Wróciłem z Londynu do Polski - raju utraconego
Trudne początki w Polsce
Zbyszek zawsze powtarzał, że jest jaki jest. Ani za zdolny, ani za pracowity. Podjął studia w Krakowie na uczelni technicznej, ale ich nie skończył, bo mu się za bardzo nie chciało uczyć. Poza tym jego dziewczyna zaszła w ciążę i nie było innego wyjścia, jak tylko zamieszkać razem, znaleźć pracę i marzyć o lepszym życiu. Zaczepił się na chwilę u znajomego rodziców, który miał firmę remontowo - budowlaną. Zarobki nie były wysokie, ale jakoś wystarczało, jak się dołożyło stypendium jego Anki. Pensja Zbyszka szła na koszty wynajmu mieszkania, a stypendium musiało wystarczyć na życie. I jakoś się żyło.
W połowie ciąży Anki wzięli ślub. Rodzice zaczęli nawet trochę finansowo pomagać. Wynajęli większe mieszkanie i wydawało się, że idzie ku lepszemu. Wszystko jednak się zmieniło, kiedy urodziła się Julka. Początkowa radość i fascynacja córką ustąpiła miejsca zmęczeniu i stresowi. Dziecko dużo chorowało, ciągle płakało, firma miała coraz więcej przestojów, a Anka straciła stypendium. Wtedy zrobiło się niewesoło. Ciągłe kłótnie, wyrzuty, pretensje i oskarżenia sprawiały, że zaczęli się z Anką od siebie oddalać. Gdzieś odeszła wzajemna troska, miłość i zaufanie. Wtedy Zbyszek postanowił, że musi coś w życiu zmienić, bo tak dalej być nie może.
I tak Zbyszek wylądował w Londynie
Zrobił to, co setki tysięcy Polaków bez perspektyw. Wybrał czasową emigrację w Wielkiej Brytanii. Nie pojechał w ciemno, bowiem w Londynie było już kilku jego znajomych. Wiedział, że nie będzie łatwo, ale to, co zostawił w Polsce, było dla niego jeszcze gorsze. Na początku mieszkał u kolegi, dzieląc z nim pokój i opłaty. Znalazł pracę pomocnika na budowie i kiedy wziął pierwszą tygodniówkę - 200 funtów - pomyślał, że to jest życie. Wiedział, że jest egoistą, bo przez pierwsze dwa tygodnie niewiele myślał o Polsce i rodzinie. Tłumaczył jednak sobie, że przecież robi to dla nich. Był nawet zły, że Anka tak często dzwoniła i dopytywała się, gdzie mieszka, z kim pracuje i z kim się spotyka. Co ona sobie myśli, że on tu jest na wakacjach?
Po dwóch miesiącach wynajął mały, ale samodzielny pokój i zaczął - jak to określał - normalne życie emigranta. Praca, jedzenie, spanie, a w soboty i niedziele wyjścia na piwo z kolegami. Było fajnie. Nie miał się z kim kłócić, nie słuchał ciągłego płaczu dziecka i nikt mu nie mówił co ma robić. Czasami tylko tęsknił za Julką i Anką, ale zaraz pojawiała się myśl, że przecież jest tutaj dla nich. Przecież on ciężko pracuje, będąc z daleka od kraju i rodziny.
Stabilizacja życia
I tak mijał tydzień za tygodniem pobytu Zbyszka w Londynie. W pracy było coraz lepiej. Nauczył się malować i stał się dekoratorem. Zarabiał 70 funtów dziennie i mógł odkładać wreszcie pieniądze na koncie. Posyłał też Ance do Polski 200 funtów miesięcznie i czuł się finansowo spełniony. Było dobrze, ale czy na pewno? W pewnym momencie zaczął silnie odczuwać w swojej egzystencji pewien niedosyt. Chodziło o kobiety. Nie widział się z żoną cztery miesiące, a wokół pełno było niewiast, chętnych do nawiązania bliższej znajomości. Wiadomo, samotność na emigracji. Długo przed pierwszą randką patrzył na zdjęcie żony i córki, ale stwierdził, że mały skok w bok to jeszcze nie zdrada. Jemu przecież też się coś należy od życia. Jest przecież młody i ciężko pracuje.
Najpierw była Iwona - studentka anglistyki z Polski, która przebywała w Londynie, aby doskonalić znajomość języka angielskiego. Mieszkała nawet cztery tygodnie u niego. Potem związał się z poznaną w pubie barmanką Alicją, która miała identyczną sytuację rodzinną jak on. Połączyła ich samotność i tęsknota za stabilizacją. Ich związek trwał chyba z pół roku i skończył się, kiedy Alicja na każdej randce zaczęła opowiadać o swoim złym mężu i dziecku w Polsce. Powiedział jej, że niech wraca do męża i dziecka i nie zawraca mu głowy swoją rodziną i problemami.
Czas płynął. Minęły 3 lata. Zbyszek pracował, odkładał pieniądze, chodził na piwo i imprezy klubowe, zmieniał kobiety, posyłał pieniądze do Polski, raz na jakiś czas dzwonił do żony i wydawało się, że osiągnął pełnię szczęścia. Ale coraz częściej czegoś mu brakowało. Dziwne, ale nie czuł się szczęśliwy.
Pewnego dnia uświadomił sobie, że 3 lata nie widział dziecka i żony, która tak naprawdę stała się nieznana i daleka - i pomimo że mają pieniądze, to są już rodziną tylko na papierze. Coraz częściej myślał o tym, jak teraz wygląda ich życie. Był jednak zbyt leniwy i przyzwyczajony do swojego ”kawalerskiego” życia, aby coś chcieć zmienić.
Wypadek zmienił wszystko
Wydawało się, że życie Zbyszka będzie dalej płynęło dotychczasowym trybem, kiedy stało się nieszczęście. W czasie malowania elewacji budynku spadł z rusztowania i wylądował w szpitalu. Stwierdzono, iż wypadek nastąpił z jego winy. Na odszkodowanie nie było co liczyć. Ręka, obojczyk i noga w gipsie. Doznał też silnego urazu kręgosłupa. Kontuzja i rehabilitacja miały go wyłączyć z pracy na co najmniej 3 miesiące. I co tu teraz robić?
Coraz częściej przeżywał chwile zwątpienia. Zostać, a może wrócić do Polski i ratować, co się da? Często czuł się teraz tak samotny jak nigdy. Koledzy się odsunęli, kobiet nie było i pracy nie było. Za to było mnóstwo czasu na myślenie.
Decyzja
I tak pewnego dnia, kiedy już zaczął jako tako chodzić, wyszedł na spacer do parku w pobliżu, w którym przez te trzy lata nie był nigdy. Zobaczył bawiące się dzieci, pomyślał o Julce, której tak naprawdę nie znał i podjął decyzję. Nieważne jak będzie na początku z Anką, pracą oraz małżeństwem. Nie wysiedzi tu dłużej. Wraca do Polski i ratuje co się da. I tak też uczynił. Nie minęło kilka dni, a on lądował w Krakowie i chociaż nikt na niego nie czekał i był pełen obaw i niepewności, nie żałował swojej decyzji, bo podświadomie czuł, co jest w życiu ważne.
***
Jak myślicie, czy Zbyszkowi udało się uratować swoje małżeństwo? Czy zdobył miłość Julki? Czy Anka wiernie czekała na swojego męża?
Zapewniam Was drodzy Czytelnicy, że chociaż walka Zbyszka o rodzinę i jej miłość trwała trochę czasu, to wszystko dobrze się skończyło. A może jeszcze się nie skończyło?...