Menu

Adrian Mazur: 46 szczytów w 61 dni. Rekord Guinnessa i największe marzenie osiągnięte!

Adrian Mazur: 46 szczytów w 61 dni. Rekord Guinnessa i największe marzenie osiągnięte!
Adrian Mazur to polski podróżnik i alpinista, który zdobył światowy rozgłos, pokonując Koronę Europy. (Fot. Adrian Mazur/zdjęcie użyczone)
Motywacją była chęć połączenia pasji – gór, podróży i fotografii – oraz sprawdzenia własnych granic. To zadziałało znakomicie i Adrian Mazur dokonał rzeczy wyjątkowej, zapisując się na kartach Księgi Guinnessa. Zdobył Koronę Europy, czyli 46 szczytów, w 61 dni, pokonując poprzedni rekord, który wynosił aż 173 dni!

Swój wyjątkowy projekt nasz rodak rozpoczął 11 lipca 2025 roku od wysokiego "C" - zdobył najwyższą górę Europy Elbrus (5 642 m). Od tego momentu narzucił sobie zawrotne tempo, przemierzając setki kilometrów i często śpiąc tylko po kilka godzin.

Zmęczenie i kontuzje, a także zewnętrzne przeciwności, takie jak zła pogoda, nie powstrzymywały go jednak przed osiągnięciem upragnionego celu.

10 września 2025 roku o godzinie 14:40 Adrian Mazur stanął na szczycie Kebnekaise (2 097 m) w Szwecji, spełniając swoje największe marzenie i stając się rekordzistą Guinnessa.

Swoimi wrażeniami z tej jedynej w swoim rodzaju wyprawy polski alpinista podzielił się w rozmowie z portalem Londynek.net.

Korona Europy obejmuje najwyższe szczyty wszystkich państw na kontynencie. Łącznie to 46 górskich punktów (44 szczyty) - od Elbrusa na Kaukazie, przez Mont Blanc w Alpach, po niewielkie wzniesienia jak Kneiff w Luksemburgu. Na zdj. na szczycie Mont Blanc. (Fot. Facebook/Adrian Mazur)

Jakie to uczucie zapisać się na kartach historii alpinizmu w tak młodym wieku - 36 lat?

Adrian Mazur: - Jestem przeszczęśliwy, że to się udało i jestem cały zdrowy, bo to było bardzo trudne, co zrobiłem. Teraz z perspektywy czasu widzę, że bardzo dużo ryzykowałem i nie dochodzi do mnie jeszcze, że to jest takie mega wydarzenie. Było to raczej takie olbrzymie marzenie, które chodziło za mną od 5-6 lat i ze względu na pewne aspekty podróżnicze, pandemię Covid i wojnę w Ukrainie cały czas to odkładałem, ale w końcu się udało.

Ostatni szczyt zdobyłem 10 września i dopiero kiedy wróciłem do Londynu 12 września, zacząłem zdawać sobie sprawę, że moje ciało jest raczej w kiepskim stanie... Przez cały czas byłem w takim pędzie, na adrenalinie i nie liczyłem się z tym jak się czuję. 

Jak długo pan się pasjonuje podróżami i wspinaczkami górskimi?

- Gdy miałem 19 lat, zacząłem podróżować po Europie "na budżecie", jeździłem stopem i szukałem najtańszych opcji, żeby zaoszczędzić. Jeśli chodzi o wspinaczkę, to zacząłem ją po ukończeniu 23 lat. Rysy (2 503 m) były pierwsze. Lubiłem też jeździć do Maroko, tam są przyjazne alpinistom i niezbyt trudne góry Atlas, w których można potrenować, bo są dość wysokie. Później przyszły większe góry, takie jak Elbrus i wiele innych.

Zdarzało się, że w ciągu jednego dnia Polak stawał na kilku szczytach. 13 lipca zaliczył trzy kolejne: Kneiff, Vaalserberg i Signal de Botrange.
(Fot. Adrian Mazur/zdjęcie użyczone)

Pasje podróżnicze i miłość do gór postanowił Pan połączyć z fotografią, którą zajmuje się Pan na co dzień - i tak powstał pomysł zdobycia Korony Europy. Jak na to zareagowała rodzina?

- Moja żona na początku myślała, że żartuję, ale po jakimś czasie zdała sobie sprawę, że mówię serio. Wtedy sama zaczęła się nakręcać twierdząc, że to jest świetny pomysł. Było to dla niej z pewnością stresujące, ale szczerze wierzyła we mnie i moje umiejętności, dlatego bardzo mnie dopingowała.

Z kolei mój tato też był zaskoczony, ale gdy mu powiedziałem, że będzie moim kierowcą i zwiedzi razem ze mną Europę, obiecał, że to zrobi. Z początku myślał jednak, że blefuję. Tato pomógł mi bardzo, bo nie dałbym ogarnąć tak skomplikowanej logistyki bez zaufanego kierowcy.

Trudna logistyka, pogoda płatająca figle, narażenie na kontuzje - z tym wszystkim musiał się Pan liczyć w tym trudnym wyścigu z czasem. A co było najtrudniejsze w tej całej wyprawie?

- To było nieprawdopodobnie ciężkie fizycznie wyzwanie: zdobywanie góry po górze, a w międzyczasie loty do innego kraju, potem trzeba było dotrzeć w kolejne miejsce... Spałem po 4-5 godzin... Dwa razy spuchła mi kostka, coś nie tak było też z kolanem, więc musiałem leżeć 3 dni, żeby zeszła opuchlizna...

W drodze do Kebnekaise... (Fot. Adrian Mazur/zdjęcie użyczone)

Logistyka była bardzo trudna, bo trzeba było liczyć się z każdą godziną, więc był dodatkowy stres. Zostawiłem sobie na koniec szczyty, których nie udało mi się zdobyć w trakcie ze względu na brak dobrej pogody lub kontuzję. Plan był taki, żeby skończyć na Rysach, ale ze względu na to, że logistyka mnie nieco pokonała, polskie góry były przedostatnie, a zakończyłem w Szwecji na Kebnekaise. 

Część szczytów zdobywał Pan sam, a część z przewodnikiem. Czy rzeczywiście jest teraz tak, że coraz więcej ludzi postanawia zdobywać najwyższe szczyty, że w górach jest coraz bardziej tłoczno? Nawiązuję tym pytaniem do słynnego w ostatnich miesiącach zdjęcia Mount Everest, gdzie przy wejściu na sam szczyt widać tłumy. Jakie były Pana doświadczenia? Czy można jeszcze być na tych szczytach gdzieś samemu?

- Ooo, absolutnie! Na wielu szczytach byłem sam i przez cały dzień jak na nie wchodziłem, nie spotkałem nikogo! To było coś fajnego, kiedy ma się tę górę tylko dla siebie, ale też fajnie jest spotkać ludzi w trakcie mimo wszystko. 

W górach często jest się samemu, ale można też spotkać innych po drodze...
(Fot. Facebook/Adrian Mazur)

Co by pan poradził osobom, które chciałyby pobić podobny rekord i pokonać swoje własne ograniczenia? Jak trzeba się przygotować do tego typu wyprawy?

- Uważam, że małymi krokami. Można na przykład zacząć od Kasprowego Wierchu (1 987 m), potem wejść na Rysy, stopniowo budować tę pewność siebie w górach. Ja tak właśnie działałem. Odporność fizyczna i forma pojawia się dopiero po jakimś czasie, zazwyczaj po 5-6 tygodniach od czasu gdy zaczynamy ostro ćwiczyć. Dużo ludzi chyba ma tak, że jak nie widzi szybko efektów, zniechęca się, ale potrzeba dużo cierpliwości.

Panu chyba jednak było trochę łatwiej ze względu na swoje sportowe doświadczenia?

- Tak, uwielbiam biegi trailowe, czyli takie dłuższe biegi po górach, lasach i łąkach. W tzw. Spartan Race zająłem nawet 4. miejsce w UK. Są to ekstremalne biegi z przeszkodami, łączące bieg terenowy z pokonywaniem różnorodnych, często błotnistych barier (ścian, lin, drutu kolczastego), w których liczy się siła, wytrzymałość i odporność psychiczna. To mnie bardzo rozwinęło.

2 sierpnia, na Dufourspitze (wł. Punta Dufour, 4 634 m n.p.m.) – szczycie w Alpach Pennińskich w Szwajcarii.(Fot. Adrian Mazur/zdjęcie użyczone)

Pochodzi Pan z Zamościa, jak to się stało, że od kilkunastu lat mieszka Pan w Londynie?

- Zawsze chciałem mieszkać w dużym mieście, ciągnęło mnie do Londynu, do Nowego Jorku... Pojechałem do Nowego Jorku zobaczyć jak tam jest, ale stwierdziłem, że to nie to. Miasto jest olbrzymie i po spędzeniu tam 5 dni było dla mnie zbyt intensywne, ludzie tam mają też inną mentalność. Wybrałem więc Wielką Brytanię. Przyjechałem tutaj, bo skończyłem szkołę aktorską w Krakowie i chciałem zostać aktorem.

Mieszkałem na początku w Norwich, grałem tam też w teatrze, ale przeprowadziłem się do Londynu, w którym nie jest tak łatwo, jeśli chodzi o aktorstwo. Zająłem się więc profesjonalnie fotografią, a moją pasją pozostały góry.

Zamierza Pan kiedyś wrócić do Polski?

- Tak, bierzemy z żoną pod uwagę taką możliwość, żeby za te 2-3 lata wrócić. Kocham Londyn i to, co mi daje, ale chcielibyśmy trochę już odpocząć, przeprowadzić się na wieś i osiedlić się w Tatrach.

Adrian Mazur już planuje kolejny ambitny projekt...
(Fot. Facebook/Adrian Mazur)

Co teraz Pan planuje? Czy ma Pan kolejne podobne marzenia, które chciałby Pan zrealizować w najbliższym czasie? 

- Korona Europy to było największe marzenie, teraz powracam do rzeczywistości. Myślę jednak o The Seven Summits, czyli zdobyciu 7 największych szczytów na kontynentach. Dużo osób jest w stanie to zrobić, dlatego największym wyzwaniem byłoby tu także ograniczenie czasowe, np. żeby to zrobić w rekordowym czasie. Jest to jednak bardzo duży i wymagający finansowo projekt i trzeba dużo czasu, aby się do niego przygotować.

Dziękuję za rozmowę i trzymamy kciuki za ten kolejny ambitny projekt!

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 3.5 / 2

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.
Bądź pierwszy! Podziel się opinią.
Dodaj komentarz

Waluty


Kurs NBP z dnia 17.02.2026
GBP 4.8393 złEUR 4.2080 złUSD 3.5467 złCHF 4.6085 zł

Sport