Rosyjski okręt na kanale La Manche oddał strzały ostrzegawcze. Brytyjskie media tłumaczą sytuację
Do zdarzenia, o którym jako pierwsza poinformowała brytyjska agencja Press Association, doszło ok. 11.40 czasu londyńskiego, ok. 20 mil morskich na południe od Wyspy Wight. Zarejestrowany w Wielkiej Brytanii jacht znajdował się wówczas w odległości ok. 450 metrów od fregaty. Ani załoga, ani sam jacht w żaden sposób nie ucierpiały wskutek zdarzenia.
Rzecznik brytyjskiego ministerstwa obrony przekazał po tym, że resort "bada doniesienia o zdarzeniu na kanale (La Manche)".
Stacje BBC i Sky News, powołując się na źródła w ministerstwie, podały jednak, że według wstępnych ocen, strzały faktycznie miały charakter ostrzegawczy, a celem było zapobieżenie kolizji. Zwracają one uwagę, że odległość, w jakiej znajdowały się obie jednostki, jest w warunkach morskich niewielka, a w tym czasie była mgła.
Według tych źródeł, zdarzenie nie ma związku z niedzielnym zatrzymaniem na kanale La Manche statku z rosyjskiej floty cieni, co było pierwszą taką akcją przeprowadzoną przez brytyjskich komandosów, ani z ogłoszonym dzień później kolejnym pakietem sankcji przeciwko statkom z floty cieni.
Brytyjskie media podają, że "Admirał Grigorowicz" regularnie eskortował statki z floty cieni.
Brytyjska para emerytów, która płynęła jachtem, opisała to "surrealistyczne" zdarzenie w programie BBC Newsnight. We wtorek rano Jane i Alan Kelveyowie płynęli 23 mile od wybrzeża wyspy Wight, gdy natknęli się na bliski kontakt z rosyjską fregatą Admirał Grigorowicz.
(Fot. ALEXANDER KAZAKOV/POOL/AFP via Getty Images)
Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że jacht zbliżał się "niebezpiecznie" do okrętu, ale para stwierdziła, że "z całą pewnością nie byli na kursie kolizyjnym".
"Okręt wydał pięć sygnałów dźwiękowych, co oznaczało: »Widzieliście nas?«. Natychmiast obróciliśmy się o dwa stopnie w lewo, żeby zobaczyli, że celowo zmieniliśmy kurs, co oznaczało, że ich widzieliśmy. Po około minucie później oddali pięć kolejnych sygnałów dźwiękowych, a zaraz po nich cztery do pięciu strzałów z broni ręcznej. To nie było wymierzone w nas – naszym zdaniem to był ogień ostrzegawczy, który wzbił się w powietrze" - relacjonowała incydent Jane Kelvey w programie BBC Newsnight.
W oświadczeniu wydanym wcześniej we wtorek rosyjskie Ministerstwo Obrony podkreślono, że marynarze działali "w ścisłej zgodności z międzynarodowymi przepisami żeglugowymi".