcie ten artykuł, bohaterka to wszystko miała, znajomych, dobra prace wykształcenia

  • J23
    27 lipca, 14:20

    Przeczytane od gory do dolu kilka razy i dalej te same wnioski. Miala to i owo tu i tam ale nie bylo najwazniejszej chemii wiec czas stanac przed lustrem i zadac sobie pytanie czego sie tak naprawde chce. W razie dalszych dylematow proponuje skorzystac z grupowej terapii a szybko sie okaze ze wszedzie dobrze ale w domu najlepiej. Dom to takie umowne okreslenie bo bedzie zawsze tam dokad sie wraca z radoscia naladowac baterie i ktos na nas czeka ale jesli sa to tylko cztery sciany po pracy to zawsze bedzie lipa. Reasumujac pal diabli co w pracy i w urzedzie, wazne co w domu!!!

  • Wujek Wiesiek
    30 lipca, 19:14

    to samo wypisz wymaluj mamy my co nasza bohaterka

  • Moneta
    3 sierpnia, 22:34

    Ta dziewczyna jak wyjezdzala do UK byla mloda, zapewne mieszkala z rodzina I to bylo jej pierwsze rozstanie z rodzina I domem. To wszystko jest balastem jak jestes na emigracji. Zycie jest inne, otoczenie I ludzie. Wielokrotnie chce sie wracac do domu, rzucic prace, ktora tylko trzyma. I to odczucie, ze TY w Polsce juz nie pasujesz. Za dlugo byles poza nia, zeby umiec tam zyc. Tak to wyglada. Osobiscie radze wszystkim przerobic, to rozdarcie okreslajac swoje zyciowe cele I priorytety.

Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 12.08.2022
GBP 5.5357 złEUR 4.6832 złUSD 4.5459 złCHF 4.8318 zł
Reklama

Sport


Reklama