Szef Ryanaira ostrzega przed wyższymi cenami biletów w obliczu zmian w przepisach dotyczących bagażu
Występując w podcaście dziennika "The Daily Telegraph" pt. "The Travel Expert", dyrektor generalny taniego irlandzkiego przewoźnika stwierdził, że nowe regulacje – które mogą wejść w życie najwcześniej w październiku 2027 roku – zmuszą tanie linie lotnicze do "reklamowania wyższych cen biletów niż te, które są faktycznie dostępne" dla klientów.
Zgodnie z nowym prawem, standardowy bilet będzie automatycznie uprawniał pasażera do podróżowania zarówno z małym bagażem mieszczącym się pod fotelem, jak i z większą walizką kabinową – bez żadnych dodatkowych opłat. Przepisy te, wprowadzane przez Komisję Europejską, będą obowiązywać wyłącznie linie lotnicze z UE oraz wszystkie rejsy startujące z unijnych lotnisk.
Choć oficjalna data wejścia w życie nowych regulacji nie została jeszcze ogłoszona, nie powstrzymało to O'Leary'ego przed bezpardonową krytyką tych planów. Szef Ryanaira stwierdził wprost, że na pokładach samolotów po prostu "nie ma wystarczająco dużo miejsca", a "99,99 procent pasażerów" zależy wyłącznie na najniższej cenie biletu, a nie na dodatkowym bagażu kosztem droższego przelotu.
(Fot. Getty Images)
"Stanowisko linii lotniczych – i nie mówię tu tylko o Ryanairze, ale o wszystkich przewoźnikach w Europie – jest jasne: na pokładach naszych maszyn nie ma przestrzeni na dwa bagaże przypadające na jednego pasażera. Obecnie tylko około 45 procent – czyli mniej niż połowa – naszych klientów może zabrać ze sobą drugą torbę. Zarządzamy tym poprzez sprzedaż usługi pierwszeństwa wejścia na pokład (Priority Boarding), która pozwala wejść do samolotu jako pierwszym i wnieść dodatkowy bagaż. Liczba ta jest jednak sztywno ograniczona do 45 procent pojemności maszyny. Pozostałe 55 procent pasażerów świadomie wybiera dziś najniższą stawkę za sam fotel. Oczywiście kretyni z Parlamentu Europejskiego zupełnie nie dbają o to, czego naprawdę chcą ludzie. Nie mają bladego pojęcia, jak wygląda rzeczywistość – a w realnym świecie 99,99 procent pasażerów chce po prostu wiedzieć, ile kosztuje najtańszy bilet" - stwierdził szef Ryanaira.
Jak informuje organizacja ochrony praw konsumentów Which?, linia easyJet oświadczyła, że ewentualne zwiększenie bezpłatnych limitów bagażu podręcznego nie będzie dotyczyło pasażerów wylatujących z Wielkiej Brytanii, a jedynie lotów powrotnych z krajów Unii Europejskiej. Może to prowadzić do paradoksalnej sytuacji, w której limit bagażu podczas lotu powrotnego do UK będzie większy niż w trakcie podróży docelowej do UE.
Wynika to z faktu, że większość rejsów easyJet z Wielkiej Brytanii obsługiwana jest przez spółkę easyJet UK – podmiot zarejestrowany na rynku brytyjskim, który po Brexicie nie podlega unijnym regulacjom prawnym.
Z kolei Ryanair – pomimo głośnych protestów swojego szefa – potwierdził w oświadczeniu dla Which?, że dostosuje się do nowych unijnych ram prawnych od października 2027 roku. Przewoźnik sprecyzował, że maksymalne wymiary darmowego, drugiego bagażu podręcznego będą wynosić 55 cm x 40 cm x 20 cm przy wadze do 10 kg. Zasada ta obejmie bez wyjątku wszystkich pasażerów realizujących loty w siatce Ryanaira.
Stanowisko zajęła także linia Wizz Air: "Wizz Air w pełni zastosuje się do nowych wymogów, gdy tylko wejdą one w życie. Choć instytucje unijne wypracowały już porozumienie, akt prawny nie został jeszcze oficjalnie opublikowany, dlatego jest zbyt wcześnie, by potwierdzić precyzyjne zmiany w naszej polityce bagażowej. Wykorzystamy okres przejściowy poprzedzający wdrożenie przepisów pod koniec 2027 roku, aby odpowiednio się przygotować i przedstawić szczegóły naszym klientom".
Warto jednak pamiętać, że podobnie jak w przypadku konkurencji, spora część rejsów tego przewoźnika z terenu Wielkiej Brytanii jest realizowana przez spółkę Wizz Air UK. Oznacza to, że loty wychodzące z brytyjskich lotnisk w kierunku UE mogą nie podlegać nowej unijnej dyrektywie bagażowej.