Menu

Nie mamy planety B

Nie mamy planety B
Jaka przyszłość czeka naszą planetę, skoro już teraz doświadcza ona tak katastrofalnych zmian?... (Fot. Getty Images)
To już nie jest globalne ocieplenie. To globalna pożoga. Odkąd prowadzone są pomiary, świat jeszcze
nigdy nie był tak gorący...
Reklama

Wzrost temperatury przynosi fale upałów, rekordowe susze i coraz większe zakwaszenie oceanów. Miliony gatunków flory i fauny znajdują się na skraju wyginięcia. Już teraz kryzys klimatyczny zmusza 20 milionów osób rocznie do opuszczenia swoich domów. Mieliśmy w tym miesiącu upały dochodzące do 49 stopni C w niemal całym basenie śródziemnomorskim. Towarzyszyły im pożary lasów w Turcji, Grecji, Włoszech, Algierii, gdzie zginęło ponad 100 osób.

Podobne pożogi nie wygasają w Kalifornii, gdzie buszuje od miesiąca pożar zwany Dixie, który już spalił 170 tys. hektarów. Płoną puszcze Indonezji i nawet Syberii, a dymy z pożaru tajgi dochodzą
do północnego bieguna. Lasy amazońskie, dotychczas największy dostarczyciel tlenu dla naszej kuli
ziemskiej, również się palą. Zamiast tlenu, produkują trujący dwutlenek węgla CO2.

Topnieją lodowce w Himalajach i na Antarktydzie, wzrasta niebezpiecznie poziom mórz i rzek. Nagłe opady deszczów powodują dramatyczne powodzie w Niemczech, w Nowym Jorku, i w Chinach, gdzie ludzie topili się w miejskiej kolejce podziemnej.

To potężny wstrząs dla życia na Ziemi, a spowodował go globalny wzrost temperatury o zaledwie
1.1 stopnia C. Na pewnym terenach, jak na przykład na arktycznej pokrywie lądowej, wzrósł nawet o 3
stopnie C, co powoduje topnienie lodowców. I pomyślmy teraz, jak spustoszoną i groźną dla życia
planetę odziedziczą nasze dzieci i wnuki.

W zeszłym tygodniu ONZ opublikowało nowy Szósty Raport Międzyrządowego Panelu ds. Zmian
Klimatycznych (IPCC). Składa się on z 4 000 stronic analiz i konkluzji przygotowanych przez 234
naukowców z 66 krajów, podpisanych przez 196 rządów z całego świata, w tym takie kraje jak Vanuatu
czy Kiribati, które mogą przestać istnieć za 50 lat, z powodu utonięcia pod wzmożonymi wodami
Pacyfiku. Wśród autorów widziałem polskie nazwiska z Australii i USA, ale chyba nie z Polski.

Nic dziwnego, bo obecny rząd polski nie bierze tego jeszcze poważnie. Na ONZ-owskiej konferencji
klimatycznej w Katowicach w roku 2018 polscy urzędnicy sumiennie przygotowali "mapę drogową” dla
międzynarodowych akcji do kontrolowania klimatu, a tymczasem oficjalni polscy gospodarze
zaprezentowali wystawę zachwalającą polskie górnictwo, a delegatów przyjęła ostentacyjnie orkiestra
górnicza. Nawet teraz polski sejm przeprowadził ustawę prowadzącą do wycinania lasów dla budowy
fabryki samochodów Izera w Jaworznie.

Dokument IPCC potwierdza, że globalne ocieplenie przyspiesza wszędzie chaos w atmosferze; wiele
procesów, np. podnoszenie poziomu oceanów, rozmarzanie wiecznej zmarzliny i topnienie lodowców,
trwać będzie dziesiątki, a nawet setki lat, niezależnie od tego, czy uda się powstrzymać wzrost
temperatury atmosfery, czy nie. Autorzy nie mają wątpliwości, że to człowiek i emisja gazów
cieplarnianych, głównie dwutlenku węgla oraz metanu, odpowiadają za nasilający się kryzys, którego
skutkiem są coraz częstsze ekstremalne zjawiska, jak gwałtowne opady, fale upałów, susze i pożary.

Stężenie CO2 w 2019 r. osiągnęło poziom najwyższy od co najmniej 2 mln lat, a średnia temperatura
atmosfery wzrosła o 1.1 stopnia C w stosunku do okresu przedprzemysłowego. Aby zatrzymać wzrost
temperatury atmosfery na poziomie 1.5 stopnia, wymagane jest natychmiastowe ograniczenie emisji
gazów cieplarnianych. Dotychczasowe deklaracje i podejmowane inicjatywy nie przynoszą skutków. Nie pomogła nawet pandemia i związane z nią spowolnienie gospodarcze, bo gospodarka prawie wszędzie ożywia się ponownie.

Problemem są wciąż paliwa kopalne jak węgiel, nafta, gaz ziemny czy łupkowy. Jeszcze 20 lat temu
były one światowym motorem wzrostu gospodarczego i rosnącego dobrobytu, szczególnie dla naszego powojennego pokolenia, pławiącego się w konsumpcji i w wyścigu zbrojeń. Obecnie te paliwa są czymś odwrotnym.

Ale potężne lobby paliw kopalnych jest zdeterminowanym wrogiem proponowanych reform
klimatycznych i inwestycji w energię odnawialną jak woda, wiatr czy promienie słońca. To lobby wpływa na polityków, argumentując, że inwestycja w energię odnawialną potrzebuje kosztownych nakładów wspieranych "zielonymi podatkami”. Rząd brytyjski ocenił na przykład, że od roku 2030 do 2050 taki koszt wyniesie £50 mld rocznie. W Polsce oznaczałoby to przyspieszenie zamknięcia kopalń węgla, będących od stulecia chlubą polskiego przemysłu. A główni rzecznicy tradycyjnej lobby paliwowej, jak Trump, Bolsonaro, Putin, czy prawicowi politycy w Wielkiej Brytanii i w Polsce, rozdmuchują strach przed nowymi inwestycjami i wykpiwają ambicje oraz plany opanowania emisji CO2 przez liberalnych "pięknoduchów”.

To jest jedna strona medalu. Ale koszt wytwarzania elektryczności przez wiatr lądowy spadł o 40% w
ciągu jednej dekady, a przez turbiny przybrzeżne o 30%. W tym czasie ceny solarnych paneli spadły o
połowę. Już 40% elektryczności w Wielkiej Brytanii pochodzi ze źródeł odnawialnej energii, i to się
powiększa z każdym rokiem. Po prostu popyt na nową energię rośnie i z czasem pęd ku tej energii
będzie decydował o rynku, bez potrzeby wyżej wymienionego sztucznego bodźca państwowych
inwestycji i "zielonych podatków”. Z tych samych powodów drogie pompy ciepła, które mają powoli zastępować obecne kotły cieplarniane, też opadną w cenie. Natomiast koszta gospodarcze klęsk
żywiołowych, wynikająch z zaniedbania katastrofy klimatycznej, będą o wiele, wiele większe.

Ale najważniejsze jest to, że wciąż możemy zatrzymać ten proces. Być może, mimo naszych
konsumpcyjnych skłonności, jesteśmy ostatnim pokoleniem, które ma taką szansę. Gniewne młodsze
generacje czekają na to. Coraz masywniejsze i gwałtowniejsze demonstracje jak Extinction Rebellion,
świadczą o niecierpliwości młodych.

Zbliżają się dwa ważne szczyty ONZ. Światowi przywódcy, którzy wezmą w nich udział, będą musieli podjąć doniosłe decyzje w sprawie kryzysu klimatycznego i kryzysu wymierania gatunków. To moment,
w którym może zmienić się wszystko – albo nie zmieni się nic. 24 listopada b.r. odbędzie się konferencja ONZ online poświęcona bioróżnorodności, która ma ustanowić nowe, ambitne zasady ochrony środowiska, by powstrzymać wymieranie gatunków. Nieco wcześniej, od 31 października do 12 listopada, odbędzie się światowy szczyt klimatyczny w Glasgow: najlepsza okazja na podjęcie nowych zobowiązań w celu uniknięcia katastrofy klimatycznej.

To nie będzie łatwe, ale jest nadzieja. Prawie wszystkie największe gospodarki świata zobowiązały się,
że do 2050 roku zredukują emisję dwutlenku węgla do zera, a pandemia pokazała, że śmiałe,
systemowe zmiany mogą nastąpić o wiele szybciej, niż się to komukolwiek marzyło. Jeśli osiągną emisje zerowe na 2050 to naukowcy przewidują, że globalna temperatura nie zwiększy się do 2 stopni C i może się ustabilizować na wzroście nie przekraczającym 1.5 stopnia C. Wówczas nie dosięgną globu najgorsze skutki zmian klimatycznych, które na pewno nastąpiłyby przy wzroście 2 stopni C.

Ale nie wszystko jest takie proste. Ostatnio w Wielkiej Brytanii premier Johnson, który jeszcze 6 lat temu drwił z farm wiatrowych, pokłada wielkie ambicje (temat będzie podjęty na konferencji w Glasgowie) w nowej energii "niebieskego wodoru”, która stwarza zerowy dwutlenek jako paliwo dla pieców przemysłowych, pociągów czy ciężarówek. Niestety, produkcja tego wodoru wymaga masowego spożycia gazu ziemnego i pozostaje równie szkodliwa dla emisji dwutlenku, co ropa naftowa. Jak dotychczas, Johnson, poza deklaracjami, nie wykazał żadnej systematycznej mapy drogowej do wykonania zerowej emisji na rok 2050. Starmer, szef Partii Pracy, potępia go za zwłokę, ale też sam nie zaszedł wiele dalej od rządu, bo powstrzymują go zachowawcze związki zawodowe w sektorze energetycznym.

A Ziemia nie może już dłużej czekać. To jeden z najważniejszych momentów dla życia na tej kruchej
planecie, bo jej i nasz los wisi na włosku. Nie musimy tylko czekać na rządy. Możemy jako konsumenci
uprawiać recykling naszych towarów, jeść mniej wołowiny, lepiej izolować ściany i dachy w naszych
mieszkaniach, mniej korzystać z samolotów, zamienić piece gazowe na elektryczne, czy pojazdy
benzynowe na samochody elektryczne, lub inwestować więcej w transport publiczny. Możemy naszymi
dotacjami wspierać liczne charytatywne organizacje informacyjne, które rozbudzają świadomość
społeczeństw o kryzysach klimatycznych i zanikaniu w świecie wielu gatunków zwierząt.

Dzięki upowszechnieniu tych informacji i raportów dochodzi do uświadomienia społeczeństw, budzi się konsument i elektorat naciskający na elity polityczne, gospodarcze i medialne, aby zamiast
czczych deklaracji podejmowały konkretne działania i na szczycie uzgadniały kierunki ostatecznej
międzyrządowej współpracy. Same decyzje takich państw jak Wielka Brytania, czy Francja, czy Włochy,
czy Polska, nie wystarczą, bo każdy z nich obecnie dokłada zaledwie 1 procent do światowej emisji
dwutlenku. Natomiast Chiny mają już wkład przerastający 29% światowej emisji, USA 14%, Indie 7%,
Rosja 4%. Ich współudział w tych inicjatywach klimatycznych jest konieczny.

Poza tym pamiętajmy, że dla wielu państw afrykańskich wzrost gospodarczy pozostaje priorytetem w pokonaniu nędzy i głodu ich ludności, a więc rolę kierowniczą w opanowaniu zmian klimatycznych muszą odegrać w pierwszym rzędzie państwa bardziej rozwinięte. Politycy i media będą wciągani w inne, zastępcze, problemy jak upadek Kabulu, czy wojna w Etiopii, czy powracająca groźba pandemii, czy rosnąca konkurencja handlowa Chin i Ameryki w trzecim świecie, ale naszym obowiązkiem jest przypominanie, że priorytetem pozostaje wciąż potencjalna katastrofa klimatyczna.

Zagrożenia, przed którymi stoimy są już bardzo poważne; dziś stawiają pod znakiem zapytania nasze
przetrwanie. To nie jest coś, co można przeczekać. Ziemia potrzebuje silnego głosu, który się o nią
upomni, gdy światowi przywódcy będą decydować o przyszłości. W walce o ocalenie świata nic nie jest pewne. Są tylko szanse i możliwości. Długie lata wspólnych marszów, protestów i rzecznictwa utorowały drogę do tego, co musimy zrobić teraz.. Indywidualnie, i w skali narodowej, będziemy zmuszeni dokonywać nadzwyczajnych zmian w naszym życiu codziennym.

Jeśli chcemy ocalić planetę, bez rzeczy nadzwyczajnych się nie obędzie. A innej planety zastępczej,
planety B, nie mamy.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 3.2 / 5

Komentarze
  • Bogas
    30 sierpnia, 21:21

    Znowu Strachy na Lachy!
    Pożary i powodzie w całej Europie i zginęło 100 osób... czy wy sobie jaja robicie? W Europie ginie na drogach z 200 osób dziennie i nikt nie likwiduje ruchu drogowego, pewnie kilka tysięcy umiera dziennie na nieuleczalne choroby i starość i nikt nie wybija ludzkości (na razie), więc skończcie z tymi bzdurami o ociepleniu: żadne poziomy oceanów się nie podniosą - to bzdura zaprzeczająca prawom fizyki, samozapłon lasów to higiena Matki Natury, a z tego ocieplenia mieliśmy w UK jeden tydzień ciepłego lata i 300 dni chłodnych i deszczowych. Bujajcie się , bo żal czytać taki bełkot.

  • Maciek
    1 września, 14:34

    Należałoby podkreślić dlaczego Chiny, USA czy Indie mają tak wysoki procent emisyjny podczas gdy Europa ma "niski". Obecnie emisje związane z produkcją naliczane są w kraju gdzie ta produkcja jest, nie tam gdzie jest zapotrzebowanie. Stało się więc wygodnym by wytykać palcami Chiny i Indie które owszem są dużymi emitentami ale z powodu zapotrzebowania zachodu. Firmy Europejskie celowo przenosiły produkcję do Chin czy Indii bo jest taniej - co za tym idzie emisje poszły tam a my otrzymujemy gotowe produkty. Trzeba zacząć sprawiedliwie się rozliczać i zmniejszać konsumpcje.

Dodaj komentarz
Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 25.10.2021
GBP 5.4395 złEUR 4.6018 złUSD 3.9502 złCHF 4.3054 zł
Reklama

Sport


Reklama
Reklama