Menu

Camilla Lackberg: Nie lubię być numerem dwa

Camilla Lackberg: Nie lubię być numerem dwa
Camilla Lackberg z mężem Simonem Skoldem. (Fot. Getty Images)
Szwedzka pisarka Camilla Lackberg odwiedziła Warszawę, promując swoją najnowszą powieść "Złota klatka". "Namawiam kobiety, by patrzyły jeden krok do przodu. Trzeba być osobą inspirującą dla innych i dla siebie" - radzi pisarka.
Reklama

Tytuł pani powieści brzmi: "Złota klatka", a może to powinna być "złota zemsta"?

Camilla Lackberg: - Ale mamy zemstę, na okładce, na butelce perfum! A złota klatka to miejsce, w którym bohaterka zaczyna. Tam znajdujemy ją na początku historii, to był punkt wyjściowy. Duński wydawca książki wymyślił sobie, że książka będzie promowana rzeczywiście za pomocą ogromnej, złotej klatki. A w środku była taka bardzo duża makieta książki. Mężczyzna, który zrobił tę klatkę, przywiózł ją do punktu i mówi: "zazwyczaj nie pytam, co ludzie będą robić z rzeczami, które wytwarzam, ale tym razem muszę zadać pytanie, do czego to będzie potrzebne?" Wymyślił sobie, że ktoś zostanie porwany i umieszczony w tej złotej klatce...

A może chciał ją zabrać do domu?

- Możliwe!

Tomasz Radochoński na swoim blogu książkowym dość krytycznie ocenia najnowszą powieść autorki... (Fot. www.nowalijki.com/Blog książkowy Tomasza Radochońskiego)

Niedawno, w rozmowie z jednym z polskich pisarzy, usłyszałam, że wydawcy najchętniej przyjmują do druku: lekką erotykę, kryminały i powieści obyczajowe. W "Złotej klatce" też mamy erotykę, też to jest powieść obyczajowa i trochę kryminał. Czy znalazła pani złoty środek na sukces literacki?

- Przyznam, że nie jestem zbyt dobra w przewidywaniu trendów na rynku. Jestem dość egoistyczna, jeśli chodzi o pisanie. Zawsze piszę o tym, o czym chcę napisać i o tym, co w danym momencie czuję i co we mnie siedzi. Muszę przyznać, że miałam dosyć duże szczęście w tym, że moje książki wyznaczają jakieś nowe trendy, bo to się zdarzało już kilka razy. Prawda jest też taka, że nie lubię być numerem dwa. Nie lubię kopiować czyichś pomysłów.

Jeśli chodzi o tę część erotyczną, to przyznam szczerze, że przez 15 lat starałam się tego unikać w swoich książkach, bo - choć tego nie wiecie - jestem dość pruderyjna. Byłam przerażona na myśl, że moja matka mogłaby przeczytać w moich książkach jakieś sceny seksu. Tym razem jednak było inaczej. To jest też książka o grze sił między mężczyznami i kobietami. I tu wiedziałam, że to jest niezbędny element powieści. Przyznam szczerze, że opisywanie tego okazało się o wiele przyjemniejsze niż mi się wydawało. A moja mama naciska teraz, by nazywać tę powieść książką erotyczną. Ja nie do końca tak bym chciała, ale wcale tu się nie oburzyłam.

Wydawać by się mogło, że ta powieść mogłaby być swoistym remedium, poradnikiem dla zdradzanych, oszukanych przez mężczyzn kobiet...

- Tak, tak! To jest jedno z przesłań, które bardzo chciałam umieścić w książce. Mam nadzieję, że jest ono widoczne. To, żeby zadbać też o siebie. My, kobiety, żebyśmy zadbały o siebie. Przyznam, że nie jestem wielką zwolenniczką feminizmu, który wszystko spycha na mężczyzn: całą odpowiedzialność i wszystkie obowiązki. Jest bardzo często tak, że kobiety poświęcają bardzo dużo i nie dbają o swoje bezpieczeństwo finansowe, życiowe. W Szwecji w tej chwili dość popularny staje się trend, żeby kobiety wychowujące dziecko zostawały w domu. I wiele z nich twierdzi, że nikt ich do tego nie zmusza, bo to jest ich wybór, mężowie na to nie naciskają. Chciałabym zaznaczyć, że nie patrzę z góry na takie osoby. Ponieważ wiem, że wychowywanie dzieci i przebywanie z nimi w domu to jest naprawdę ciężka robota. Ja po trzech dniach w domu marzę, żeby wrócić do pracy. Jednocześnie namawiam te kobiety, żeby patrzyły jeden krok do przodu, żeby nie stały się całkowicie zależne od swoich mężów. Bardzo często mamy taką tendencję do tego, żeby dawać miłość, opiekę, wszystko oddawać, z racji tego, jakie mamy poczucie obowiązku. A jednocześnie zapominamy o tym, że tak naprawdę jedyną osobą, której można zaufać w stu procentach, jesteśmy my same.

I cóż? Po 15-20 latach siedzenia w domu okazuje się, że nasze cv, nasza edukacja jest już przestarzała, nie do końca sprawdza się w teraźniejszości. Nie mówię tu tylko o rozwodach, może się zdarzyć, że nasz małżonek umrze i wtedy zostajemy bez pieniędzy, i bez zabezpieczenia. Dlatego zawsze namawiam do tego, żeby każda kobieta miała swoje konto, odkładała tam na siebie.

Pisarka z synem. (Fot. Getty Images)

I to jest jedno z przesłań tej książki: żeby nie zależeć od kogoś innego, tylko żeby polegać na sobie. To może brzmieć trochę cynicznie, ale wydaje mi się, że to jest jedyny sposób na to, żeby po wielu, wielu latach nie skończyć jako osoba, która ma do siebie żal, która jest zgryźliwa i niezadowolona z życia. Patrzy na siebie sprzed kilkunastu lat i nie poznaje się w lustrze. To, o czym mówię, nie dotyczy tylko słabych kobiet: spójrzmy na Faye, ona jest silną osobowością, robi wszystko dla dziecka, męża, rodziny. To obserwuję wokół siebie, to są kobiety, które tak krok po kroku oddają swoje terytorium, swoje hobby, swoje przyjemności w życiu. I zostają tylko matkami. Poświęcają absolutnie wszystko, a potem okazuje się, że nie dość, że mąż tego nie docenia, to i dzieci nie za bardzo się z tego cieszą. Dlatego nie wierzę w takie poświęcenie. Wydaje mi się ważne, by pokazać dzieciom swoją drugą stronę: że ma się pracę, karierę, swoje zainteresowania. I żeby być osobą inspirującą dla innych i dla siebie.

Na początku swojej drogi literackiej usłyszała pani, żeby opisywać miejsca, które dobrze zna. I to się dobrze sprawdza?

- To zdecydowanie była najlepsza rada, jaką otrzymałam. Po 17 latach swej kariery pisarskiej mogę radzić innym, żeby pisać o tym, co się wie, co się zna. Przelewać na papier swoje myśli, doświadczenia, miejsca. Wtedy czytelnik czuje, że to wszystko jest prawdziwe. Ja wykorzystuję wszystko, co dzieje się w moim życiu, w swoich powieściach, i to działa!

"Złota klatka" mocno trzyma czytelnika przy lekturze, która zaskakuje do końca, aż - dosłownie - do ostatniego zdania.

- To był mój cel. Niektórzy mówią: "domyślałem się". A ja mówię: "jak to jest możliwe?" A Faye jeszcze nie skończyła z Jackiem... Czeka go więcej niespodzianek.

Jean Edith „Camilla” Läckberg (ur. 30 sierpnia 1974 w Fjällbace) – szwedzka autorka powieści kryminalnych, z wykształcenia ekonomistka. Kryminalne powieści Läckberg osiągają czołowe miejsca na listach bestsellerów w Szwecji. W swoim kraju pisarka sprzedała ponad milion egzemplarzy (2007). Jej książki zostały przetłumaczone na kilkanaście języków i również poza Szwecją cieszą się powodzeniem. Ich przewodnimi bohaterami są pisarka Erika Falck i policjant, a z czasem mąż Eriki – Patrik Hedström. Pierwsze cztery tytuły zostały sfilmowane przez szwedzką telewizję, SVT. Głównym hobby pisarki jest gotowanie. Napisała książkę kucharską pt. "Smaki z Fjällbacki" (Smaker från Fjällbacka).

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 5 / 6

 

Komentarze


Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.
Bądź pierwszy! Podziel sie opinią

Dodaj komentarz


Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 21.10.2019
GBP 4.971 złEUR 4.277 złUSD 3.831 złCHF 3.890 zł

Sport


Reklama