Wybory i referendum za granicą: Ponad 600 tys. chętnych do głosowania
To rekord jeśli chodzi o zainteresowanie głosowaniem: osiem lat temu do wyborów zgłosiło się prawie 200 tys. Polaków, a przed czterema laty taką chęć wyraziło ok. 314 tys. osób; tym razem to ponad 608 tys. obywateli.
W związku z wyborami parlamentarnymi i referendum za granicą utworzono 417 obwodów, czyli niemal sto więcej niż podczas poprzednich wyborów parlamentarnych – podało MSZ. Wyborcy mogli dopisywać się do dogodnego ze względu miejsca pobytu obwodu głosowania do wtorku, m.in. za pomocą platformy e-wybory.
W środę MSZ poinformowało jednak o planowanej likwidacji obwodu głosowania w Tel Awiwie w związku tym, że Izrael znajduje się w stanie wojny z palestyńskim Hamasem. Wyborcy ze spisu w obwodzie nr 125 w Tel Awiwie mieli czas do czwartku, aby złożyć wniosek o zmianę miejsca głosowania, aby oddać głos w kraju.
Komunikat MSZ dot. likwidacji obwodu głosowania w Tel Awiwie ð®ð± ⤵️https://t.co/zM5r6GSmOs
— Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP ðµð± (@MSZ_RP) October 11, 2023
Jako pierwsi, bo już jutro, zagłosują Polacy mieszkający za oceanem. "W krajach Ameryki Południowej, USA i Kanadzie dniem wyborów będzie sobota, po to, by można było zamknąć głosowanie według czasu polskiego w niedzielę tak, by Polacy nie czekali na akt głosowania naszych rodaków za Atlantykiem" – oznajmił minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau.
Wybory w Ameryce rozpoczną się jutro o godz. 7:00 czasu lokalnego, a to oznacza, że Polacy mieszkający we wschodnich częściach kontynentów pójdą do urn wcześniej niż ci mieszkający na zachodzie.
Na przykład w Kanadzie wybory będą odbywać się w czterech strefach czasowych: w komisji w Winnipeg (Manitoba) głosowanie zacznie się godzinę później niż w Ottawie, Toronto (Ontario) i Montrealu (Quebec), w Edmonton i Calgary (Alberta) – dwie godziny później, a w Vancouver (Kolumbia Brytyjska) – trzy godziny później.
Najwięcej obwodowych komisji wyborczych utworzono w Wielkiej Brytanii (77), USA (52) oraz Niemczech (47). W innych krajach, gdzie Polonia nie jest tak liczna, jak np. na Węgrzech, utworzono tylko jeden obwód na cały kraj. Ambasada w Budapeszcie i tak przewiduje jednak sporo pracy, bo chęć głosowania wyraziło ponad 1,6 tys. osób, czyli ok. 50 proc. więcej niż w ostatnich wyborach prezydenckich.
Przy referendum ogólnokrajowym nie stosuje się przepisu nakazującego uznać wyniki głosowania w obwodach zagranicznych za niebyłe z powodu nieuzyskania wyników przez komisję w ciągu 24 godzin.
— Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich (@BiuroRPO) October 9, 2023
Tej okoliczności nie uwzględnia uchwała Państwowej Komisji Wyborczej z 3 października… pic.twitter.com/41xe019Bd8
Najwięcej Polaków zarejestrowało się w komisjach w Londynie, Berlinie, Monachium, Dublinie i w Hadze. W tej ostatniej, podobnie jak w Amsterdamie, to wzrost o ponad 115 proc. w porównaniu z wyborami w 2019 r. W Bredzie, gdzie są trzy komisje wyborcze, mowa o wzroście o ponad 210 proc. – zarejestrowało się tam prawie 10 tys. wyborców.
Z kolei w norweskim Stavanger, gdzie utworzono jedną komisję, zarejestrowało się prawie 4 tys. chętnych do głosowania; czyni to z niej najbardziej obleganą zagraniczną komisję wyborczą na całym świecie.
Zgodnie z kodeksem wyborczym, zagraniczne komisje wyborcze mają od zakończenia głosowania 24 godziny na zliczenie oddanych głosów; jeśli nie zdążą tego zrobić, to głosowanie w tych obwodach uważa się za niebyłe.
Głosy oddane za granicą będą doliczane do okręgu wyborczego nr 19 (do Sejmu) oraz okręgu wyborczego nr 44 (do Senatu) w Warszawie.