"/>
Menu

Mów po angielsku - tylko nie całymi zdaniami!

Mama karci dziecię: "Powiedziałam ci, że nie. I koniec." Mówi to po angielsku w ten sposób: "I told you no. End of." Dziecię za bardzo szczęśliwe nie jest, my natomiast popatrzmy na taką cechę języka mówionego, na dodatek skrzętnie chowaną na lekcjach angielskiego jako języka obcego.
Reklama
Cecha ta to fakt, że w mowie bardzo rzadko używamy całych zdań, rzadko nawet coś kończymy... angielska teoria gramatyczna native speakerów rozróżnia już między językiem pisanym a mówionym, polska chyba nie, nawet na polonistyce tego chyba nie uczą.

A tu język mówiony zrobił się ważny, bo użytkownicy Facebooka czy różnych forów, komentatorzy pod artykułami często traktują te wypowiedzi jako przedłużenie wypowiedzi ustnej. Temat o tyle ciekawy, że właśnie na podstawie ich napisanych wypowiedzi wiemy, co dokładnie mówią. Gdybyśmy to tylko usłyszeli - może moglibyśmy pomyśleć, że się przesłyszeliśmy.

Oczywista oczywistość
Nie kończymy ogólnie znanych wypowiedzi. Jeżeli posiadamy wydawnictwo „Przysłowia w pięciu językach”, to może czas z tym na makulaturę, a używajmy tego, co ludzie naprawdę mówią: same old same old, stara bieda. To w odpowiedzi na "Jak leci?", można tak na przykład odpowiedzieć na wszechobecne How are you? Coś nam się nie udaje - mówimy: If at first you don't succeed... i nie musimy już kończyć: try, try again... Bo ogólnie znane. A co mi przeszkadza w "Przysłowiach w pięciu językach"? Po prostu nie każdy naród używa akurat takich samych przysłów czy ich ekwiwalentów, więc przykłady tam podane są jednak trochę na siłę. Nie jest to na pewno język "normalnych" ludzi. Uczymy się jakichś wydumanych powiedzeń, natomiast NIGDY nie powiedzielibyśmy na przykład takiego brytycyzmu (zwrotu TYPOWEGO dla angielskiego w UK): I bought it on the never never. Kupiłem to na raty. Bo "on the never never" na pewno wyda się nam "niedokończone". Mów całymi zdaniami - może to maksyma dobra w polskim, bo w angielskim - niekoniecznie...

Efekt Twittera
Na Twitterze trzeba się zmieścić w 140 znakach. W języku mówionym już była tendencja do "zjadania" początków zdań - Can't believe it! zamiast I can't believe it! na przykład, a konwencja Twittera jeszcze ten trend wzmacnia. Pływaczka Rebecca Adlington pisze na Twitterze o swoim wieczorze panieńskim: Best hen do ever! pomijając początek It was the... Oj, dostałoby się komuś, gdyby na lekcji angielskiego takie "zdanie" napisał... Anglicy idą nawet jeszcze dalej: Another stag next week... Nie chodzi jednak o żadnego rogacza, ale tu znowu o wieczór kawalerski, stag do. Porównajmy.
Język pisany: Next week I am going to another stag party.
Język mówiony: Another stag next week...
Zresztą bardzo jest podobnie w Pongliszu, te już słynne carbudy na car boot sales. Car boot to bagażnik, czyli: wyprzedaż z bagażnika dosłownie, ale sale psu na budę. W języku mówionym jest to OK, bo wszyscy rozumieją, o co chodzi. Oczywiście, jeśli napiszemy na forum, że szukamy karbuda, to zawsze się ktoś znajdzie, kto to skrytykuje.

Luźna gramatyka
Gramatyka się rozluźnia w mowie. Powiedzmy, że skończyliśmy właśnie posiłek w McDonaldzie, ktoś inny już na miejsce czeka, wstajemy i mówimy:
- That's us done. (Jeżeli jesteśmy native speakerami)
- We have finished. (Jeżeli jesteśmy nie-native'ami)

Powtarzamy banały
Nikt specjalnie oryginalności od nas nie wymaga. Polacy lubią listy słówek, ale bardzo rzadko w sumie mówimy pojedynczymi słówkami, ale raczej zwrotami, czyli połączeniami paru słówek. Najczęstszym zwrotem w angielskim mówionym jest you know, wtręt to jest właściwie i Polakom dobrze znany, ale zaraz po nim następuje nie tak specjalnie znane i używane a bit. Porównajmy znowu.
Cudzoziemiec: Wait a minute.
Native speaker: Wait a bit. lub Hang on!
Plusem banałów jest to, że:
- "Spływają" z języka i brzmimy bardziej płynnie niż w sumie jesteśmy,
- Jest duża przewidywalność, co kto powie w określonej sytuacji i to jest jakby prrzeciwwaga do różnych akcentów, jak ktoś powie z akcentem szkockim "ju riiit" to możemy się z dużym prawdopodobieństwem domyślić, że mówi (Are you) all right?
- My też jesteśmy rozumiani o wiele bardziej, niż gdybyśmy jakieś własne zdania tworzyli.
- No i może najważniejsze: mamy wspólny kontekst. Tworzymy jakąś grupę, choć na chwilkę. Jesteśmy pracownikami, klientami, pacjentami, rodzicami, kibicami. W takich sytuacjach używajmy wyrażeń odpowiednich do tych sytuacji, często skrótowców.

Czytelniczki (bo to są najczęściej Panie) już parę razy komentowały na temat mojego doboru słownictwa: to zależy, w jakich sferach się obracasz... Widocznie to ważne w polskim myśleniu, astronom nawet napisał "O obrotach sfer niebieskich"...

Prawda taka, że jesteśmy wielosferowi, pani profesor gdy odbiera dziecko ze żłobka to mówi jednak językiem, który Anglicy nazywają motherese (językiem mamuś) i cała wielka wiedza idzie w odstawkę w tym momencie. Polacy (i Polki) robią to też, oczywiście, ale nieświadomie. W języku obcym nagle wydaje się nam to dziwne, może za dużo formalnych klas angielskiego jako języka OBCEGO? Każdy śmiertelnik, łącznie z królową, znajdzie się w sytuacji, gdy powie z niedowierzaniem: Well, I never... Zresztą po polsku: Coś takiego! też istnieje, niedokończone i nieokreślone - a jakże przydatne. Mam nadzieję, że Czytelniczki nie mówią twenty-four seven tak, jakby były na rozmowie kwalifikacyjnej!

A dla znających angielski - takie zdanko bez podmiotu w sumie: The proverbial has hit the fan. I nie mówimy, co jest "przysłowiowe"...

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 5.04 / 48

Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 26.05.2020
GBP 5.030 złEUR 4.480 złUSD 4.088 złCHF 4.223 zł

Sport


Reklama