Ekspertka ds. migracji zarobkowej: Polska musi wyciągnąć wnioski z błędów Holendrów
Bos-Karczewska mieszka w Holandii od 1980 roku. Przez lata prowadziła największy polski portal w Holandii. Jest ekspertem ds. unijnej migracji zarobkowej, doradza obecnie w tej kwestii Ministerstwu Spraw Socjalnych i Zatrudnienia w Hadze.
Dzisiaj przyjechała do Gdańska, gdzie bierze udział w dwudniowej XV Konferencji Komitetu Badań nad Migracjami Polskiej Akademii Nauk "Emigracja, imigracja, integracja w dobie polaryzacji społecznej". "Z doświadczenia Holandii Polska może wyciągnąć bezcenną lekcję: nie uzależniajmy się od taniej siły roboczej. Ściągniecie kilkuset tysięcy migrantów zarobkowych z biedniejszych krajów UE - Polski, Rumunii czy Bułgarii nadmiernie obciążyło holenderski system opieki społecznej" – oświadczyła kilka dni przed wylotem do Trójmiasta.
Holandia jest trzecim najpopularniejszym kierunkiem emigracji zarobkowej Polaków w Europie – po Niemczech i Wielkiej Brytanii. Szacuje się, że w Niderlandach pracuje ok. 200 tys. Polaków, z czego większość zatrudnionych jest w ogrodnictwie, dystrybucji i logistyce (pakowanie, obsługa wózków widłowych) i zakładach przetwórstwa mięsa. Według niej kolejne 100 tys. Polaków znalazło zatrudnienie poza statystykami - mieszkają i pracują w Holandii, ale nie są nigdzie zarejestrowani.
W przeszłości dochodziło do licznych przypadków wykorzystywania Polaków przez holenderskie agencje pośrednictwa pracy tymczasowej. To one rekrutują w Polsce ludzi do pracy w holenderskich szklarniach czy rzeźniach. Bos-Karczewska podkreśliła, że wbrew temu, co donoszą polskie media z roku na rok takich przypadków jest mniej.
"Polskie portale powtarzają wciąż te same zarzuty o tym, że agencje zaniżają zarobki, uzależniają pracowników od siebie mieszkaniowo itd. Owszem od czasu do czasu to się zdarza, ale w Holandii wiele się zmieniło" - zaznaczyła.
Według ekspertki momentem przełomowym była pandemia koronawirusa, kiedy w Niderlandach zaczęła się debata o tym, jak zwalczać nieprawidłowości dotyczące migracji zarobkowej z krajów UE. "To wtedy ministerstwo pracy rozwinęło projekt mający na celu stworzenie sieci punktów informacyjnych i pomocy dla migrantów zarobkowych. Dziś działają one niemal w całym kraju" - relacjonowała.
Bos-Kraczewska zapewniła, że holenderski rząd zabrał się za zwalczanie nieprawidłowości. - Od 1 stycznia 2027 roku wchodzi w życie ustawa, która zobowiązuje wszystkie agencje pracy do uzyskania rządowego certyfikatu. Będzie przyznawać je specjalnie powołana do tego instytucja, która wcześniej prześwietli agencje - wyjaśniła.
Od nowego roku agencje nie będą mogły pośredniczyć w zatrudnieniu migrantów zarobkowych w rzeźniach i zakładach przetwórstwa mięsa, gdyż właśnie tam miało miejsce najwięcej przekrętów. "Łamano na wielką skalę prawo pracy, zaniżano pensje, pracownicy byli zwalniani bez powodu itd. Sektor jest oburzony, ale pracownicy tymczasowi na tym skorzystają, bo od nowego roku będą zatrudniani na kontrakty stałe. Co więcej, pracodawcy będą musieli zapewnić im zakwaterowanie, a z tym jest w Holandii problem" – zaznaczyła Bos-Karczewska.
Przedstawiła też, jak funkcjonował ten system: "Do tej pory to agencje pracy tymczasowej zapewniał pracownikom z Polski tzw. łóżko, często w kilkuosobowym pokoju. Pracodawcy umywali ręce – nie interesowały ich warunki, w jakich mieszkali zatrudniani przez nich ludzie. Spychali wszystko na agencje pracy, ale te też umywały ręce, więc odpowiedzialność się rozmywała".
Zdaniem ekspertki z Hagi rząd Roba Jettena chciałby ograniczyć napływ niewykwalifikowanych migrantów zarobkowych, bo tania siła robocza stała się zbyt wielkim balastem. "Migranci zarobkowi są obciążeniem zarówno dla państwa w tym głównie gmin i dla mieszkańców dzielnic czy wsi gdzie zamieszkują" – oceniła.
Chodzi o rosnące koszty społeczne. W kraju toczy się dyskusja o podniesieniu płacy minimalnej. Problem w tym, że sektor ogrodniczy, logistyka, przetwórstw mięsa uzależniły się od tańszej siły roboczej z krajów UE. Holendrzy próbują sobie jakoś z tym radzić. Bos-Karczewska wskazała na fakt, że już w tej chwili w holenderskich centrach dystrybucji w miejsce ludzi wprowadza się roboty.
Ekspertka podkreśliła, że rząd będzie zachęcał i pobudzał biznes do stosowania "pracooszczędnych" metod produkcji czy organizacji pracy. To konieczność, bo od 2 lat w Holandii nie ma przyrostu siły roboczej. Władze chcą opracować selektywną politykę migracyjną i docelowo ściągać z zagranicy tylko fachowców i specjalistów, których potrzebują priorytetowe sektory gospodarki.
Doradczyni holenderskiego resortu pracy przedstawiła PAP swą prognozę na najbliższą przyszłość: "Jak tak dalej pójdzie to mieszkający w Niderlandach Polacy zatrudnieni w rzeźniach, centrach dystrybucji czy szklarniach stracą pracę. Zastąpią ich maszyny. Nie stanie się to z dnia na dzień, proces będzie powolny, ale nieuchronny".
Zdaniem Bos-Karczewskiej "migracja zarobkowa z Polski do Holandii zaczyna wygasać, ale ten proces jeszcze trochę potrwa".
Na konferencji w Gdańsku Bos-Karczewska zamierza namawiać polskich decydentów, by wzorem Holendrów inwestowali w kapitał ludzki. I to nie tylko w wykształcone kadry, ale w pracowników niewykwalifikowanych tak aby byli w stanie wykonywać prace w przyszłościowych sektorach – energetyce czy zielonej gospodarce. "Już teraz państwo Polski i firmy powinny pracować nad programami szkoleń na masową skalę. Zmiany demograficzne zmuszają nie tylko Polskę, ale całą Europa do przestawienia systemu" – podkreśliła.