Menu

Czornyj: Zbrodnia goni zbrodnię

Czornyj: Zbrodnia goni zbrodnię
"Uwielbiam obcować z przeszłością. Wierzę, że w pięknych przedmiotach tkwią dusze osób, które się nimi otaczały...". Fot. Bartosz Pussak
Pierwsze zagraniczne spotkanie autorskie Maxa Czornyja odbędzie się 10 listopada w dublińskiej polskiej bibliotece Biblary. Pisarz w wieku 30 lat ma na swoim koncie 12 książek, które przeczytało kilkaset tysięcy osób.
Reklama

Aneta Kubas: W wywiadzie dla Onetu mówił pan: “Pierwotnie byłem pewny, że wspólną przygodę (z komisarzem Deryłą) zakończymy po trzech częściach. Podamy sobie dłonie i każdy ruszy w swoją stronę. Jednak demony komisarza nadal kipiały gdzieś w mojej podświadomości. Musiałem je przelać na papier dla naszego wspólnego dobra. I oczywiście dla dobra społeczeństwa, które bezwolnie przystąpiło do gry organizowanej przez makabrycznego Mistrza. W końcu ofiar zaczęło przybywać. Jedną z nich mógł stać się ktoś z nas. Ja, Pani, my wszyscy. Gdy ten obraz przewinął mi się przed oczami, musiałem zacząć spisywać. Deryło nie dał mi wyboru. A wszystko najwyraźniej rozplanował sam Mistrz Gry...” Tymczasem 16 października ukazała się już piąta część serii. Komisarz nie daje panu jednak spokoju?

Max Czornyj: - Otóż to. Zżyłem się z nim przez te przeszło dwa tysiące stron i chyba stał się immanentną częścią mnie. Wypełnił jakiś fragment mojego mózgu. Fabuła "Klątwy" wiodła nas obu ku katastrofie. Wyczuwałem to, ale nie wiedziałem, co wydarzy się w ostatnich rozdziałach. Chciałbym tę katastrofę powstrzymać, lecz byłoby to autocenzurowaniem. Tego nigdy nie zrobię. Choć nie wiem, co będzie dalej z komisarzem i sam siebie postawiłem poniekąd pod ścianą, musiałem zakończyć właśnie w ten sposób. Przyznam jednak, że ostatnie strony pisało mi się bardzo ciężko.

O komisarzu mówi pan niemal jak o realnej osobie...

- Przez ostatnie dwa lata spędziłem z nim więcej czasu niż zapewne z kimkolwiek innym. Czasem pisanie jest balansowaniem na krawędzi zdrowia psychicznego i zapadnięcia się w świat fabuły. Ale tylko całkowicie się na niej skupiając, jestem w stanie pisać tak obrazowo. Czytelnicy to czują.

Jakie są pierwsze reakcje na “Klątwę” (premiera odbyła się 16 października)? Z jakimi uczuciami oddał ją pan czytelnikom?

- Dałem z siebie wszystko. Oddałem swoje emocje, kawał umysłu i mnóstwo pracy. Każda ze scen trzymała mnie w napięciu i pobudzała adrenalinę. Skasowałem każde zbędne zdanie. Teraz już na nic nie mam wpływu. Jednak już w dniu premiery dostałem mnóstwo maili oraz wiadomości, że książka nie pozwalała na oderwanie się od siebie od początku do końca. Na tym mi zależy. Wspominano też o żołądkach podchodzących do gardła i dreszczach obrzydzenia. To dobrze. To znaczy, że właściwie wykonałem swoją robotę. Przekazałem swoje emocje czytelnikom. A ci pochłonęli "Klątwę" w kilka godzin.

5 książek w 2019 roku, 4 w 2018 - pisze pan w szalonym tempie – co pana napędza?

- Pisząc, należy być szczerym i robić to całym sobą. W głowie mam mnóstwo pomysłów i kiedy siadam do spisywania fabuły, nie chcę się od niej odrywać. Nie potrzebuję weekendów ani wakacji. Przerywam pisanie tylko, kiedy bezwzględnie muszę. Poza tym ciągle tkwię w akcji, bo sam jestem ciekaw jej rozwiązania.

Pisanie to fantastyczna praca, bo przypomina czytanie książek, które nie pozwalają się rzucić w kąt. A wieść o tym, że serię o komisarzu przeczytało już kilkaset tysięcy osób, jest potężnym bodźcem.

Od pisania oderwać właściwie mogą mnie jedynie własne myśli oraz inne książki...

M. Czornyj wydał w tym roku 5 książek. "Trauma" ukazała się 16 października. (Fot. Filia)

Podziwiam talent i rozmach, z jakim obrazy i wizje, które istnieją pańskiej głowie opisuje pan słowami. Jaki pan jest, gdy przebywa w świecie, w którym “zbrodnia goni zbrodnię, tworząc książki, z których kart niemal dosłownie wycieka krew”?

- Piszę niemal bez przerwy od wczesnego ranka do nocy. Tak, jak wspomniałem - w tym czasie żyję fabułą. Tkwię w niej. Nie ma też problemu, abym na chwilę się oderwał, na przykład wyszedł na spacer. Nie traktuję pisania jako katorżniczej pracy. Musi mnie bawić i pociągać. Dlatego spacery są dobre, bo w ciągu godzinnej przerwy jestem w stanie zatęsknić za powrotem do tworzonego świata.

Muszę też przyznać, że pisząc "Rzeźnika", książkę opartą na faktach, stanąłem na krawędzi rozróżnienia prawdy od fikcji. Przed spaniem nieustannie starałem się myśleć tak, jak mógł myśleć Józef Cyppek - seryjny morderca i bohater tej powieści. Jedząc obiad, wmawiałem sobie, że tak, jak on - jem ludzkie mięso. To miała być pisarska metoda Stanisławskiego w praktyce. Chciałem jak najpełniej wczuć się w narrację. Zdaje się, że to się udało, bo czytelnicy masowo wspominają o mdłościach w trakcie lektury i o poczuciu narastającego przerażenia. Ale mnie "Rzeźnik" psychicznie wytargał...

Od początku pana książki wydaje Filia. Jak doszło do tej współpracy? Czy łatwo było panu znaleźć wydawcę?

- Pierwszą powieść postanowiłem wysłać jedynie do najważniejszych wydawnictw w Polsce. Miałem stabilną sytuację zawodową, nie musiałem szukać innych źródeł zarobku. Nie śpieszyło mi się. Mimo to przedstawiciele Filii odezwali się bodaj już następnego dnia po przesłaniu propozycji wydawniczej. To niebywałe, ale faktycznie tak było. Prosili o kilkanaście godzin, w ciągu których jak się okazało niemal całe szefostwo przeczytało "Grzech" od deski do deski. Byli pod wrażeniem i od umowy dzieliła nas tylko odległość między Lublinem a Poznaniem.

Portal Czytaj.pl określił pana mianem “ekscentrycznego autora kryminałów”, jak się panu podoba takie określenie? Czy aby zostać “marką samą w sobie” trzeba być trochę ekscentrykiem?

- Trudno mi odnieść się do tych słów. Zdaje się, że kilkukrotnie prasa podchwyciła to określenie, ale... Dla mnie nie ma niczego ekscentrycznego w tym, że właściwie całe moje życie można by przenieść sto lat wstecz, do czasów monarchii austro-węgierskiej i spodziewam się, że tam czułbym się znacznie lepiej niż w świecie dzisiejszym. To nie ekscentryzm.

Prawdą jest, że laptop jest jedynym nowoczesnym sprzętem w moim gabinecie i jednym z nielicznych w całym domu. Uwielbiam obcować z przeszłością. Wierzę, że w pięknych przedmiotach tkwią dusze osób, które się nimi otaczały... Dzięki temu wokół mnie tkwią dusze wielu pokoleń mojej rodziny.

Nie ma też niczego ekscentrycznego w pogardzie dla sztampy i masowej produkcji. Gardzę bylejakością. Widać niewiele dziś trzeba, by zostać ekscentrykiem.

Pierwsze zagraniczne spotkanie autorskie z M. Czornyjem odbędzie się w Dublinie. (Fot. Bartosz Pussak)

Mówi Pan, że rzadko sięga po kryminały. Co zatem lubi pan czytać, czy relaksuje się przy czytaniu? 

- Pisząc, spędzam czas w pięknym otoczeniu. Odrywam wzrok i wpatruję się w tarczę zegara liczącego ponad trzy stulecia, więc odmierzającego czas już kilkunastu pokoleniom. Przenoszę spojrzenie dalej i widzę kolejny zegar. Tym razem z austro-węgierskiego Wiednia. On również przenosi mnie w czasie. Podobnie jak zdjęcia i portrety moich przodków. Niemal całe wyposażenie mojego gabinetu pochodzi z gabinetów pradziadków. Właśnie to jest moim relaksem. Odrywając wzrok od pisania, wędruję w czasie. To moje intymne peregrynacje.

Oczywiście sporo też czytam. Moją bibliotekę wypełniają rozmaite książki. Jednak poza ulubionymi memuarami, czytuję dawną literaturę podróżniczą, wertuję księgi o historii sztuki... Na moim biurku niemal zawsze leży "Rękopis znaleziony w Saragossie" Potockiego, Biblia lub któreś z dzieł Kazimierza Chłędowskiego. Tym, którzy nie czytali, gorąco polecam "Lamparta" Tomasso di Lampedusy. Moim zdaniem to jedna z najbardziej ponadczasowych powieści.

Mówi pan, że pisze, by postraszyć czytelników i dać im rozrywkę. Sądząc po lekturach, jakie pan wymienił, sam szuka jednak w książkach czegoś innego...

- Jako dziecko i nastolatek szukałem w książkach głównie emocji, a wystrzegałem się wiedzy. Teraz zdaje się, że jest odwrotnie. Z książek staram się coś wynieść. Chcę, by mnie doskonaliły. Chcę, by wniosły coś do mojego życia. Tym bardziej jeżeli wciąż straszę się i dostarczam emocje samemu pisząc...

W pana książkach widać ogromną dbałość o szczegóły, o wiarygodność opisywanych zdarzeń. Czy to naleciałość z pańskiej drugiej profesji, czy też taka cecha charakteru?

- To, co opisuję, muszę sam widzieć. Piszę odtąd i dotąd, dopóki opisując, czuję emocje. Gdybym spuścił zasłonę milczenia, pozbawiłbym się tego, co najbardziej wyraziste. Babranie się we wnętrznościach i krwi jest konieczne. Światło mojej wyobraźni pada właśnie na takie sceny i zazwyczaj nie chce gasnąć. Wobec tego muszę pisać... A wtedy następuje przybliżenie. Reflektor oświetla tkanki, fragmenty zębów, czaszki albo mózgu, który rozerwany przez pocisk wylał się z worka mózgowego i rozlał niczym jajko sadzone... A później światło pada gdzieś indziej. Na sklejone krwią włosy, naderwany paznokieć wżynający się w macierz i znów na coś innego.

Ta obrazowość, dbałość o szczegóły aż się prosi o ekranizację...

- A te wymagają ciszy, więc muszę pośpiesznie postawić tu kropkę.

W ubiegłym roku mówił pan, że chodzi panu po głowie saga rodzinna. Czy pomysł nabiera kształtów?

- Tak, klaruje się, ciągle mi towarzyszy, lecz pragnę, by dojrzał całkowicie niezależnie. Nie chcę tworzyć drabinek, rozpisek fabuły ani z góry jej analizować. Ten pomysł musi sam rozkwitnąć w moim umyśle niczym furor poeticus. Gdzieś z tyłu głowy. Przyjdzie taki moment, że poczuję, że nadszedł właściwy czas, by zacząć pisać. Ale jeszcze nie. Może muszę przefiltrować jakieś doświadczenia.

Nie znalazłam informacji o pańskich spotkaniach autorskich za granicą. Czy Biblary będzie pierwsze?

- Zgadza się. Ze względu na natłok pracy i obowiązków ciągle weryfikowałem plany, ale... W końcu musiałem się skusić. Głęboko wierzę, że Dublin będzie doskonałym początkiem.

Max Czornyj (ur. 6 września 1989 w Lublinie) – polski adwokat i pisarz. Praktykował prawo w Polsce i we Włoszech. Ukończył aplikację adwokacką przy Okręgowej Radzie Adwokackiej w Lublinie. Autor thrillerów z cyklu o komisarzu Eryku Deryle, wydawanych przez wydawnictwo Filia w serii Mroczna Strona. (Wikipedia)

Spotkanie autorskie w Dublinie: Polska Biblioteka Biblary, 10 listopada, godz. 18.

Biblary: CIE Hall Sports&Social Club, Inchicore, Dublin 8

Wstęp wolny, darmowy parking

Link do wydarzenia na FB: https://www.facebook.com/events/460769887984213/

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.8 / 5

Komentarze


Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.
Bądź pierwszy! Podziel sie opinią

Dodaj komentarz


Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 13.11.2019
GBP 4.999 złEUR 4.285 złUSD 3.890 złCHF 3.930 zł

Sport


Reklama