Nie tylko odwiedziny u rodziny - dla Polonii wyjazd do Polski to także okazja do uzupełnienia zapasów na kolejne miesiące. (Fot. Pexels)

Lista zakupów do zrobienia w Polsce. Co Polacy w UK pakują do walizki w drodze powrotnej?

— Mama, dopisz jeszcze serum, to z apteki, wiesz które — słychać po polsku w kolejce na lotnisku w Luton. Rozmowa telefoniczna, jakich w tej hali codziennie dziesiątki. Bo dla wielu Polaków z Londynu wyjazd do kraju to nie tylko odwiedziny u rodziny. To także precyzyjnie zaplanowana wyprawa po zaopatrzenie, które zapełni apteczki, zamrażarki i kosmetyczki na następne miesiące.

Listy bywają zapisane w notatkach w telefonie, na odwrocie paragonu, czasem tylko w pamięci. Niemal zawsze jednak obok ogórków kiszonych i polskiej kiełbasy, trafiają na nie drobiazgi z drogeryjnej półki. Produkty, których na Wyspach albo się nie kupi, albo są w Polsce znacznie tańsze.

Pół miliona list zakupowych. Polonia na Wyspach w liczbach

Skala zjawiska jest większa, niż mogłoby się wydawać. Według brytyjskiego spisu powszechnego z 2021 roku w Anglii i Walii mieszka około 743 tysięcy osób urodzonych w Polsce, to druga, po osobach z Indii, największa grupa urodzonych za granicą.

Nowsze szacunki ONS (Office for National Statistics) z 2024 roku mówią o około 750 tysiącach Polaków na Wyspach, choć z tendencją spadkową po Brexicie. Dodatkowo, ponad 600 tysięcy mieszkańców wskazało polski jako swój główny język, co czyni go najczęściej używanym językiem obcym w kraju.

Najgęściej polsko bywa w stolicy. W samym Londynie mieszka około 110 tysięcy Polaków, najwięcej w dzielnicach Ealing i Hounslow, a dalej w grę wchodzą Birmingham, Bradford, Manchester i Peterborough. Średnio, każda z tych osób odwiedza Polskę co najmniej dwa razy do roku, przy okazji kupując w niej rzeczy, za którymi na co dzień tęsknią.

O najchętniej wybierane przez polonię produkty kosmetyczne, zapytaliśmy sieć sklepów Super-Pharm. Sklep działa w modelu health & beauty, łącząc pod jednym dachem aptekę, drogerię i perfumerię, czyli format "wszystkiego w jednym koszyku", którego na brytyjskiej high street, z osobnymi sklepami od każdej z tych rzeczy próżno szukać.

Serum do twarzy "z apteki, wiesz które"

Wróćmy do rozmowy z lotniska w Luton. Serum to pozycja, która na liście pojawia się regularnie. Raz dobrane do konkretnej skóry, rzadko bywa zmieniane. Kupowanie nowych produktów oznacza tygodnie testów i ryzyko, że skóra zareaguje na nie podrażnieniami lub nowymi wypryskami. Z tym problemem mierzą się zwłaszcza osoby z alergiami skórnymi albo te, które po długich próbach trafiły wreszcie na produkt, z którego nie chcą rezygnować.

W kategorii serum do twarzy wybór jest dziś bardzo szeroki: od formuł z witaminą C rozjaśniających koloryt, przez kwas hialuronowy nawilżający "w głąb", po retinol i niacynamid do cery dojrzałej czy z niedoskonałościami.

Regenerujące maseczki do twarzy

Zaopatrując się na powrót do polski, do koszyka warto dorzucić także rzeczy na samą podróż. Kilka godzin w suchym powietrzu kabiny potrafi zostawić skórę napiętą i przesuszoną, a nastepnego ranka, nieunikniony powrót do pracy. Stąd warto spędzić wieczór po locie na regenerację z maseczką i dobrą herbatą.

Wybór w kategorii maseczki do twarzy jest na tyle zróżnicowany, że łatwo skompletować mały "zestaw ratunkowy" do walizki:

  • płachty (sheet mask): szybkie, jednorazowe, idealne na regenerację po podróży;
  • nawilżające na noc: działają, gdy my odsypiamy zmianę czasu;
  • glinkowe i oczyszczające: na cerę mieszaną i tłustą, gdy skóra reaguje na zmianę wilgotności powietrza i temperatury;
  • rozświetlające: na "efekt wypoczętej", którego po nocnym locie zwykle brakuje.

To produkty lekkie i płaskie, więc nie musimy się martwić o limit bagażu, kilka sztuk niemal nie obciąża walizki.

Opalenizna w kraju bez słońca

Przy brytyjskiej pogodzie ciężko o naturalną opaleniznę, przez co coraz więcej osób decyduje się na solaria, lub ich zdrowszą alternatywę. Dla polskich mieszkańców Wysp Brytyjskich, samoopalacz to często jedyna okazja na złocisty, opalony odcień skóry. Nie tylko latem, ale i przed świętami, weselem czy wyjazdem na urlop, gdy chce się wyglądać najlepiej, bez względu na zachmurzenie nad Tamizą.

W dzisiejszych czasach, Polska może się pochwalić gamą wielu ojczystych marek, które jakością nie odstają od konkurencji z zachodu, a często wręcz ją przeganiają. W polskiej drogerii znajdziemy więc wiele produktów do stworzenia swojego sun-kissed look m.in. od marek Mokosh, Bielenda i Eveline Cosmetics.

W kategorii samoopalaczy wybór wykracza dziś daleko poza klasyczny balsam: są pianki schnące w kilka minut, lekkie mgiełki do twarzy, balsamy brązujące budujące kolor dzień po dniu, a nawet krople do dodania do własnego kremu, które pozwalają dawkować efekt. Dla osób, które do konkretnej formuły i odcienia zdążyły się przyzwyczaić, samoopalacz trafia na listę równie pewnie jak serum, bo nic tak nie zniechęca, jak pomarańczowa niespodzianka tuż przed ważnym wieczorem.

Dlaczego lubimy polskie produkty?

Lista bywa krótka, ale pełna produktów "must have", z którymi Polacy nie chcą się rozstawać za granicą. Wszystkie te drobiazgi sprawiają, że poranna rutyna w Londynie zaczyna choć odrobinę przypominać o rodzinnym domu. A że przy okazji trzeba przeliczyć gramy na wadze i czasem przełożyć kosmetyczkę do bagażu podręcznego? To już tylko formalność, którą Polonia musi znieść, aby mieć swój kawałek Polski w łazience.

Ładuję...
Kurs NBP
GBP
4.9284
+0.0065
EUR
4.2530
+0.0049
USD
3.6878
+0.0111
CHF
4.6093
+0.0063
Forex
Źródło: currencybeacon.com
Ładuję...

Ogłoszenia

Wiadomości

Wydarzenia

Menu