USA: Sąd Najwyższy unieważnił dekret Trumpa ograniczający prawo do obywatelstwa z urodzenia
Sąd uznał, że dekret Trumpa łamie 14. poprawkę do konstytucji. Przepis ten mówi, że "każdy, kto urodził się lub naturalizował w Stanach Zjednoczonych i podlega ich zwierzchnictwu (jurysdykcji), jest obywatelem Stanów Zjednoczonych i tego stanu, w którym zamieszkuje".
Rozporządzenie Trumpa, podpisane przez niego w pierwszym dniu drugiej kadencji, odbiera prawo do obywatelstwa dzieciom rodziców przebywających w USA nielegalnie lub na podstawie wiz nieimigracyjnych (m.in. biznesowych, studenckich, turystycznych).
Prawnicy rządu twierdzili, że nielegalni imigranci i tymczasowi przyjezdni nie podlegają "zwierzchnictwu" USA, choć historycznie słowa te wykluczały jedynie dzieci obcych dyplomatów. Sam prezydent Trump twierdził, że ponieważ 14. poprawka miała na celu gwarantować obywatelstwo dzieciom niewolników, nie powinna być stosowana wobec innych osób.
Jak zaznaczył m.in. CNN, opinie sędziów w sprawie były zaskakująco podzielone. Sześciu z dziewięciu sędziów uznało dekret Trumpa za nielegalny, jednak jeden z nich, Brett Kavanaugh, uznał że nie łamie on konstytucji, a jedynie ustawę Kongresu.
Reprezentujący opinie większości prezes sądu John Roberts twierdził, że 14. poprawkę należy czytać w kontekście historycznym, a prawo ziemi w praktyce istniało jeszcze przed jej uchwaleniem i wywodzi się z angielskiego prawa zwyczajowego, na którym oparty jest amerykański system prawny.
Roberts zaznaczył też, że ius soli ma szczególne znaczenie w "kraju imigrantów" jakim jest Ameryka. Według sędziego, niesławna decyzja Sądu w sprawie Dredd Scott przeciwko Sanfordowi z 1857 r. - mówiąca o tym, że niewolnicy nie są obywatelami USA - była sprzeniewierzeniem się tej tradycji.
"Obywatelstwo, wtedy i teraz, oznaczało prawo do posiadania praw – do swobodnego uczestnictwa w naszej wspólnocie politycznej. Twórcy 14. poprawki do Konstytucji rozszerzyli tę obietnicę na każdą osobę urodzoną w wolności w tym kraju. Dziś dotrzymujemy tej obietnicy" - napisał Roberts.
Trzech konserwatywnych sędziów w zdaniach odrębnych argumentowało z kolei, że prawo ziemi to "pozostałości z mroku średniowiecza". Jeden z sędziów, Samuel Alito sugerował, że ugruntowany przez dekady precedens dotyczący prawo ziemi był węższy, niż się uważa i dotyczył dzieci ludzi, którzy "zrobili wszystko, co mogli, by zostać Amerykanami".
Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że mimo wyroku Sądu Najwyższego, uznającego jego dekret o ograniczeniu prawa ziemi za niekonstytucyjny, zamierza wprowadzić te same restrykcje ustawą Kongresu. Ocenił jednocześnie, że wtorkowy wyrok Sądu jest szkodliwy dla kraju.
"Kongres powinien zacząć JUŻ DZIŚ, aby położyć kres kosztownemu i niesprawiedliwemu dla naszego kraju prawu do obywatelstwa z urodzenia" - wezwał.
Wbrew temu, co napisał prezydent USA, Sąd Najwyższy nie ustalił, że restrykcje, jakie Trump próbował wprowadzić dekretem, można wprowadzić ustawą. Wręcz przeciwnie, większość (pięciu z dziewięciu) sędziów uznało te restrykcje za niezgodne z konstytucją. Inny sędzia, Brett Kavanaugh, uznał, że rozporządzenie Trumpa nie łamie konstytucji, lecz łamie ustawę o imigracji i obywatelstwie (INA) z 1952 r.
Nawet gdyby Sąd uznał, że restrykcje można wprowadzać ustawą, taki ruch przy obecnym rozkładzie sił w Kongresie byłby niemal niemożliwy, bowiem wymagałby 60 głosów w Senacie. Oznacza to, że poprzeć go musiałoby co najmniej 7 Demokratów.