Gigantyczny obryw lodowca w najwyższych górach Norwegii
Do obrywu doszło na lodowcu Gjertvassbreen. Masa lodu przemieściła się prawie kilometr w dół zbocza, a osuwisko miało niemal 400 metrów szerokości. Szczęśliwie nikt nie został ranny.
Bakke wyjaśnił, że dolna część lodowca z czasem coraz słabiej podpierała jego górną część. Jednocześnie rozmarzająca wieczna zmarzlina mogła sprawić, że pod lodowcem pojawiła się woda, a ta zmniejszyła tarcie.
"W końcu górna część lodowca runęła" – stwierdził geolog.
Pod koniec sierpnia do podobnego zdarzenia doszło w Nepalu. Osunięcie skał i lodu z lodowca Langtang Lirung wywołało gwałtowną powódź. Zginęło ponad 1,4 tys. osób, a około 5,7 tys. nadal uznaje się za zaginione.
Bakke podkreślił, że przyczyny katastrofy w Nepalu były bardziej złożone niż w Norwegii. W Himalajach na topnienie lodowca i rozmarzanie zmarzliny nałożyły się wyjątkowo intensywne opady monsunowe. Nie można również wykluczyć wpływu katastrofalnego trzęsienia ziemi z 2015 r.
"Jednak oba zdarzenia miały niewątpliwie to samo podstawowe tło: globalne ocieplenie. To ono sprawia, że strome obszary górskie i lodowcowe na całym świecie stają się bardziej podatne na tego rodzaju zdarzenia. Lód i zmarzlina są stale osłabiane przez rosnące temperatury" – wskazał Bakke.
Skalę obrywu w Jotunheimen opisał w NRK przewodnik górski Christian Nesset, który następnego dnia dotarł w rejon Gjertvassbreen.
"W Norwegii nigdy nie widziałem niczego choćby zbliżonego do tego. Wygląda na to, że przy ocenie zagrożeń lawinowych będę musiał sięgnąć po zasady, które stosuje się podczas wypraw w Himalaje" – przyznał w rozmowie z norweskimi dziennikarzami Nesset.