Eksperci: Brexit nie ograniczył imigracji, choć takie były oczekiwania większości Brytyjczyków
23 czerwca 2016 roku odbyło się referendum w sprawie członkostwa UK w UE, w którym zwyciężyli zwolennicy Brexitu. Za wyjściem z UE opowiedziało się wówczas 51,9 proc. głosujących Brytyjczyków.
Zwolennicy Brexitu szli do referendum m.in. pod hasłem odzyskania narodowej kontroli nad polityką migracyjną. Przeciwnicy wyjścia z UE oskarżali rzeczników "suwerenności" o lansowanie "projektu nienawiści wobec imigrantów".
Profesor ekonomii i polityki publicznej w King’s College w Londynie Jonathan Portes, wcześniej m.in. główny ekonomista w Ministerstwie Pracy i Emerytur podkreślił, że wbrew przewidywaniom większości ekonomistów, nie doszło po Brexicie do ograniczenia liczby imigrantów zarobkowych przybywających do Wielkiej Brytanii.
"Ogólne skutki ekonomiczne opuszczenia Unii były zgodnie z prognozami złe, ale w kwestii migracji skończyło się to lepiej niż przypuszczałem. Uniknęliśmy gospodarczej katastrofy" – ocenił Portes i dodał, że wzrost imigracji był nieunikniony z powodu braków na rynku pracy.
Na uwagę, że w wyniku Brexitu Wielka Brytania zrezygnowała z dobrze wykształconych i ciężko pracujących imigrantów zarobkowych m.in. z Polski ekspert przyznał, że żałuje unijnego wolnego przepływu pracowników, ale nowi imigranci, m.in. osoby pochodzące z Indii i Nigerii (kraje dawnego imperium brytyjskiego, a obecnie członkowie Commonwealth of Nations-red.), którzy zastąpili mieszkańców wschodniej Europy, także przynoszą korzyści brytyjskiej gospodarce.
Po Brexicie, w wyniku wprowadzenia przez premiera Borisa Johnsona w 2021 roku nowego, już pozaunijnego systemu wizowego, nastąpił gwałtowny wzrost imigracji do Wielkiej Brytanii.
Według danych prezentowanych przez dziennik "The Times", w latach 2021–2024 do Wielkiej Brytanii przybyło netto ok. 2,6 mln osób więcej, niż ją opuściło, a napływ migrantów zarobkowych spoza UE zyskał miano "fali Borysa" (Boriswave).
Brytyjski think thank Center for Policy Studies podaje w raporcie pt. "Rewolucja migracyjna", że wzrost populacji W. Brytanii wyniósł w tym okresie 3,8 proc., a 99 proc. tego przyrostu było skutkiem imigracji.
Najwięcej imigrantów – 944 tys. – przybyło na Wyspy Brytyjskie do marca 2023 roku. Było to prawie trzykrotnie więcej niż rekord wynoszący 321 tys. osób z czerwca 2016 r., czyli okresu poprzedzającego bezpośrednio referendum w sprawie członkostwa w UE.
"Zwolennicy Brexitu spodziewali się zaostrzenia kryteriów przyjmowania imigrantów zarobkowych, a nastąpiło daleko idące poluzowanie i całkowite rozminięcie się z oczekiwaniami społecznymi" – zauważył dr Przemysław Biskup, analityk w Programie UE Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) i wykładowca Szkoły Głównej Handlowej.
Przypomniał, że była to decyzja premiera Borisa Johnsona, gorącego orędownika Brexitu, który jednak obawiał się wywołanego pandemią Covid-19 spowolnienia gospodarczego. Dlatego tak skalibrował parametry techniczne nowego, punktowego systemu wizowego, opartego na australijskich i kanadyjskich doświadczeniach, aby wpuścić na Wyspy jak największą ilość taniej siły roboczej spoza UE.
Jak zauważył ekspert, imigracja pozostała w ten sposób jedną z najbardziej polaryzujących społeczeństwo kwestii, mimo że nowe postbrexitowe narzędzia pozwalały radykalnie zwiększyć uprawnienia państwa brytyjskiego do kontroli polityki migracyjnej.
Jak tłumaczył decyzję Johnsona prof. Portes – Brexit pokazał, że można odzyskać kontrolę nad polityką imigracyjną, tak jak my to zrobiliśmy, ale wciąż mamy te same problemy co większość krajów europejskich – ocenił ekspert. Przywołał przykład Włoch, rządzonych przez prawicowy rząd Giorgii Meloni, gdzie pomimo obietnic ograniczenia imigracji doszło do jej zwiększenia z tych samych powodów, co w Wielkiej Brytanii. – Gospodarka ma swoje potrzeby – podkreślił Portes.
Jednak według Biskupa istotne są także sprawy społeczno-kulturowe, które brytyjscy politycy w większości zdają się lekceważyć. W jego opinii w Wielkiej Brytanii dawno przekroczono już punkt krytyczny, jeśli chodzi o zdolność absorpcji imigrantów przez społeczeństwo. Pokazują to dane demograficzne.
Jak wynika z ostatniego spisu powszechnego, przeprowadzonego jeszcze przed wielką falą imigracyjną "Boriswave" w oparciu o badania terenowe z lat 2019-2020, Wielka Brytania praktycznie cały przyrost ludności zawdzięczała w tym okresie imigracji.
Z kolei według danych Ministerstwa Edukacji, w ciągu dziesięciu ostatnich lat w szkołach średnich odsetek rdzennych Brytyjczyków spadł do 60 proc. uczniów z ponad 70 proc., a w szkołach podstawowych do 50 proc.
"Ostatnio kwestionuje się nawet czy Wielka Brytania pozostaje nadal społeczeństwem spójnym pod względem kulturowym" – zauważył ekspert i dodał, że Brytyjczycy zaczynają masowo podważać zasadność dalszego napływy imigrantów. Pojawiają się nawet radykalne głosy, że jeśli na przykład przeszkodą w polityce deportacyjnej jest Europejska Konwencja Praw Człowieka, to trzeba z niej wystąpić.
Sytuację pogarsza według niego fakt, że po Brexicie nastąpił regres w kwestii kontroli nielegalnej imigracji. Wielka Brytania przestała podlegać unijnym przepisom określającym, że za rozpatrzenie wniosku o azyl jest odpowiedzialne państwo przekroczenia granicy unijnej i że wobec niego przysługuje prawo readmisji wydalanych imigrantów.
Zdaniem eksperta Londyn nie ma więc już zdolności do readmisji nielegalnych imigrantów przybywających z Francji czy Belgii. A mechanizm deportacji przygotowany przez Partię Konserwatywną, polegający na rozpatrywaniu wniosków azylowych na terenie Rwandy, a nie Wielkiej Brytanii, został skasowany przez rząd laburzystów w 2024 r.
Frustracja brytyjskiego społeczeństwa, związana z rosnącą imigracją – legalną i nielegalną – rośnie. Według eksperta z PISM świadczy o tym także reakcja na brutalny atak nożownika z Sudanu. Mężczyzna jest nielegalnym imigrantem, byłym policjantem, który przybył do Belfastu w Irlandii Północnej z Dublina.
W mieście doszło do potępianych przez brytyjskich polityków antyimigranckich, zamieszek. Biskup dostrzega jednak w tych wystąpieniach wyraz frustracji mieszkańców Wysp.
"Jeśli w Irlandii Północnej - w której przez 30 lat trwały na ulicach krwawe walki między unionistami i republikanami - bojówki obu tych grup wspólnie organizują wystąpienia przeciw imigrantom, to co dopiero mówić o reszcie Wielkiej Brytanii" – zauważył ekspert.
Zapytany o ocenę skutków Brexitu Biskup stwierdził, że po latach decyzja Brytyjczyków stała się przede wszystkim katalizatorem załamania tradycyjnego systemu politycznego. W jego opinii kończy się okres, w którym establishment rządzi za pośrednictwem dwóch, trzech największych partii, rozmijając się przy tym z oczekiwaniami społecznymi.
Zwrócił uwagę, że Partia Pracy i Partia Konserwatywna łącznie zdobywają w tej chwili mniej głosów, niż każda z nich w czasach sprzed masowej imigracji. Rośnie za to poparcie dla partii Reform UK Nigela Farage'a, która do początku 2021 roku nazywała się jeszcze Partią Brexitu.
W opinii Biskupa warto obserwować zbliżające się wybory uzupełniające do parlamentu Wielkiej Brytanii w okręgu Makerfield. Jeśli wygra tam Reform UK, trzeba będzie zacząć poważnie traktować scenariusz, w którym następnym rządem może kierować Farage. Wtedy należy się, w opinii eksperta, spodziewać wykorzystania mechanizmów, stworzonych w efekcie Brexitu, do wprowadzenia polityki deportacyjnej.
Biskup zastrzegł przy tym, że wzrasta także znaczenie partii Zielonych, a ich wizja to otwarta polityka imigracyjna.
Obecne napięcia, zdaniem eksperta, nie mogą utrzymywać się w nieskończoność. W jego opinii nastąpi radykalne rozstrzygnięcie, a na jego bazie z czasem ukształtuje się nowy konsens.
"Przyszłość będzie należała do ugrupowania, które jako pierwsze skuteczniej przeprowadzi rewolucję albo w postaci deportacji, albo radykalnego pogłębienia polityki braku kontroli granic" – podsumował Biskup.
29 marca 2017 roku Wielka Brytania uruchomiła Artykuł 50 (przepis Traktatu o Unii Europejskiej, określający procedurę dobrowolnego wystąpienia państwa członkowskiego z UE), rozpoczynając w ten sposób proces wyjścia z Unii Europejskiej.
Zjednoczone Królestwo oficjalnie przestało być państwem członkowskim Unii 31 stycznia 2020 r., a 31 grudnia 2020 r. zakończył się okres przejściowy po Brexicie. 1 stycznia 2021 r. zaczął się nowy rozdział stosunków między Wielką Brytanią a UE, na mocy umowy o handlu i współpracy.