Brytyjczycy stoją przed trudnym wyborem. Na zdj. premier UK Andy Burnham z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen. (Fot. Toby Melville - WPA Pool/Getty Images)

"Financial Times": UE naciska na Londyn ws. polityki wobec Chin i powrotu do unii celnej

Unia Europejska ostrzegła brytyjski rząd, że jeśli chce uniknąć barier związanych z polityką "Made in Europe", powinien podnieść cła na chińskie samochody, a najlepiej – wrócić do unii celnej – pisze w piątek "Financial Times".

"Unia celna rozwiązałaby większość problemów związanych z Made in Europe" – przekazał gazecie jeden z unijnych urzędników. "Rozwiązałaby też kwestię różnic w stawkach celnych, które rodzą obawy, że Chińczycy mogliby omijać nasze cła, kierując towary przez Zjednoczone Królestwo" - dodał.

Polityka "Made in Europe" - wciąż w fazie przygotowań - ma chronić producentów z UE i faworyzować ich przy przyznawaniu subsydiów i zamówień publicznych. Jednym z celów jest ochrona unijnego przemysłu przed konkurencją z Chin. Rząd w Londynie od tygodni zabiega w UE o porozumienie, które sprawiłoby, że polityka ta nie uderzy w brytyjskich producentów.

"Financial Times" podkreśla jednak, że Brytyjczycy stoją przed trudnym wyborem i będą musieli balansować: z jednej strony stawiając na zbliżenie z Europą, z drugiej – starając się przyciągnąć chińskie inwestycje, np. w branżę samochodową.

Obecny rząd UK deklaruje, że nie wróci do unii celnej i nie stanie się znów częścią jednolitego rynku UE. (Fot. DANIEL LEAL/AFP via Getty Images)

Anonimowy wysoki rangą brytyjski urzędnik przyznał w rozmowie z "FT", że Londyn ma dylemat.

"Trudno argumentować, że chcemy być wewnątrz Twierdzy Europa, kiedy druga strona może wskazać politykę celną, która w praktyce podkopuje wznoszone właśnie mury tej twierdzy" - podkreślił.

Lewicowy premier Andy Burnham cały czas podtrzymuje, że w stosunkach ze Wspólnotą Londyn nie przekroczy czerwonych linii, wyznaczonych jeszcze podczas negocjacji w sprawie kształtu brexitu. Po pierwsze Londyn nie wróci do unii celnej, po drugie nie stanie się znów częścią jednolitego rynku.

"Financial Times" pisze jednak, że nawet koordynacja z UE na mniejszą skalę może przynieść problemy, bo dostosowanie się do protekcjonistycznych środków handlowych UE w kluczowych sektorach, na przykład poprzez wprowadzenie takich samych ceł na chińskie samochody elektryczne, "ograniczyłoby część swobód handlowych, które Zjednoczone Królestwo uzyskało po Brexicie, oraz podniosłoby ceny dla konsumentów" - ocenia dziennik.

"Czerwone linie" mają korzenie jeszcze w latach konserwatywnych rządów Theresy May i Borisa Johnsona. W zamierzeniu zabezpieczyć miały Wielka Brytanię przed tym, co krytycy określali mianem "Brexitu na niby", czyli bliskiej koordynacji przepisów z Unią nawet po jej opuszczeniu. Drugą stroną medalu jest ograniczone pole manewru w negocjowaniu pobrexitowego zbliżenia gospodarczego, którego chcą laburzyści.

"Rządzącą Partię Pracy czeka debata na temat czerwonych linii i szerzej, Europy" - ocenił Ian Bond, wiceszef think tanku Centre for European Reform (CER), z siedzibami w Londynie i Brukseli.

"Podczas tej dyskusji nadal słychać będzie głosy, że partia nie może ryzykować i za wszelką cenę utrzymać musi poparcie wyborców z klasy robotniczej na północy kraju, którzy zerkają ku Reform UK (prawicowa, eurosceptyczna partia Nigela Farage'a – przyp. red.). Tyle że inni odpowiedzą na to, iż sondaże sugerują, że w rzeczywistości większym zagrożeniem dla Partii Pracy jest zrażenie do siebie zdecydowanie proeuropejskiej większości własnych wyborców" – podsumował Ian Bond.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Co o tym myślisz?
Linki Sponsorowane
Ładuję...
Kurs NBP
GBP
5.1906
+0.0251
EUR
4.3889
+0.0114
USD
3.9211
+0.0189
CHF
4.7111
+0.0165
Forex
Źródło: currencybeacon.com
Ładuję...

Ogłoszenia

Wiadomości

Wydarzenia

Menu