Menu

Media: Premier Starmer walczy o przetrwanie z powodu związków Mandelsona z Epsteinem

Media: Premier Starmer walczy o przetrwanie z powodu związków Mandelsona z Epsteinem
Starmer przyznał w środę w Izbie Gmin, że żałuje nominowania Mandelsona, a w czwartek przeprosił ofiary Epsteina. (Fot. Oli SCARFF and Justin TALLIS / AFP via Getty Images)
Przeprosiny Keira Starmera za to, że nominował Petera Madelsona na ambasadora w USA, mogą nie wystarczyć brytyjskiemu premierowi do uratowania stanowiska - media i politycy, także z jego Partii Pracy, coraz częściej mówią, że pytanie nie brzmi, czy Starmer odejdzie, lecz kiedy to nastąpi.

Starmer odwołał Mandelsona z funkcji ambasadora już we wrześniu ubiegłego roku, zaledwie po siedmiu miesiącach, gdy wyszło na jaw, że jego kontakty z Jeffreyem Epsteinem - nieżyjącym już amerykańskim finansistą, który, jak się okazało, zajmował się też stręczycielstwem - były dłuższe niż dotychczas przypuszczano.

Jednak opublikowane przed tygodniem dokumenty sugerują, że Mandelson przyjmował od Epsteina pieniądze, a także przekazywał mu poufne rządowe informacje.

Starmer przyznał w środę w Izbie Gmin, że żałuje nominowania Mandelsona, a wczoraj, zwracając się do ofiar Epsteina, oznajmił: "Przepraszam za to, co was spotkało; przepraszam, że tak wiele osób posiadających władzę was zawiodło; przepraszam, że uwierzyłem w kłamstwa Mandelsona i mianowałem go".

Przeprosiny nie zamykają sprawy, bo nowo opublikowane dokumenty na temat powiązań Mandelsona i Epsteina stawiają pytania o trafność politycznych wyborów Starmera. Mandelson już wcześniej miał na koncie kontrowersje finansowo-obyczajowe, a jego nominacja była odbierana jako ryzykowna.

Wszystkie główne brytyjskie dzienniki piszą dzisiaj, że Starmer walczy o polityczne przeżycie. "The i Paper" napisał nawet, że posłowie Partii Pracy zastanawiają się nad tym, jak pozbyć się premiera, a jedną z rozważanych opcji jest wysłanie do niego delegacji prominentnych posłanek, aby powiedziały mu, iż musi odejść, bo w przeciwnym razie zostanie usunięty.

Z kolei według "Daily Mail" Angela Rayner, która do niedawna była zastępczynią Starmera, miała powiedzieć przyjaciołom, że gotowa jest ubiegać się o przywództwo wśród laburzystów.

Dzisiaj laburzystowski poseł Ian Byrne powiedział na antenie stacji Sky News, że Starmer jest "w bardzo niebezpiecznym położeniu i potrzebuje cudu", by uratować posadę, a także że powinien "rozważyć swoją sytuację". Takie mniej lub bardziej otwarte wezwanie Starmera do odejścia wyraziło publicznie już kilkunastu laburzystowskich posłów.

Podobnego zdania jest także opinia publiczna. Według opublikowanego wczoraj sondażu ośrodka YouGov, 50 proc. badanych uważa, że Starmer powinien ustąpić z roli lidera Partii Pracy i premiera. Przeciwną opinię wyraziło 24 proc. badanych, a pozostałe 26 proc. nie miało zdania.

Sprawa nominacji ambasadorskiej dla Mandelsona nie jest jedynym powodem osłabienia pozycji Starmera. Ta kwestia z pewnością jednak nie rezonowałaby tak mocno, gdyby premier mógł pochwalić się sukcesami w innych dziedzinach.

Tymczasem według badania YouGov z początku lutego, działania rządu pozytywnie ocenia zaledwie 14 proc. badanych, a negatywnie - 66 proc.

Starmer jest oceniany najgorzej spośród wszystkich liderów pięciu głównych partii politycznych - w jego przypadku różnica pomiędzy ocenami pozytywnymi a negatywnymi sięga 50 punktów procentowych.

Partię Pracy, która zaledwie półtora roku temu odniosła zdecydowane zwycięstwo w wyborach do Izby Gmin, dziś popiera mniej niż 20 proc. wyborców, co w niektórych sondażach wystarcza jej zaledwie do czwartego miejsca.

A według symulacji rozkładu miejsc w Izbie Gmin, gdyby wybory odbyły się teraz, laburzyści straciliby trzy czwarte z 411 zdobytych w 2024 r. mandatów poselskich. 

Czytaj więcej:

UK: Skandal w Partii Pracy po publikacji akt Epsteina

    Kurs NBP z dnia 06.02.2026
    GBP 4.8569 złEUR 4.2175 złUSD 3.5799 złCHF 4.5985 zł

    Sport