UK: Burnham zapowiada decentralizację i budowę mieszkań socjalnych
Burnham ocenił, że Zjednoczone Królestwo od dekad pogrążone jest w zastoju.
"Przez 10 lat politycznych turbulencji wywołanych Brexitem i 20 lat spadającego poziomu życia spowodowanego kryzysem finansowym z 2008 roku, władza w Westminsterze (dzielnicy rządowej Londynu) nie pracowała dla ludzi" - stwierdził polityk.
Burnham zapowiedział, że będzie dążył do decentralizacji kraju, "odbierając władzę centrum i przekazując ją ludziom oraz miejscom, które potrafią wykorzystać ją najlepiej".
Ma temu służyć utworzenie "Downing Street północy", biura premiera na północy Anglii, gdzie powstać mają plany odbudowy przemysłu i rewitalizacji pomijanych dotąd miejscowości. Jak zadeklarował, biuro to ma stanowić "centrum nerwowe" przebudowanej Brytanii.
Polityk zapowiedział największe, od czasu zakończenia II wojny światowej, inwestycje w budowę domów socjalnych, tłumacząc, że długie kolejki ludzi oczekujących na mieszkania rujnują publiczne finanse.
Jednocześnie podkreślił, że nie ma zamiaru odchodzić od zasad fiskalnych przyjętych przez rząd Keira Starmera w 2024 roku, a jego plan nie będzie stanowić "ryzyka dla finansów publicznych".
Andy Burnham podkreślił, że do momentu rozstrzygnięcia wyścigu do fotela nowego szefa laburzystów, a więc i brytyjskiego premiera, nie ma zamiaru informować, kto wejdzie w skład jego ewentualnego gabinetu.
Keir Starmer zapowiedział 22 czerwca dymisję. Powodem był narastający bunt w Partii Pracy spowodowany, między innymi, słabymi wynikami w sondażach i rezultatach w angielskich wyborach lokalnych w Anglii oraz wyborach do parlamentów Szkocji i Walii.
Partia Pracy szuka nowego lidera, a co za tym idzie - nowego szefa rządu. Na razie jedynym kandydatem jest Andy Burnham, były burmistrz aglomeracji Manchesteru.