Menu

Emigranci w czasach pandemii: Uwięzieni na obcej ziemi

Emigranci w czasach pandemii: Uwięzieni na obcej ziemi
Dla wielu Polaków na emigracji czas przymusowej izolacji podczas pandemii jest trudny. (Fot. Getty Images)
Będąc na emigracji, często nie mamy do końca poczucia, że jesteśmy w domu. Do tego dochodzą te wszystkie liczne ograniczenia, jak również niepokój ekonomiczny. W tej sytuacji na pewno dużo daje rozmowa z kimś bliskim umożliwiająca wyrażenie emocji. Ważna jest też akceptacja, powiedzenie sobie: 'to jest OK, że się tak czuję' – mówi psychoterapeuta Jakub Kielczyk.
Reklama

Z właścicielem ośrodka psychoterapii i rozwoju Pracownia Psychorozwoju Kielczyk i prezesem Polskiego Towarzystwa Psychologii Procesu rozmawia Magdalena Grzymkowska.

Jakie konsekwencje dla zdrowia psychicznego może mieć przewlekła obawa przed zarażeniem?

– Każdy człowiek przechodzi przez to indywidualnie. Mierzymy się z sytuacją nietypową, nieprzewidywalną, na którą w żaden sposób nie mogliśmy się przygotować. Jest dużo niepewności, zarówno jeżeli chodzi o sytuację finansową czy osobistą. Jesteśmy w trybie ciągłego stresu, w ramach którego uruchamiają się mechanizmy, takie jak wydzielanie kortyzolu, hormonu stresu, który blokuje dostarczanie dopaminy i serotoniny do mózgu. Wtedy automatycznie nasze samopoczucie spada.

Fakt, że w zasadzie cała ludzkość mierzy się aktualnie z tym samym problemem, może być podnoszący na duchu czy wręcz przeciwnie?

– Myślę, że zazwyczaj jest tak, że jeśli danej sytuacji nie przeżywamy samemu, to taka świadomość może nam pomóc. Dzielenie się doświadczeniami i emocjami normalnie ma działanie uwalniające. Tylko w tym przypadku mamy taką sytuację, że w tym wspólnym przeżywaniu jesteśmy ograniczeni warunkami izolacji, więc nie do końca możemy być w tej trudnej chwili razem. To, że jesteśmy pozamykani i wszystkich nas to dotyka, to może wręcz potęgować poczucie zagrożenia.

W mediach, również tych społecznościowych, pojawia się wiele sprzecznych danych na temat pandemii, w tym również teorii spiskowych. Czy ten natłok wykluczających się informacji ma wpływ na nasze samopoczucie?

– Oczywiście. Ludzie chcą mieć klarowną sytuację. Jest wielka potrzeba, aby doniesienia i komunikaty były jasne i klarowne. W przeciwnym wypadku czujemy niepewność, a jest to uczucie, które wzmaga lęk. Nie mamy się czego „złapać”, nie mamy miejsca, w którym się czujemy pewnie. Rzetelna wiedza jest nam potrzebna, aby się psychicznie przygotować na zmiany, jakie nastąpią. A tu nadal nie wiemy, co nas czeka. Czy będziemy mogli wyjść z domu za miesiąc? Czy to już się kończy? Czy czeka nas druga fala zachorowań? Z kolei te najbardziej skrajne informacje są też pewną odpowiedzią na to, że chcemy mieć jasną odpowiedź, więc taka jasna kwalifikacja, że coś jest czarne albo białe, pomaga nam uporządkować myśli. Wówczas to poczucie niepokoju spada.

Człowiek jest zwierzęciem społecznym, ale teraz nie możemy się swobodnie spotykać z innymi przedstawicielami społeczeństwa. To chyba też nie jest bez znaczenia.

– Różne typy osobowości różnie przeżywają taką samotność. Są osoby, które faktycznie bardzo potrzebują innych ludzi i czują się źle, jak tego kontaktu nie ma. Inni lepiej znoszą tę izolację, bardziej lubią przebywać sami ze sobą. Jednak w większości przypadków te relacje i kontakty są nam potrzebne chociażby do tego, żeby mieć punkt odniesienia. Często takie osamotnienie lub przebywanie w hermetycznym środowisku najbliższej rodziny powoduje, że jesteśmy w zamkniętym obiegu opinii i emocji, które krążą między nami i się nawarstwiają. Jesteśmy pozbawieni czynników, które mogłyby nam pomóc oderwać się od nich i skonfrontować się z nimi. Kręcimy się w kółko, a jednocześnie stoimy w miejscu. Jestem zwolennikiem myślenia, że dla swojego zdrowia psychicznego człowiek potrzebuje zmian, różnicowania bodźców.

Pandemia z pewnością ma także wpływ na tę podstawową komórkę społeczną, jaką jest rodzina.

– Przebywanie długi czas z najbliższą rodziną na pewno uwypukla stan zastany. I w zależności od tego, co w danej rodzinie było problemem, który być może być marginalizowany w codziennym życiu, teraz może on wyjść z ukrycia. I teraz pytania, jak ta rodzina reaguje na tę konfrontację. Po drugie na powierzchnię wypływają w tym czasie niektóre wcześniej tłumione potrzeby. Do tego dochodzi to wszystko, o czym mówiliśmy wcześniej: czyli poczucie hermetyczności, stres, obawy. W związku z tym mogą pojawiać się różne konflikty. Na pewno wpływ ma również fakt, że nie możemy na to wszystko spojrzeć z boku, przez co „zahaczamy się” o takie tematy, które nas denerwują i na nich się koncentrujemy. Brakuje nam perspektywy. Warto sobie zdać z tego sprawę. Warto też sobie uświadomić własne potrzeby. Jeśli jestem osobą, która potrzebuje czasu i miejsca dla siebie, to musimy o to zadbać. A jeśli to niemożliwe, bo mieszkanie jest małe, a mieszkamy na niewielkiej przestrzeni z większą liczbą ludzi, warto sobie zdać sprawę, że będzie mi z tym trudno. I na miarę możliwości próbować stworzyć dla siebie takie przyjazne warunki, kiedy nie musimy reagować. Bo właśnie to, co nazywamy „przestrzenią dla siebie”, jest to miejsce lub czas, w którym nie musimy reagować na bodźce wysyłane przez innych ludzi. Polecam również rozmawiać na ten temat. Często problem rozwiązuje po prostu zasygnalizowanie członkom rodziny: „Słuchaj, potrzebuję godziny lub dwóch dla siebie. Czy mógłbyś się zająć dziećmi w tym czasie?”

"Jesteśmy w trybie ciągłego stresu" - zauważa psychoterapeuta Jakub Kielczyk. (Fot. "Tydzień Polski")

Powoli wychodzimy z lockdownu i dopiero teraz wielu z nas zaczyna odczuwać obciążenie psychiczne. Z czego to wynika?

– To prosty mechanizm, w którym po pierwszym szoku i dezorientacji w sytuacji zagrożenia wchodzimy w tryb przetrwalnościowy. Nasz mózg wysyła sygnały: musimy to przetrwać, więc mobilizujemy się, staramy się uzbroić emocjonalnie na tę trudną sytuację, a nasze prawdziwe uczucia odkładamy na bok. I to właśnie te emocje odkładane na bok (które nasz mózg cały czas mieli) są taką bombą z opóźnionym zapłonem, która dopada nas, kiedy dochodzi do rozluźnienia i ustabilizowania sytuacji. Zaczynamy wtedy dopuszczać do siebie rzeczy, które wcześniej zatrzymaliśmy i pojawiają się emocje, które mogą nami zawładnąć.

Niektórzy w tej sytuacji próbują się posiłkować różnymi używkami. To chyba nie jest najlepsza strategia.

– Wszystkie substancje tego typu dają efekt ucieczki. To znaczy, jeśli mam jakiś problem, to szukam miejsca, gdzie będzie mi trochę łatwiej, a to, wiadomo, zawęża nam tę rzeczywistość bieżącą. Jeżeli chodzi ogólnie o uzależnienia, to zwykle jest tak, że wchodzimy w obszary, które są dla nas niedostępne, czyli na przykład uczucie wyluzowania. To jest właśnie takie zachęcające. Pułapką jest to, że wchodzi tam pod wpływem substancji, nie jest to tak, że my to poczucie szczęścia osiągamy, tylko robi to za nas na przykład alkohol. Gdy przestaje działać, wracamy do punktu wyjścia, przez co czujemy się jeszcze bardziej sfrustrowani. Na sięganie po używki wpływa z pewnością też izolacja, bo przez to, że siedzimy w domu, to tych bodźców jest mniej. Dodatkowo jest łatwiej nam to usprawiedliwić, bo skoro i tak siedzimy w domu, to przecież można się napić. W dalszej perspektywie prowadzi to jednak do pogorszenia nastroju i pogłębianie problemu, od którego uciekamy.

Pandemia ma wpływ nie tylko na dorosłych, ale też na młodszych członków społeczeństwa.

– Dzieci nie rozumieją do końca, co się dzieje i to powoduje jeszcze większy niepokój. Jest to przeżywanie sytuacji niemal traumatycznej, w której mierzymy się w sposób długotrwały z niezrozumiałym i nieokreślonym zagrożeniem. Toteż nazywanie sytuacji przez rodziców może pomóc w rozumieniu tego, co się wokół nich dzieje, a także uzmysłowieniu przeżywanych emocji. Ale z drugiej strony to nierozumienie sytuacji po części wpływa na to, że najmłodsi nie mają pełnej świadomości konsekwencji tej sytuacji. Wiele dzieci dobrze się odnajduje w tej kwarantannie, bo nie muszą chodzić do szkoły, w końcu mogą spędzić więcej czasu z rodzicami.

Grupą równie wrażliwą na psychologiczne skutki epidemii są też emigranci. Dlaczego?

– Jednym ważnym czynnikiem jest izolacja, nie tylko fizyczna, ale też społeczna, której emigranci często doświadczają. Nie mają aż tak rozbudowanej sieci kontaktów, nie mają tak licznej grupy znajomych czy rodziny, czy po prostu ludzi o podobnej mentalności, z którymi się najlepiej rozumiemy i dogadujemy. Będąc na emigracji, często nie mamy do końca poczucia, że jesteśmy w domu. Nawet jeśli mamy dom i mieszkamy w nim, to często towarzyszy temu uczucie, że mimo wszystko nie mamy takiego miejsca, gdzie możemy uciec i schować się przed światem. Na emigracji często ścieramy się z takimi rzeczami, które są wciąż dla nas takie trochę obce. Do tego dochodzą te wszystkie liczne ograniczenia, jak również niepokój ekonomiczny, który temu towarzyszy. To wszystko powoduje, że czujemy się trochę uwięzieni na obcej ziemi. Nie mamy miejsca, do którego wracamy, gdzie możemy odetchnąć i być sobą.

Co można zrobić, aby uniknąć tych wszystkich negatywnych emocji?

– W momencie, gdy rzeczywiście mamy poczucie, że nie jesteśmy w stanie zapanować nad tym, co się dzieje w naszej głowie i ten stan się nie polepsza, ale jest tylko gorzej i gorzej, to warto zasięgnąć po prostu konsultacji psychologicznej. Można też spróbować samemu zdystansować się i spojrzeć na to, co aktualnie przeżywamy z boku, aby oddzielić realną sytuację od nieracjonalnych hipotetycznych problemów, które istnieją tylko nw naszej głowie. Warto też sobie te wszystkie emocje wypisać i nazwać, spróbować złapać komunikację wewnętrzną z samym sobą. Na pewno też dużo daje rozmowa i to nie musi być z terapeutą, ale na przykład z kimś bliskim, aby móc wyrazić emocje, które się pojawiają. Ważna jest też akceptacja, ta możliwość powiedzenia sobie: „to jest OK, że ja się tak czuję”. Ważne jest, aby dać sobie przyzwolenie, aby móc też przeżyć to, z czym byłem zamknięty w tym mieszkaniu, dać sobie prawo mieć gorszy nastrój.

DARMOWE KONSULTACJE PSYCHOLOGICZNE ONLINE DLA EMIGRANTÓW:

Pracownia Psychozwoju Kielczyk i jej zespół psychoterapeutów chcąc pomóc rodakom za granicą, oferuje bezpłatne konsultacje psychologiczne dla wszystkich potrzebujących, dotkniętych skutkami pandemii koronawirusa i trudnej sytuacji ekonomicznej. Chcemy pomóc odnaleźć się ze swoimi emocjami, poradzić sobie z lękami, frustracja, izolacją, osamotnieniem. Prowadzimy konsultacje online. Zapraszamy.

Kuba Kielczyk: +48 573 372 213

kuba@psychoterapia-warszawa.org

Pracownia Psychorozwoju Kielczyk: www.kielczyk.pl

+48 606 259 138

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 3.65 / 25

Komentarze
Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 09.07.2020
GBP 4.991 złEUR 4.474 złUSD 3.949 złCHF 4.208 zł

Sport


Reklama