Ekspert: Islandia przed referendum w sprawie UE jest podzielona, ma dwie sprzeczne tożsamości
Islandczycy zagłosują w plebiscycie odpowiadając na pytanie, czy chcą kontynuacji przerwanych negocjacji z UE na temat członkostwa ich kraju we Wspólnocie.
Zdaniem Bergmanna, odpowiedź ma znaczenie egzystencjalne. Ekspert przypomniał, że Islandia przez 130 lat walczyła o uniezależnienie się od Danii, aby w 1944 r. ostatecznie ogłosić niepodległość, co stworzyło tożsamość polityczną kraju.
"Jednym z jej elementów jest to, że Islandia ma być w pełni autonomiczna i nigdy więcej nie poddawać się obcym rządom, ale drugim, równie ważnym aspektem jest bycie uznanym za normalne państwo, równe innym, demokratycznym krajom" – podkreślił.
Bergmann zwrócił uwagę na "istnienie konfliktu między tymi dwoma aspektami tożsamości politycznej". "Jednym, który przybliża Islandię do uczestnictwa w integracji europejskiej, a drugim, który trzyma kraj zdecydowanie na dystans. I to jest powód pozostawania niezdecydowanym w kwestii członkostwa w UE" – zaznaczył. Przypomniał, że kluczowe dla gospodarki kraju rybołówstwo jest symbolem niepodległości.
Naukowiec zgodził się z tezą, że opisując debatę na Islandii można posłużyć się paralelą do Brexitu, gdy wpływ na decyzję mieszkańców Wielkiej Brytanii o opuszczeniu UE miały niezrozumiałe dla innych "uczucia" i "coś ukrytego w środku ludzi".
"W Wielkiej Brytanii mamy do czynienia z zupełnie inną konstelacją tożsamości politycznej, ale w Islandii obserwujemy ten sam mechanizm, gdy fundamenty polityczne społeczeństwa mają wpływ na debatę o UE – wyjaśnił.
(Fot. Pexels)
Bergmann przypomniał, że Islandia w ciągu 100 lat z najbiedniejszego kraju w Europie stała się jednym z najbardziej dostatnich, również dzięki współpracy z Europą. Debata na temat UE trwa w Islandii od ponad 30 lat, czyli wejścia kraju do Europejskiej Obszaru Gospodarczego, który nie obejmuje rybołówstwa, i od tamtej pory pozostaje nierozstrzygnięta.
"Referendum w sprawie kontynuacji negocjacji z UE jest próbą rozwiązania tej kwestii" – podkreślił.
Naukowiec pytany, czy można przewidzieć, po której stronie opowiedzą się Islandczycy, odpowiedział że "wynik jest absolutnie niepewny". "Sondaże opinii publicznej wskazują, że Islandia jest całkowicie podzielona na dwa obozy, jeśli chodzi o kwestię UE. Wszystko sprowadzi się do mobilizacji, kto faktycznie pójdzie oddać głos" – wyjaśnił. Zdaniem Bergmanna, będzie to "najbardziej zacięty wyścig w polityce atlantyckiej".
Co stanie się, jeśli w plebiscycie zwyciężą zwolennicy negocjacji z UE? "Kolejnym krokiem będzie zwrócenie się rządu do Brukseli o wznowienie negocjacji, a następnie proces ten powinien przebiec szybko. Zależy to wyłącznie od woli politycznej" – podkreślił.
Przypomniał, że sprawująca obecnie władzę w Islandii proeuropejska koalicja (socjaldemokratyczny Sojusz, Partia Odrodzenie oraz Partia Ludowa) będzie chciała prawdopodobnie dopełnić formalności do 2028 r. Wówczas planowane są wybory do krajowego parlamentu, a ewentualne zwycięstwo opozycji mogłoby znów zahamować proces integracji z UE.
Ostatecznie czy Islandia stanie się członkiem UE zdecydują obywatele w kolejnym referendum, gdy już znane będą warunki akcesji. Wielu proeuropejskich polityków liczy na hojne odstępstwa i wyjątki z Brukseli w sprawie połowów ryb.
Z kolei w przypadku, jeśli sobotnie głosowanie zakończy się odmową kontynuacji negocjacji z UE, to według Bergmanna, taki wynik może osłabić proeuropejską koalicję rządową i wpłynąć na relacje Islandii z Brukselą. "Wygrana przeciwników mogłaby jeszcze bardziej zepchnąć Islandię na peryferie integracji europejskiej" – podkreślił.