Ellen Burstyn odebrała Honorowego Złotego Lwa
Jak podkreślił dyrektor artystyczny festiwalu Alberto Barbera, tegoroczna laureatka nagrody za całokształt twórczości jest aktorką o "niezwykłej sile i autentyczności", obecną w kinie amerykańskim od ponad 50 lat, tworzącą "niezapomniane postacie ucieleśniające przemiany współczesnych kobiet".
Laureatka Oscara za pierwszoplanową rolę w "Alicja już tu nie mieszka" Martina Scorsese ma na swoim koncie role m.in. w "Ostatnim seansie filmowym" Petera Bogdanovicha, "Opatrzności" Alaina Resnaisa, "Requiem dla snu" Darrena Aronofsky’ego, "Interstellar" Christophera Nolana oraz "Cząstkach kobiety" Kornéla Mundruczó.
"Jako prezeska Actors Studio, Burstyn uczyniła kruchość i dyscyplinę narzędziami metody aktorskiej opartej na emocjonalnej prawdzie, uważności i szczodrości wobec granych postaci. Jej kunszt, ironia i odwaga pozostają absolutnym wzorem gry aktorskiej i zaangażowania obywatelskiego" – wskazał Barbera w decyzji o przyznaniu statuetki.
Wręczenie Honorowego Złotego Lwa towarzyszyło światowej premierze filmu "Flesh Impact" w reż. Maggie Gyllenhaal, w którym Burstyn razem z Dakotą Johnson zagrała Marilyn Monroe w różnych etapach życia. Ellen jest tu gwiazdą w starszym wieku, ale wciąż z tą samą charyzmą i błyskiem w oku. Tej wersji MM świat nigdy nie ujrzał – zmarła ona bowiem w wieku 36 lat.
Dakota pojawia się w retrospekcjach jako aktorka u szczytu kariery. Co ciekawe, choć zarówno Burstyn, jak i Monroe kształciły się w Actors Studio Lee Strasberga, nie miały okazji się poznać. Spotkały się raz w większej grupie, w klubie. "Roztaczała wokół siebie tak magiczną aurę, że byłam oczarowana samym patrzeniem na nią. Później spojrzała na mnie i skinęła głową. W tamtym czasie dopiero zaczynałam karierę. Pomyślałam: właśnie zostałam dostrzeżona przez Marilyn Monroe. Do dziś noszę w sercu to wspomnienie" – wyjawiła Burstyn podczas konferencji prasowej poprzedzającej ceremonię.
Impulsem do stworzenia krótkiego metrażu była przypadająca w tym roku setna rocznica urodzin ikony kina. Tytuł filmu zaczerpnięto ze słów Billy’ego Wildera, twórcy "Pół żartem, pół serio" i "Słomianego wdowca". Według niego, obecność Monroe na ekranie była tak realna, że wydawało się, iż wystarczy wyciągnąć rękę, aby jej dotknąć.
"Flesh Impact" to niejedyny film z udziałem Burstyn prezentowany podczas 83. festiwalu w Wenecji. W kolejnych dniach będzie ją można oglądać u boku Taiki Waititiego i Pameli Anderson w pokazywanym poza konkursem "Place to Be" Kornéla Mundruczó. Fabuła zapowiadana jest jako "lekkie kino drogi o nieoczekiwanej przyjaźni mężczyzny w średnim wieku i starszej kobiety, którzy wyruszają w podróż do Nowego Jorku, by zwrócić właścicielowi zagubionego gołębia pocztowego".
Wydarzenie potrwa do soboty 12 września. Tego samego wieczoru dowiemy się, kto otrzyma Złotego Lwa dla najlepszego filmu.